Pjongczang 2018. Maciej Kot rozczarowany po konkursie na dużej skoczni

- Najbardziej boli mnie to, że tracę wszystko w powietrzu, bo na progu wszystko jest w porządku. Ciężko to zaakceptować, bo nie po to człowiek codziennie przez cały rok wypruwa żyły, żeby później zajmować tak odległe miejsca na najważniejszej imprezie - powiedział Maciej Kot po konkursie olimpijskim na dużej skoczni w Pjongczangu, w którym zajął 19. lokatę.

Michał Białoński, eurosport.interia.pl: Po wczorajszych twoich skokach mieliśmy trochę inne wyobrażenie co do dzisiejszego konkursu.

Reklama

Maciej Kot: - Ja też miałem inne wyobrażenie. Poziom skoków został utrzymany, ale w równych warunkach - takich, jak były dzisiaj - po prostu trzeba skakać lepiej. Szczerze mówiąc najbardziej boli mnie to, że tracę wszystko w powietrzu, bo na progu wszystko jest w porządku. Ciężko to zaakceptować, bo nie po to człowiek codziennie przez cały rok wypruwa żyły, żeby później zajmować tak odległe miejsca na najważniejszej imprezie.

Czy to kwestia ułożenia ciała w locie?

- Tak, tylko że problem polega na tym, że gdy próbuję coś zmieniać, wymaga to pewnego napięcia, a kiedy jest go za dużo, to lot nie jest swobodny i tracę. Wszystko się zapętla. Im więcej chcę coś zmienić w powietrzu, tym jest gorzej. trzeba znaleźć jakiś kompromis między swobodą lotu a pracą i walką.

Przydałby się automatyzm, który wróciłby na "drużynówkę".

- Automatyzm na pewno nie wróci na "drużynówkę", bo na automatyzm potrzeba 10, 20, a czasami 30 skoków. Ale myślę, że to co jest potrzebne przed "drużynówką", to znowu analiza i znalezienie dobrego wyobrażenia lotu, co zrobić, żeby było lepiej i punktu do koncentracji. To wszystko, bo reszta wygląda naprawdę dobrze.

Czy Stefan Horngacher potwierdził wam już, że skład na "drużynówkę" jest bez zmian?

- Tego nie wiem. Na ten temat nie rozmawialiśmy.

Jak analizowałem warunki wietrzne, to w drugim skoku miałeś 0,30 m/s pod narty, a tak jakbyś tego nie czuł.

- Czułem, że jest minimalnie lepiej niż w pierwszej serii. Czułem, że można z tego odlecieć, ale nie było tego ułożenia, które pozwoliłoby mi coś więcej wyciągnąć. Cały czas męczę się w powietrzu i metrów nie ubywa tak, jak powinno.

- Byliśmy mile zaskoczeni warunkami, gdy przyjechaliśmy na skocznię. Przede wszystkim dobra wiadomość to ta, że rywalizacja odbyła się w sprawiedliwych warunkach.

Prawdopodobnie w niedzielę nie będziecie trenować na skoczni. Tobie przydałoby się to?

- Są plusy i minusy. Więcej możemy zyskać dniem odpoczynku i lekkim treningiem na siłowni, który da nam fajne czucie mięśni w poniedziałek, bo trening na skoczni zawsze jest męczący. Myślę, że jednak trzeba będzie odpocząć, ale decyzja należy do Stefana Horngachera.

Jak oceniasz szanse w "drużynówce"?

- Szanse zawsze są. Myślę, że cały czas jesteśmy mocni. Konkurs drużynowy jest troszkę inny i my też motywujemy się na niego szczególnie i skaczemy trochę lepiej, a inni czasami nie wytrzymują tej presji. Mogę obiecać walkę do końca. Prognozy są dobre i dobra pogoda ma się utrzymać. Będziemy walczyć!

Michał Białoński, korespondencja z Pjongczangu

Oglądaj igrzyska na żywo!

Dowiedz się więcej na temat: maciej kot | Pjongczang 2018