Pjongczang 2018. Wielki dzień Nowozelandczyków na igrzyskach

Ten dzień będzie zapamiętany na długo w Nowej Zelandii. Reprezentanci tego kraju zdobyli w czwartek w Korei Południowej dopiero drugi raz w historii medale zimowych igrzysk. W odstępie kilku godzin z brązu cieszyli się 16-letnia snowboardzistka Zoi Sadowski-Synnott oraz jej rówieśnik Nico Porteous, który startował w narciarstwie dowolnym.

Pierwszy i do igrzysk w Pjongczangu ostatni medal na zimowych igrzyskach nowozelandzki sportowiec wywalczył 26 lat temu, kiedy także z brązowym medalem w slalomie z Albertville wróciła narciarka alpejska Annelise Coberger. Sadowski-Synott zajęła trzecie miejsce w snowboardowej konkurencji big air, w której popisała się znakomitym występem.

Reklama

- Oglądanie jej, jak zdobywa brązowy medal, to było szaleństwo - przyznał Nico Porteous. - I to zaraz przed moim startem. To była dla mnie ogromna motywacja - opowiadał 16-latek, który mocno się denerwował przed wejściem na arenę. Przed jego próbą w halfpipie upadek zaliczył kolega z drużyny Byron Wells. Porteous z nerwów nawet zwymiotował.

- To superwyjątkowe. W tym momencie czuję się tak bardzo dumny, że jestem Nowozelandczykiem. Myślę, że możemy powiedzieć, że przełamaliśmy klątwę, zgarniając dwa medale jednego dnia - mówił uszczęśliwiony. Porteus liczy, że tak wspaniały dzień zainspiruje nową generację sportowców z Nowej Zelandii, którzy zaczną uprawiać zimowe dyscypliny, by nie trzeba było czekać kolejnych 26 lat na medal.

- Naprawdę jednym z moich celów jest zachęcenie innych do halfpipe'u i generalnie do sportów dowolnych, snowboardu czy narciarstwa. Ciekawe będzie patrzeć na to, czy te igrzyskach kogokolwiek zainspirują - mówił Nico Porteous.

kip

Dowiedz się więcej na temat: Pjongczang 2018 | Nico Porteous