Pjongczang 2018. Polscy skoczkowie przed walką o medal w konkursie drużynowym

Nasi skoczkowie od ośmiu lat coraz bardziej zbliżają się do podium olimpijskiego w konkursie drużynowym. Czy dzisiaj doczekamy się pierwszego medalu w "drużynówce"? Początek konkursu w Alpensii o godz. 13:30, transmisja w Eurosporcie.

Polska drużyna zdaje się być w swoim apogeum. Szczyt formy przeżywają Kamil Stoch i Stefan Hula, choć ten drugi przekroczył już "30". Na wiele stać także Macieja Kota, dla którego to drugie igrzyska i debiutującego na IO Dawida Kubackiego.

Reklama

- Ten konkurs nie jest prosty. Na MŚ w lotach Niemcy walczyli o medal w konkursie drużynowym, a w zasadzie jeden skok (Stephana Leyhe - przyp. red.) spowodował, że wypadli poza podium - przypomina dyrektor naszych skoczków Adam Małysz. - Dzisiaj mocni będę nie tylko Niemcy i Norwegowie, ale też Japończycy i Słoweńcy nie powiedzieli ostatniego słowa. Jesteśmy my, Austriacy też będą walczyć.

Osiem lat temu w Vancouver Adam Małysz, Kamil Stoch, Łukasz Rutkowski i Stefan Hula zajęli szóste miejsce, tracąc do trzecich Norwegów 33,6 pkt. Najwięcej punktów zdobył dla nas Małysz (280), przed Stochem (248,8), Hulą (240,7) i Rutkowskim (226,9).

13.1 pkt - tylko tyle nasza kadra straciła do medalu w Soczi. Biało-czerwonych barw bronili wówczas: Stoch, Piotr Żyła, Maciej Kot i Jan Ziobro. Wygrali Niemcy przed Austrią i Japonią. Poza zaledwie 22-letnim Andreasem Wellingerem, Niemcy wystawią w Pjongczangu trzech skoczków, których nie było w złotej drużynie z Soczi: jako pierwszy skoczy Karl Geiger, po nim Stephan Leyhe, następnie Richard Freitag i Wellinger.

Polacy do konkursu przystąpią z numerem 10., na 12 drużyn. Po nich skakać będą tylko Niemcy i Norwegowie, którzy nas wyprzedzają w klasyfikacji drużynowego PŚ. Kolejność drużyn jest odwrotna w stosunku do tej klasyfikacji i tak: Nr. 1 to Korea Południowa, 2. Włochy, 3. USA, 4. Czechy, 5. Finlandia, 6. Sportowcy Olimpijscy z Rosji, 7. Japonia, 8. Słowenia, 9. Austria.

- Mamy szanse na dobre miejsce, bo cały czas jesteśmy mocni. Z jednej strony, w czołówce konkursu indywidualnego na dużej skoczni, oprócz Kamila, byli sami Niemcy i Norwegowie, ale z drugiej - na Na MŚ w Lahti, czy ostatnio na PŚ w Zakopanem też bywało podobnie, a jednak udawało nam się wygrywać - wspomina Maciej Kot, który w naszej drużynie będzie rozpoczynał rywalizację.

- Nikt nam szansy na pokonanie Norwegów nigdy nie odbiera. Musimy tylko robić swoje, oddawać dobre skoki - mobilizuje siebie i drużynę Stefan Hula, który będzie skakał jako drugi.

Gdyby zsumować punkty zdobyte przez skoczków w konkursie indywidualnym na dużej skoczni, wygrałaby Norwegia przed Niemcami i Polską.

- Takie symulacje na podstawie konkursu indywidualnego nie mają żadnego sensu, bo konkurs drużynowy to co innego. Będziemy walczyć - zapowiada Dawid Kubacki, który będzie skakać jako trzeci.

- Konkurs drużynowy jest o tyle inny, że my na niego mobilizujemy się jeszcze bardziej, skaczemy jeszcze lepiej, a inni czasem nie wytrzymują presji - dodaje Kot.

- W "drużynówce" wiesz, że jak zawalisz skok, to nie tylko sobie, ale też całe drużynie i to nas motywuje- precyzuje Kamil Stoch.

- Po prostu damy z siebie wszystko, a na co to wystarczy, to zobaczymy - zapewnia Maciej Kot.

Optymistą jest Adam Małysz. - Cieszę się, że jesteśmy wśród faworytów i mamy takiego lidera jak Kamil Stoch. To powoduje, że chłopaki się napędzają. Jestem przekonany, że oddadzą swe najlepsze skoki, żeby zdobyć medal. Nie ma co ich jednak rozdawać przed konkursem, mając w pamięci choćby zawody na średniej skoczni. Po pierwszej serii niektórzy już wieszali naszym chłopakom na szyi dwa medale, a później zabrała je pogoda. Wiatr, a nie skoki naszych zawodników.

Z Pjongczangu Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Dawid Kubacki | maciej kot | Stefan Hula