​Pjongczang 2018. Kot: Gdybym miał formę sprzed roku, medal byłby inny

- Wiadomo, że patrząc w przeszłość niedosyt pozostaje. Gdybym miał formę z zeszłego roku, można by było walczyć o wyższe miejsca, ale cieszmy się z tego, co jest! Obiecałem trenerowi, że nie będę narzekał, tak że nie narzekam, tylko cieszę się z historycznego medalu w "drużynówce" - powiedział nam świeżo upieczony brązowy medalista w skokach Maciej Kot.

Michał Białoński: eurosport.interia.pl: Gratulacje z okazji zdobycia historycznego medalu olimpijskiego w konkursie drużynowym.

Reklama

Maciej Kot: To wielki sukces tej drużyny. Nie tylko naszej czwórki, ale też całego zespołu: trenerów, fizjoterapeutów, doktorów, serwismenów itd. Trzeba im podziękować. Chciałbym też wspomnieć o Piotrku Żyle, który miał najtrudniejsze zadanie z nasz wszystkich. Dobrze znam ten trud, ten ból bycia piątym w konkursie drużynowym. Wielkie podziękowania dla Piotrka. Za wsparcie i zachowanie. Wiem, że jest mu bardzo ciężko. To na pewno jego medal.

Cieszę się, że ta historia została napisana. Można gdybać, co by było gdyby, ale od czegoś trzeba zacząć. Mam nadzieję, że to dopiero początek.

W drugim skoku nie miałeś dobrego wiatru, a odleciałeś dalej niż w pierwszym.

- Drugi skok był minimalnie lepszy. Nie powiem, że dużo lepszy, no one były stabilne. Poprawiłem pozycję najazdową, co umożliwiło mi lepszy skok. Obydwa skoki były lepsze niż w konkursie indywidualnym. Zadanie, które miałem po analizie wyznaczone zrealizowałem.

Wiadomo, że patrząc w przeszłość niedosyt pozostaje. Gdybym miał formę z zeszłego roku, można by było walczyć o wyższe miejsca, ale cieszmy się z tego, co jest! Obiecałem trenerowi, że nie będę narzekał, tak że nie narzekam (śmiech).

Byliście rozczarowani, gdy po skoku Kamila okazało się, że przegrywacie o 3,3 pkt z Niemcami?

- To były wielkie emocje. Wiadomo, że czasami lepiej jest wtedy siedzieć na belce i skakać, bo człowiek jest skoncentrowany tylko i wyłącznie na robocie. Tymczasem na dole stoimy i analizujemy: patrzymy na warunki, na punkty i w głowie jest tysiąc myśli. Oczekiwanie jest naprawdę długie. W głowach dłużyło nam się ono. Liczyliśmy ile Wellinger miał punktów za wiatr, a ile Kamil. Nie wyświetlali tego od razu. Człowiek oczekiwał, że wyświetli się "jedynka", a gdy wyświetliła się "dwójka" i uczucia były tak wielkie, że aż mnie zalewały. Z jednej strony wielka radość, bo i tak jest medal, ale o jego zdobyciu wiedzieliśmy niemal od początku drugiej serii. Przez moment żałowaliśmy straconej szansy na srebro, ale po paru sekundach przyszło uczucie: "Jest medal, każdy dał z siebie wszystko i mimo wszystko jest dobrze!"

Oglądaj igrzyska na żywo!

Pozostałym naszym sportowcom nie poszło tak dobrze, bo wasze medale są jedynymi. Czyli tylko skoczkowie spisali się na medal?

- Nie przekreślajmy szans innych członków naszej reprezentacji. Igrzyska jeszcze trwają. Mam nadzieję na miłe niespodzianki. Oby nasze medale dodały otuchy i wiary w siebie innym sportowcom. Teraz będziemy mieli więcej czasu na trzymanie kciuków za sportowców z innych dyscyplin.

Mamy dwa medale, a konkurs na małej skoczni przejdzie do historii. Poziom sportowy Dawida, Stefana i Kamila na pewno był na medal, sytuacja jednak im pokrzyżowała szyki. I tak zrealizowaliśmy zdanie i spełniliśmy oczekiwania trenera, swoje i kibiców. Zawsze może być lepiej, ale trzeba cieszyć się z tego, co jest!

Co byś chciał obejrzeć na IO? Upatrzyłeś sobie jakieś sporty?

- Na pierwszym miejscu stawiam hokej. Myślę, by obejrzeć w ćwierćfinale Czechów, jeszcze nie wiadomo z kim. Mam nadzieję, że z USA, bo byłby to ciekawy mecz. Członek naszej ekipy Michal Doleżal jest chętny, żeby zobaczyć rodaków. Patrząc na tę skocznię, która naprzeciw nas wyrosła jesteśmy ciekawi, jak wyglądają na żywo zawody big air. Mam nadzieję, że się uda, bo przecież te dni będą pełne innych obowiązków i aktywności. Chcemy coś zobaczyć na żywo.

Rozmawiał i notował w Pjongczangu Michał Białoński