Pjongczang 2018. Vonn: Nie obawiam się wielkiego mrozu w Korei

Fantastyczna amerykańska alpejka w ostatnim czasie prezentuje się z dobrej strony. Teraz Lindsey Vonn liczy na udany start podczas igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. - Mam nadzieję, że mróz trochę złagodnieje. Jeśli nie, to i tak zrobię wszystko, żeby było mi ciepło tuż przed startem – mówi 33-latka w rozmowie z Eurosportem.

Eurosport: Na początek standardowe pytanie. Jak się pani czuje?

Reklama

Lindsey Vonn: - Bez wątpienia podróż tu była długa, ale czuję się dobrze. Mam dobre wyniki w zjeździe, więc jestem pewna siebie. Fizycznie czuje się dobrze, psychicznie też. Wierzę, że poradzę sobie na stoku. Teraz muszę więc tylko utrzymać dobrą dyspozycję fizyczną i poradzić sobie z warunkami, które sprawiają trochę problemów. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych dniach pogoda się uspokoi i wszyscy będą mogli rywalizować w równych warunkach.

Teraz tak nie jest?

- Wiatr jest zawsze dużym problemem. W narciarstwie alpejskim może mocno wpływać na wyniki. Sportowcy pracują bardzo ciężko, starają się najlepiej przygotować do startu w igrzyskach, a jeden mocny podmuch może rozwiać ich marzenia. To bardzo frustrujące i nie powinno mieć miejsca, ale z drugiej strony czasem tak po prostu bywa – ja doświadczyłam podobnej sytuacji w Cortinie. Trzeba sobie radzić mimo przeciwności losu. Mam jednak nadzieję, że matka natura da nam równe szanse, ale wszyscy wiemy, że nie zawsze tak jest.

Ma pani za sobą serię bardzo dobrych startów. Czuł się Pani kiedyś tak dobrze przez igrzyskami?

- W 2010 roku wygrałam sześć zjazdów z rzędu i byłam bardzo pewna siebie. Odczuwałam wtedy duży ból w związku z kontuzją goleni, której doznałam dwa tygodnie przed igrzyskami. Patrząc jednak wyłącznie pod kątem dyspozycji sportowej, teraz jest podobnie jak 8 lat temu w Vancouver.

Dwa zwycięstwa w Garmisch podniosły pani pewność siebie na szczyt?

- Na pewno było to dla mnie bardzo ważne. Gdybym nie wygrała, pewnie i tak byłabym pewna siebie, bo znam swoje umiejętności, ale dobre rezultaty zawsze pomagają, szczególnie tuż przed igrzyskami.

Oglądaj igrzyska na żywo!

Co jest szczególnego w śniegu w Korei?

- Wydaje mi się, że jest bardzo podobny do tego w Kolorado – bardzo gęsty i suchy, w większości sztuczny. Podoba mi się to, chwyta narty, da się na nim jechać bardzo agresywnie. Przy silnym wietrze robi się jednak śliski. Nie byłam jeszcze na trasie zjazdu, więc wnoszę po tym, co mówili panowie i co pamiętam z ubiegłego roku. Spodziewam się podobnych warunków. Największym problemem jest wiatr. Kilka konkurencji zostało przeniesionych i to nie na następny dzień, a o kilka dni, co stawia startujących w trudnej pozycji. Pogody nie da się jednak zmienić, ani przewidzieć. Mam tylko nadzieję, że w dniu zjazdu będzie sprawiedliwa.

Ma pani na myśli wiatr?

- On komplikuje nie tylko zawody, ale też treningi, bo wyciągi nie działają. Brak treningów jest oczywiście utrudnieniem. Nie przypominam sobie, aby gdzieś wiatr utrzymywał się tak długo. Zazwyczaj przychodzi pogorszenie pogody, które trwa dzień, dwa i wszystko wraca do normy. Odkąd tu jestem, cały czas mocno wieje, ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni.

Wydaje się, że ma pani bardzo dobre relacje z Sofią Goggią – trudno jest przyjaźnić się z kimś i rywalizować na stoku?

- Choć jesteśmy rywalkami, to się przyjaźnimy. Sofia odwiedziła mnie u mnie w domu w Colorado. Cały czas wysyłamy sobie wiadomości i rozmawiamy przez telefon. Myślę też, że bardzo się szanujemy. Sofia miała trzy operacje więzadeł krzyżowych w kolanie i obie wiemy, jak to jest wracać po ciężkiej kontuzji i przez to świetnie się rozumiemy. Poza tym ona – tak samo jak ja – jest jedną z tych osób, które zawsze dają z siebie 110 proc.. Bardzo lubię ścigać się z nią, bo wiem, że nigdy nie odpuści, a przez to ja też muszę wznieść się na wyżyny.

W ubiegłym roku Sofia wygrała tu z panią dwa razy, oba z minimalną przewagą. Jak będzie tym razem?

