Pjongczang 2018. Kamil Stoch: Walczyliśmy do ostatniej setnej sekundy lotu

- Wiedziałem, że mój drugi skok nie był czysto trafiony, że tak ujmę to delikatnie. Natomiast był wspaniały technicznie i włożyłem w niego bardzo dużo energii. Dlatego też zdołałem ulecieć jeszcze tyle metrów. Tak bywa. Każdy z nas dał "maksa" z siebie, sto procent. Mamy to, co wywalczyliśmy - podkreśla Kamil Stoch, który wraz z drużyną polskich skoczków zdobył brązowy medal w konkursie drużynowym na dużej skoczni.

Michał Białoński, eurosport.interia.pl: Norwegowie byli w trochę innej lidze. Było możliwe nawiązanie walki z nimi?

Reklama

Kamil Stoch:  Nawiązaliśmy walkę, bo po pierwszej serii byliśmy blisko nich, ale nie udało się z nimi wygrać. Cóż, taki jest sport. Walczyliśmy do samego końca, do ostatniego skoku. Do ostatniej setnej sekundy lotu. Wywalczyliśmy brązowy medal.

Czy twój czwarty medal olimpijski, a pierwszy zdobyty z drużyną smakuje inaczej?

- Pewnie, że tak. To niesamowity, bo historyczny dla nas wieczór. Z całego serca dziękuję wszystkim. Skaczącym w tym konkursie chłopakom i temu nieskaczącemu Piotrkowi Żyle, za jego postawę podczas tych igrzysk, naprawdę godną podziwu. Piotrek nas wspierał i był wspaniałym duchem zespołu. Jeszcze raz chciałem podziękować całemu sztabowi szkoleniowemu, za jego wsparcie i pracę.

Po lądowaniu byłeś zawiedziony?

- Wiedziałem, że ten skok nie był tak czysto trafiony, że tak ujmę to delikatnie, natomiast był wspaniały technicznie i włożyłem w niego bardzo dużo energii. Dlatego też zdołałem ulecieć jeszcze tyle metrów. Tak bywa. Każdy z nas dał "maksa" z siebie, sto procent. Mamy to, co wywalczyliśmy.

Bardziej smakuje złoto z ubiegłorocznych MŚ w Lahti, czy brąz z IO?

- Każdy medal, zwłaszcza w drużynie, to jest sukces i zasługa bardzo wielu ludzi. To jest ogromna nagroda dla nas i nie ma znaczenia czy to jest złoty medal MŚ czy brąz IO. Przez tyle lat polskie skoki musiały na to czekać, że jest pięknie.

Czułeś szczególne emocje przed ostatnim skokiem?

- Było dużo adrenaliny, jak przed każdym skokiem finałowym. Starałem się po prostu robić to, co umiem najlepiej.

Rozmawiałeś z trenerem Horngacherem o jego przyszłości w naszej kadrze?

- Nie, skupiamy się na teraźniejszości. Musimy dokończyć ten sezon.

Chciałbyś, aby ten fachowiec prowadził was dłużej niż do końca sezonu?

- Oczywiście, że tak. To jest jednak jego decyzja. Myślę, że nie podejmie innej decyzji, żeby iść gdzieś indziej do pracy. Rozmowy na ten temat nie mają sensu.

Stefan Kraft ocenia, że jesteś aktualnie najlepszym skoczkiem na świecie i wygrasz "Kryształową Kulę".

- Miło mi to słyszeć, ale nie chcę tego komentować.

Na ile ważną osobą w sztabie jest pracujący z wami od ponad roku austriacki fizjolog doktor Harald Pernitsch? Słynie z tego, że potrafi utrzymywać dyspozycję skoczka na wysokim poziomie, przez cały sezon.

- Uważam, że cały sztab szkoleniowy, łącznie z tym profesorem, zasługuje na oklaski. Każdy ma swój wkład w nasze sukcesy i też jest częścią tego sukcesy.

Z czym ci się będą kojarzyły te igrzyska, poza medalami?

- Wyciągam z nich taki wniosek, że trzeba walczyć do samego końca i nigdy się nie poddawać. Trzeba cały czas wierzyć i robić swoje. Poza skocznią zapamiętam monotonne jedzenie (śmiech). Jest ono w porządku, ale monotonne.

A ludzie?

- Bardzo mili. Wolontariusze są na poziomie mistrzowskim. Każdy się uśmiecha, każdy pomaga. Jakby ktoś chciał, to by się mógł do czegoś doczepić, ale z naszej strony organizacyjnie jest wszystko tak jak trzeba.

Teraz będziesz się mógł zamienić w kibica. Co chcesz zobaczyć na tych igrzyskach?

- Chcę przyjechać tutaj, na ten zeskok zbudowany naprzeciw skoczni, na zawody big air.

Rozmawiał i notował w Alpensia Ski Jumping Centre Michał Białoński

Oglądaj igrzyska na żywo!

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Pjongczang 2018 | skoki narciarskie