Pjongczang 2018. Wellinger mistrzem olimpijskim: Teraz potrzebuję piwa

Ze łzami i niedowierzaniem w oczach przyjął Andreas Wellinger wiadomość, że został w Pjongczangu mistrzem olimpijskim w skokach narciarskich na normalnym obiekcie. - Teraz potrzebuję piwa - powiedział na konferencji prasowej z uśmiechem na twarzy.

Po pierwszej serii Niemiec był piąty, a prowadził Stefan Hula. Obaj zamienili się miejscami po drugiej serii. Czwarty rywalizację zakończył Kamil Stoch. Konkurs trwał prawie trzy godziny i zakończył się po północy miejscowego czasu. Często był przerywany przez wiatr.

Reklama

- Drugi skok to był kosmos. To, że tak się to skończy, nigdy bym sobie nie wymarzył. Były ekstremalnie trudne warunki i trzeba było mieć trochę szczęścia, by oddać dwa dobre skoki. To po prostu niesamowite, że mogę stanąć na samej górze podium - powiedział 22-letni Wellinger, który w tym sezonie błysnął już w Turnieju Czterech Skoczni, w którym zajął drugie miejsce za Stochem.

Dekoracja medalowa zaplanowana jest dopiero na niedzielę, a Niemiec zapowiedział, że teraz czas na świętowanie. Do kolejnego konkursu skoczkowie mają tydzień.

- Dzisiaj cieszę się na piwo, a jutro na medal - powiedział. Zgodę na to dostał już od trenera Wernera Schustera.

W pierwszych wywiadach po zdobyciu złota Wellinger nie był w stanie ukryć łez. Na antenie niemieckiego Eurosportu płakał i mówił, że to wszystko jeszcze do niego nie dociera.

- Wiedziałem, że jeśli zrobię wszystko poprawnie będę mógł walczyć z najlepszymi, ale że to się tak skończy... Nadal właściwie nie wiem, co mam powiedzieć i myśleć - przyznał.

To jego drugi złoty krążek olimpijski w karierze. Pierwszy wywalczył wraz z drużyną cztery lata wcześniej w Soczi. Wtedy miał zaledwie 18 lat i mówiono o wielkim talencie.

- Oczywiście wpływ na mój rozwój miało wielu trenerów, ale najbardziej chyba Christian Winkler. Mam nadzieję, że siedzi teraz przed telewizorem w domu i też nie wie, co ma powiedzieć - skomentował skoczek.

Schuster przyznał, że po pierwszej serii miał tylko nadzieję, że jury nie podejmie decyzji o przerwaniu rywalizacji. - Andi zasłużył na ten złoty medal. Na normalnej skoczni było w sumie osiem serii - treningowych, próbnych, konkursowych, a cztery z nich wygrał Wellinger - przypomniał.

Przed czterema laty w Soczi na normalnej skoczni triumfował Stoch. W sobotę za Wellingerem uplasowało się dwóch Norwegów - Johann Andre Tande i Robert Johansson.

Dowiedz się więcej na temat: Andreas Wellinger | skoki narciarskie | Pjongczang 2018