- Mam nadzieję, że setne sekundy będą po mojej stronie. Myślę, że to, że czuwa nade mną dziadek daje mi bardzo dużo, a ja jestem pewna siebie. Po zmianach w kalendarzu Sofia pojedzie w gigancie tuż przed super gigantem. Ona i wszystkie dziewczyny, które startują też w gigancie mają napięty harmonogram, co działa na moją korzyść.

Jak wybrać idealne narty?

- W zasadzie wszystko jest już wybrane. Mamy dwie opcje na super gigant. Do zjazdu musimy zrobić kilka testów, żeby zobaczyć, które zestaw jest najszybszy, ale ja jestem już prawie pewna, na czym pojadę. Wiele zależy też od zdania Heinza Hammerle, mojego service mena, z którym podejmujemy wspólnie decyzje dotyczące doboru sprzętu.

Nie wystąpiła pani w Soczi. Czy czuje pani, że ma coś do udowodnienia w Korei Południowej?

- Bez wątpienia straciłam w Soczi ogromną szansę. Po Vancouver znam specyfikę igrzysk. Występ tam był dla mnie dużym krokiem i wzmocnił mnie psychicznie, a cztery lata temu nie mogłam wystartować. Mam więc coś do udowodnienia i mam nadzieję, że mi się to uda.

Nie przeszkadza pani mróz?

- Wychowałam się w podobnych warunkach. W Minnesocie jeździłam nawet przy rekordowych mrozach w historii stanu, a może i całego kraju. Założyłam wtedy kurtkę taty, która była nieco cieplejsza od kombinezonu startowego i ścigałam się. Tu też daje się utrzymać ciepło. Trenerzy dają nam ciepłe kurtki, ogrzewane spodnie, ja noszę dwa kominy, zakładam wiele warstw. Co prawda, nie bardzo mogę się ruszać, ale przynajmniej jest mi ciepło. Mam nadzieję, że mróz trochę złagodnieje. Jeśli nie, to i tak zrobię wszystko, żeby było mi ciepło tuż przed startem.

Myśli pani, że ma szanse na dwa złote medale?

- Zdecydowanie tak, ale na igrzyskach wszystko może się zdarzyć – wystarczy spojrzeć na wiatr. Nie wiem, jakie będą warunki, ale na pewno dam z siebie wszystko.

Kiedy podejmie pani decyzję w sprawie startu w kombinacji?

- Na pewno w niej wystartuję. Idealnie się składa, bo to ostatnia konkurencja alpejska na igrzyskach, poza zawodami drużynowymi. Będą więc mogła skupić się na zjeździe i super gigancie, a po dwóch najważniejszych dla mnie startach poświęcić jeden dzień na trening slalomu do kombinacji. Nie spodziewam się w niej medalu, ale szanse zawsze są. Jeśli wszystko mi się uda, mogę zakręcić się w okolicach podium.

Sądzi pani, że może pobić rekord Ingemara Stenmarka w liczbie zwycięstw w Pucharze Świata?

- Mam taką nadzieję i zawsze o tym marzyłam. Teraz wszystko podporządkowane było igrzyskom, ale już w przyszłym sezonie będę mogła skupić się na rekordzie. Już teraz trochę się zbliżyłam, co mnie bardzo cieszy. Po igrzyskach jest jeszcze kilka startów, ale nastawiam się bardziej na przyszły sezon. Pewnie nie będę startowała w konkurencjach technicznych i kombinacji, a skupię się na konkurencjach szybkościowych, aby wygrać jak najwięcej zawodów.

Co by pani wybrała – pobicie rekordu czy zwycięstwo na igrzyskach?

- Nie chce wybierać. Chce mieć oba. Nie wybiorę jednego, bo obie te rzeczy są w moim zasięgu.

Kto będzie pani największą rywalką w super gigancie i zjeździe?

- Myślę, że w obu konkurencjach będzie to Sofia Goggia. Bardzo szybka będzie też Tina Wierather. W zjeździe może liczyć się Mikeala Shiffrin i Cornelia Huetter. Nie wykluczam jednak, że o medal może powalczyć też ktoś nieoczekiwany, jak Marta Bassino. Jest sporo zawodniczek, które są bardzo dobre technicznie, więc wiele zależy od przygotowanej trasy, szczególnie w super gigancie. Igrzyska są zupełnie inne od reszty zawodów – często ci, na których jest największa presja nie zdobywają medali.

Transmisje najważniejszych wydarzeń z Zimowych Igrzysk Olimpijskich Pjongczang 2018, w tym starty Polaków w Eurosporcie 1 i Eurosporcie 2. Każda sekunda igrzysk tylko w Eurosport Player.

Dowiedz się więcej na temat: lindsey vonn | Pjongczang 2018
Najlepsze tematy