Pjongczang 2018. Roman Derks: Słowa Czerwonki niepotrzebne i dalekie od prawdy

Z Natalią Czerwonką, która po odpadnięciu polskiej drużyny panczenistek w ćwierćfinale igrzysk w Pjongczangu publicznie krytykowała przygotowania i jedną z koleżanek, nie zgadza się prezes PZŁS. - To było niepotrzebne i dalekie od prawdy - powiedział Roman Derks.

- W moim odczuciu panie przegrały ten bieg pechowo. Trening pokazał, że były przygotowane, ale drużyna na ostatnim okrążeniu się rozleciała, a wtedy zwykle jest pozamiatane - powiedział Derks.

Reklama

Szczegółowo komentować słów Czerwonki nie chciał, mówiąc, że na dogłębną analizę czas przyjdzie po igrzyskach.

- Ja naprawdę rozumiem wielkie emocje, jakie towarzyszyły dziewczynom, ale takie zachowanie jest niepotrzebne. Z całym szacunkiem do mediów, ale to nie za ich pośrednictwem w trakcie igrzysk należy się w takich sprawach komunikować. Nie zgadzam się również z tym, co zostało powiedziane. Było to dalekie od prawdy - podkreślił.

W środę Polkom pozostała rywalizacja o siódme miejsce. Ich przeciwniczkami będą reprezentantki Korei Południowej. "Biało-Czerwone" do tego wyścigu prawdopodobnie przystąpią w innym składzie.

- Wszystko wskazuje na to, że Katarzynę zastąpi młoda Karolina Bosiek - zdradził Derks.

Roszadę można interpretować jako symboliczną zmianę warty - Bachleda-Curuś ma już bowiem 38 lat i są to jej piąte igrzyska, a Bosiek właśnie we wtorek obchodzi 18. urodziny.

Praktycznie od początku igrzysk atmosfera wśród polskich panczenistek daleka była od ideału. Już po indywidualnej rywalizacji na 1500 m Czerwonka oraz Luiza Złotkowska sygnalizowały, że przygotowania nie przebiegały tak, jak powinny. Ich główny zarzut dotyczył zbyt małej - według nich - liczby wspólnych treningów pod kątem biegu drużynowego.

Katarzyna Bachleda-Curuś natomiast ze spokojem mówiła, że wszystko było w porządku. Kiedy na sobotnim treningu Polki dystans biegu drużynowego pokonały poniżej trzech minut można było mieć nadzieję, że po raz trzeci z rzędu staną na podium igrzysk - w Vancouver były trzecie, a w Soczi drugie.

Zasady ćwierćfinału były proste. Osiem drużyn jechało w czterech parach, a do walki o medale awansowały zespoły, które osiągną cztery najlepsze rezultaty. Polki wypadły zdecydowanie najsłabiej, uzyskując czas 3.04,80.

W końcówce tempa nie wytrzymała Bachleda-Curuś, która zaraz po zawodach powiedziała, że popełniła błąd na zmianie i wybił on ją z rytmu. Czerwonka natomiast zarzuciła koleżance, podopiecznej trenera kadry Krzysztofa Niedźwiedzkiego, że była niedostatecznie przygotowana. Każda z Polek na co dzień trenuje pod okiem innego szkoleniowca.

Po kilkudziesięciu minutach Czerwonka opublikowała wpis na swoim profilu na Facebooku. W nim o przygotowaniach fizycznych głosu już nie zabrała, a skupiła się na braku budowy w zespole "zaufania, współpracy i pełnego oddania". - Myśmy ten start przegrały w szatni - podkreśliła.

W półfinałach Holenderki spotkają się z drużyną Stanów Zjednoczonych, a Japonki z Kanadyjkami.

Dowiedz się więcej na temat: Natalia Czerwonka | Katarzyna Bachleda-Curuś