Pjongczang 2018. Torgersen: Biathlon ma wielu bogów, teraz jest dla nas bolesny

- Jestem dumny z moich dziewczyn, bo wykonały świetnie swoją pracę. Zaczęliśmy wspólną przygodę dziewięć miesięcy temu i przez cały ten czas tworzyliśmy zespół. Mieliśmy wzloty i upadki, przebyliśmy daleką drogę. Do tego stopnia, że na ostatnim strzelaniu byliśmy blisko złota olimpijskiego. Nie mogę prosić o więcej w tak krótkim czasie. Ta sztafeta pokazała też, że biathlon jest pełen bólu – podkreślał trener polskich biathlonistek Tobias Torgersen, które w olimpijskiej sztafecie 4x6 km zajęły siódme miejsce.

Jak pan skomentuje ten start? Siódme miejsce w sztafecie, które jeszcze wczoraj uznalibyśmy z dobre.

Reklama

Tobias Torgersen, trener polskich biathlonistek:  Mam mieszane emocje. Jestem dumny z pracy, jaką wykonaliśmy z dziewczynami. Objęliśmy zespół dziewięć miesięcy temu i powiedziałem, że moje jedyne życzenie jest takie, abyśmy tworzyli zespół z sześcioma zawodniczkami. Z całym tłem towarzyszącym mojemu przyjściu dziewczyny odparły: "Tak, kupujemy to!". Podczas letnich obozów mieliśmy wzloty i upadki, także w sezonie zimowym mieliśmy chwile chwały, ale też kryzysy, ale przez cały ten czas tworzyliśmy zespół. Aż do dzisiaj ten zespół przebył daleką drogę. Do tego stopnia, że na ostatnim strzelaniu był bliski złota olimpijskiego. Nie mogę prosić o więcej w tak krótkim czasie.

Które uczucie dominuje?

- Czuję pustkę w środku. Były wielkie emocje. Przez całe IO, zwłaszcza ostatnie dni. Jestem bardzo dumny, że udało nam się drużynę poskładać do tego stopnia, że prowadziła w sztafecie olimpijskiej. Nasz plan nie przewidywał liderowania. Mieliśmy biec w stawce i przy dobrym dniu zakończyć w pierwszej szóstce.

Wystawiliśmy Weronikę na szalonej pozycji liderki, do strzelania z pozycji numer "jeden". Także inne czynniki zwiększyły presję ciążącą na niej. Generalnie jestem dumny z tego, jak cała drużyna wytrzymała to. Jak pracowała na trasie. W tej chwili czujemy pewnie też zawiedzenie, ból, ale ciągle jestem dumny z tego, co sztafeta osiągnęła, że była w stanie pokazać taką formę.

Czyli liderowanie po trzech zmianach was zaskoczyło?

- Wszystko sprowadza się do wytrzymania pozycji, jaką wywalczyłeś. Pierwsze dwie zmiany utrzymały nas w czołówce, a później mieliśmy kiepskie warunki na strzelnicy. Krysia Guzik wytrzymała to dobrze, przyjęła atakującą postawę. Strzelała szybko, zaliczyła jedną karną rundę, a później poradziła sobie świetnie w pozycji stojącej. Każda z dziewczyn mogła się lepiej dostosować do warunków, ale nikt nie wie, co by się stało, gdyby Krysia nie miała kary na pierwszym strzelaniu. Mam nadzieję, że kibicom spodobała się ta sztafeta. Dla międzynarodowych kibiców z pewnością była niesamowita, pokazała całe piękno biathlonu, jego naturę

Co było cięższe dla Weroniki Nowakowskiej: presja liderowania czy wiatr na strzelnicy?

- Wiatr był taki sam dla wszystkich i nie jesteśmy w stanie powiedzieć kto na nim wyszedł dobrze, a kto źle. Wszystkie zawodniczki zostały dziś skazane na ciężkie warunki, ale ogólnie jestem dumny z tego, jak moja drużyna to zniosła. Gdyby wiatr się wzmocnił na ostatnim strzelaniu Weroniki, gdy zostały jej ostatnie strzały, a kilka drużyn z tyłu nadciągnęło i ryzykowało atakującym, szybkim strzelaniem, może nie miałyby tak udanego celowania, jakie zaliczyły wtedy Szwedki. Wiele tu jest "bogów" rozdających karty: wiatr, szczęście, celowanie - taki jest biathlon. W tym momencie bolesny.

Co pan powiedział Weronice na mecie?

- Że jestem z niej dumny i przeprosiłem ją za to, że ją wystawiłem na ostatnią zmianę, poddałem takiej presji, a wiem jak bardzo chciała przywieźć do domu medal. Jednego jestem pewien: gdybym miał kolejną szansę, wystawiłbym tę samą drużynę nawet jutro. Z Weroniką na ostatniej zmianie.

Rozmawiał i notował w Alpensia Biathlon Centre Michał Białoński