Maciej Kot: Gorzej jest w klubach, a najgorzej jest z obiektami

- Jeśli chodzi o kadry narodowe, to sprzęt jest na wysokim poziomie. Gorzej jest w klubach, gdzie często brakuje pieniędzy na podstawowe zaopatrzenie na sezon. Jeszcze gorzej jest z obiektami, bo od kilku lat małe skocznie w Zakopanem nie nadają się do treningu i młodzi zawodnicy nie mają gdzie trenować - mówi Maciej Kot, reprezentant Polski w skokach narciarskich.

Katarzyna Krzyżak, eurosport.interia.pl: Mówi się, że górale są hardzi, odważni i niezależni. Jak wyglądało góralskie wychowanie w twoim domu?

Reklama

Maciej Kot: - Nie jestem góralem z krwi i kości, ale od urodzenia mieszkam w Zakopanem, więc z górami mam wiele wspólnego. Miejsce zamieszkania na pewno wpłynęło na sposób wychowania. Na Podhalu kształtowanie charakteru łączy się z tradycjami narciarskimi, patriotyzmem, wartościami rodzinnymi i ukochaniem gór. Górale mają twarde charaktery, nigdy się nie poddają i wykazują ponadprzeciętną odwagę. Myślę, że w trakcie dorastania w Zakopanem to wszystko zostało mi przekazane.

Często to rodzice mają większe ambicje niż dzieci - wożą na treningi, choć mały sportowiec, zamiast wyciskać siódme poty, wolałby bawić się z rówieśnikami. Jak było w twoim przypadku?

- Moi rodzice nigdy nie zmuszali mnie do uprawiania jakiegoś sportu. Pokazali mi różne dyscypliny, wpoili wartości związane ze sportem, ruchem, kulturą fizyczną, ale wybór pozostawili mnie. To ja, razem z bratem, wybrałem skoki i często to my prosiliśmy rodziców o transport na trening, mimo że być może oni woleliby odpocząć w domu po pracy.

Czy zdarzyło ci się zetknąć w karierze z uprzedzeniami? W jaki sposób na nie reagowałeś?

- Świat skoków narciarski to dość hermetyczne środowisko, w którym panuje przekonanie, że skoki to dyscyplina dla osób, które pochodzą z gór. Nigdy nie popierałem takiego myślenia, takiego stanu rzeczy i starałem się pomagać chłopakom, którzy niekiedy przyjeżdżali z bardzo daleka, aby trenować skoki.

Wielokrotnie powtarzałeś, że rodzina daje ci ogromne wsparcie. Jesteś ambasadorem akcji Procter & Gamble "Dziękuję Ci Mamo". Jaka jest rola mamy w twoim życiu?

- Rola mojej mamy jest nieoceniona. Mama często jest tą osobą zza kulis, która jest niewidoczna, o której się nie mówi, ale ma wielki wpływ na to, co robię, w jakim jestem nastroju i jakie podejmuję decyzje. Służy mi pomocą nie tylko w trudnych sytuacjach, ale pomaga również w codziennym życiu, aby jak najbardziej mnie odciążyć, żebym mógł skupić się na treningach.

Twoja mama jest z zawodu nauczycielką. Czy w jakiś sposób ci to pomagało, gdy chodziłeś do szkoły, czy raczej przeszkadzało? To ona sprawiła, że dziś możesz pochwalić się tytułem magistra?

- Zawód mamy nie miał wpływu na moją sytuację w szkole. Nigdy  nie wykorzystywałem tego faktu. Natomiast mama wpoiła mi, że edukacja jest bardzo ważna, mimo uprawiania sportu na wysokim poziomie. To ona pomagała mi podejmować decyzje związane z wykształceniem. Wartości, które przekazała mi mama, dały mi motywację do tego, aby ukończyć studia i zdobyć tytuł magistra.

Często przyznajemy dorosłym rację, dopiero gdy sami dorośniemy. Sami musimy się sparzyć, by z popełnionych błędów wyciągnąć wnioski, a ty akurat słyniesz z niepokornego charakteru. Sprzeciwiałeś się rodzicom?

- Nieraz sprzeciwiłem się rodzicom. Mam ciężki charakter i jak uważam, że mam rację, to czasami nie potrafię odpuścić. Jednak podejmując naprawdę ważne decyzje, zawsze staram się rozmawiać z rodzicami i, mimo rozbieżnych zdań, pójść na kompromis. Jeżeli przekonają mnie do swoich racji, to zdarza mi się też odpuścić.

Twój trener z AZS-u Zakopane Kazimierz Długopolski powiedział w jednym z wywiadów: "Maciek ma zawsze swoje zdanie, jest zadziorny". Po kim odziedziczyłeś charakter? Co zyskujesz dzięki swojej silnej osobowości? A może były takie momenty, kiedy żałowałeś wypowiedzianych słów?

- Myślę, że charakter odziedziczyłem w części po dziadku (który jest góralem), a w części po tacie, który również ma silną osobowość. Mój charakter pomaga mi na pewno w budowaniu pewności siebie na skoczni, w dążeniu do wysoko postawionych celów. Jednak ma to też swoje minusy, bo nieraz powiedziałem za dużo i powodowało to konflikty na treningach.

Wiele zmieniło się w polskim sporcie od czasów, gdy karierę zaczynał Adam Małysz. Wielki skoczek z Wisły przetarł szlaki kolejnym pokoleniom, ale pewnie wiele jeszcze można poprawić - w końcu zawsze może być lepiej. Jak oceniasz stan techniczny polskich skoczni i wyposażenie zawodników?

- Jeśli chodzi o kadry narodowe, to sprzęt jest na wysokim poziomie. Gorzej jest w klubach, gdzie często brakuje pieniędzy na podstawowe zaopatrzenie na sezon. Jeszcze gorzej jest z obiektami, bo od kilku lat małe skocznie w Zakopanem nie nadają się do treningu i młodzi zawodnicy nie mają gdzie trenować.

Często sportowcy narzekają na żmudne, czasem nawet nudne treningi. Jak udaje ci się nie tracić pasji do sportu?

- Mam jasno określone cele i wielką motywację do ich osiągnięcia. Wiem, jaką drogę muszę przejść, aby dojść na szczyt. Wiem, że muszę zaakceptować pewne wyrzeczenia i ciężką pracę, często żmudną i monotonną. Staram się w każdym treningu znaleźć coś pozytywnego, coś, co sprawi mi radość, bo właśnie radość jest bardzo ważna, w tym co robimy.

Jak wyglądałoby życie Macieja Kota, gdyby nie został skoczkiem narciarskim?

- Tego chyba nikt nie wie, nawet ja. Sport był obecny w moim życiu od początku, więc na pewno byłby jego częścią nawet, gdybym nie skakał na nartach.

Jak oceniasz swoją formę przed igrzyskami w Pjongczangu? Tym razem uda się zdobyć medal?

- Nie lubię obiecywać. Poza tym skoki narciarskie bywają nieprzewidywalne, ciężko jest zaplanować formę na konkretne zawody. Mam za sobą bardzo udany okres przygotowawczy, wiem, że ciężko pracowałem i daje mi to dużo pewności siebie i spokoju przed igrzyskami. Polecę do Korei z jasnym celem, jakim jest medal olimpijski i dam z siebie 100 procent, aby go osiągnąć.

Dowiedz się więcej na temat: maciej kot | Igrzyska olimpijskie w Pjongczangu
Najlepsze tematy