Pjongczang 2018. Kamil Stoch: Mam darta i książki. W sobotę pokażemy, co umiemy

Po zajęciu drugiego miejsca w kwalifikacjach do sobotniego konkursu na małej skoczni, w ramach IO w Pjongczangu, Kami Stoch był rozchwytywany przez wszystkie media, nawet japońskie, słoweńskie i norweskie, a z trybun oklaskiwały go urocze Koreanki z biało-czerwonymi flagami. W strefie wywiadów, w ekipie Eurosportu, męża wspierała i ściskała żona Ewa.

Czy już nie możesz się doczekać soboty, pierwszego konkursu z medalami?

Reklama

Kamil Stoch, skoczek reprezentacji Polski: Czy ja wiem? Ta sobota na pewno nadejdzie. Mamy jeden dzień odpoczynku, dzięki czemu jutro możemy popracować nad czymś innym, nad treningiem motorycznym i w sobotę będziemy robić to, co umiemy.

Czy rozłożenie w czasie konkursów powoduje, że igrzyska wam się dłużą?

- Nie, tutaj dni mijają dosyć szybko, mamy swoje zajęcia, jest co robić.

Koledzy przywieźli gitarę, a ty?

- Ja mam darta i książki.

A życie w wiosce olimpijskiej?

- Bardzo mi się podoba, jest co robić, jest dobre jedzenie, warunki są na dobrym poziomie. Jest pozytywne.

Doprowadziliście skokami do tego, że z naszymi flagami przychodzą na obiekty nawet Koreanki.

- Jest mi bardzo miło, że mamy takich kibiców.

Masz imponującą skuteczność na obiekcie olimpijskim. Niemal wszystkie próby dały ci miejsce w pierwszej trójce.

- Przede wszystkim staram się skakać na tyle, na ile potrafię. Wiem, że w dalszym ciągu jest co poprawiać, te skoki nie były najlepsze, na jakie mnie stać, ale i tak "I'm enjoying ski jumping!" Cieszę się skokami! Czerpię radość z tego, że tu jestem. Jestem dobrze przygotowany i mogę robić to, co lubię.

Obydwa moje skoki oddane w czwartek były na dobrym poziomie, ale też obydwa mogły być lepsze.

W czym tkwiły błędy?

- Przede wszystkim chodzi o wyczucie czasu odbicia i... jest jeszcze kilka elementów. Trochę pozycję najazdową mogę poprawić. Będę nad tym wszystkim pracował i dawał z siebie wszystko.

Na ile obecność żony Ewy, w ekipie Eurosportu, pomaga Ci?

- Ewa nie przyjechała tutaj robić reportażów sportowych, jest tu w zupełnie innej roli, ale jak najbardziej pomaga mi jej obecność i zawsze jest miło spotkać najbliższą osobę. I chociaż przez chwilę z nią pobyć.

Gdyby ceremonia otwarcia igrzysk nie kolidowała z przygotowaniami do sobotniego konkursu, to chciałbyś uczestniczyć w tym wydarzeniu?

- Nie wiem, a słyszałem różne opinie. Jedni mówią, że jest super, a drudzy, że jednak się stoi kilka godzin, a później się nic nie widzi, znowu się stoi i tyle (śmiech). Dlatego nie mam opinii, bo jeszcze nie byłem. 

My na dole trzęsiemy się z zimna, a co dopiero wy, skoczkowie, cieniutko ubrani tam na górze, gdzie jest jeszcze zimniej?

- Czuć trochę, że organizm się wychładza, ale mamy sposoby, by utrzymać ciepło. Mam nadzieję, że będą równe warunki wietrzne w konkursie, wszystko będzie sprawnie przeprowadzone i my będziemy rywalizować na wysokim poziomie w fair warunkach i będzie dobrze.

W Polsce apetyty urosły niesamowicie. Mówi się nawet o dwóch miejscach na podium dla Polaków.

- Staram się skupiać na sobie, na tym, co mam do zrobienia, na skokach i tyle. Nie myślę o otoczce.

Ale fakt, że cała presja nie ciąży wyłącznie na twoich barkach, bo są: Dawid Kubacki, Maciej Kot, Stefan Hula jest chyba pomocna?

- Oczywiście, że to pomaga. Super, że cała drużyna skacze na wysokim poziomie i cieszę się, iż to, co chłopcy wypracowali przed sezonem i w jego trakcie, teraz im owocuje.

Plany na piątek?

- Trochę treningu, trochę odpoczynku, trochę jedzenia. Jest co robić.

Rozmawiał i notował w Pjongczangu Michał Białoński

Oglądaj igrzyska na żywo!