Strefa kibica Eurosportu w Karpaczu. Duch gór jeździ na saneczkach

To, że strefa kibica Eurosportu na zimowe igrzyska olimpijskie jest w Karpaczu, nie może być przypadkiem. To jeden z najważniejszych górskich kurortów w Polsce, ale też miasto i region, które wręcz hurtowo produkują olimpijczyków. Nie inaczej jest w tym roku, bo w Pjongczangu startuje aż czterech sportowców związanych z polskimi Karkonoszami.

Bobsleista Mateusz Luty pochodzi z pobliskich Kowar. Kontynuuje rodzinne tradycje. Bobslejami ścigał się jego wujek, a dziadek był nawet na igrzyskach. Maciej Kurowski, który startował w saneczkarskich jedynkach, to reprezentant KS Śnieżki Karpacz. Na igrzyskach był trzeci raz. Wcześniej dwukrotnie zajmował 23. pozycję, ale w Korei wskoczył na 19. lokatę. W jego rodzimym klubie liczą, że gdy 32-latek zakończy karierę, pomoże w szkoleniu młodzieży.

Reklama

Największe nadzieje wszyscy w Karpaczu wiążą jednak z saneczkarską dwójką Wojciech Chmielewski (MKS Karkonosze Jelenia Góra) - Jakub Kowalewski (KS Śnieżka Karpacz). Ten młody duet to mistrzowie świata do lat 23 sprzed dwóch lat. W Pjongczangu mieli nadzieję, że wskoczą do pierwszej dziesiątki, ale ostatecznie ukończyli zawody na 14. miejscu.

- Mają niesamowity potencjał startowy. Ciągle się rozwijają. Dopiero za cztery lata mogą walczyć o najwyższe laury. Miejmy nadzieję, że tak będzie - tłumaczy Przemysław Pochłód ich pierwszy trener z MKS Sporty Zimowe Karkonosze.

Starszy - o rok - jest Kowalewski. To on jeździ z tyłu. - Często się mówi, że ta osoba, która jeździ z tyłu jest może nawet ważniejsza dla trenerów, bo decyduje o aspektach mentalnych, gdy się pojawia zwątpienie, jakieś trudności, czy wypadek. On musi podnieść tego, który jest na górze i decyduje o linii przejazdu. Ten, który jest z tyłu pomaga w starcie, ale też musi zaufać temu, który jest przed nim, bo sam praktycznie nic nie widzi. To powinna być osoba szalenie odważna, ale też odpowiedzialna - tłumaczy Pochłód.

Chmielewski natomiast ma podobno wycięty układ nerwowy. Nie ma na starcie żadnych obciążeń psychicznych. No i jest lepiej zbudowany, ale taka jest właśnie konstrukcja olimpijskich sanek, że ten, który jest na górze i steruje musi być przynajmniej o 10 kg cięższy od kolegi z drużyny. To zapewnia lepszą aerodynamikę.

Choć bazą dla naszej dwójki jest Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Karpaczu, to jednak by potrenować na torach z prawdziwego zdarzenia muszą wyjeżdżać za granicę - przede wszystkim do niemieckiego Oberhofu czy łotewskiej Siguldy. Już teraz jednak właściwie na każdych zawodach pokonują rywali, którzy - tak jak oni - we własnym kraju nie mają gdzie trenować. Więcej - potrafią nawiązać walkę z państwami o dużej, saneczkarskiej tradycji.

Na Dolnym Śląsku nasze nadzieje na Pekin 2022 przeszły właściwie przez wszystkie szczeble szkoleniowe. Trenerzy wyłapali ich już w szkole podstawowej i przekonali zarówno chłopaków, jak i ich rodziców, by postawili na saneczkarstwo. Łatwo nie było, bo przecież koledzy z klasy pewnie częściej kopali piłkę. Ale się udało. Kowalewski już sześć lat temu pojechał na młodzieżowe igrzyska olimpijskie do Innsbrucku. - Zobaczył otoczkę, zwiedził obiekty, otrzymał sprzęt reprezentacyjny. To dla młodego zawodnika, który nie myśli jeszcze o zarabianiu, jest bardzo ważne. Taka przygoda na długo wiąże go z dyscypliną - zapewnia Przemysław Pochłód, który w 2006 roku był bliski wyjazdu na IO do Turynu.

Ale jak steruje się sankami, które mkną ponad 100 km/h? Wszystko rozgrywa się w głowie, jeszcze przed samymi zawodami. Kluczem jest wizualizacja trasy, bo nasze mięśnie mają swoją pamięć. Dzięki temu sterowanie na torze staje się potem powtarzalne. - Oczywiście nie ma jednak nigdy dwóch takich samych ślizgów. Decyzję trzeba podejmować w ułamku sekundy. Na torze musisz mieć nie tylko plan A i B, ale jeśli coś nie wyjdzie, to także C i D - obrazuje Pochłód.

Chmielewski i Kowalewski to nie są jedyne saneczkarskie talenty spod Śnieżki, bo jest sporo młodszych od nich, którzy już teraz odnoszą sukcesy. Najlepszym dowodem jest to, że Dolny Śląsk właśnie kolejny raz wygrał klasyfikację medalową w saneczkarstwie podczas zakończonej właśnie zimowej ogólnopolskiej olimpiady młodzieży.

Jak widać zatem - w strefie kibica Eurosportu u stóp Karkonoszy unosi się nie tylko Duch Gór, ale i duch sportu, prosto z Karpacza.

Strefa Kibica Eurosportu w Karpaczu (ul. Konstytucji 3 Maja 54) otwarta jest codziennie od godz. 11 do 25 lutego.

Jakub Guder

Dowiedz się więcej na temat: karpacz