Rajd Dakar

Rajd Dakar. Jakub Przygoński: Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa

- Jesteśmy strasznie zmęczeni, ale szczęśliwi i zadowoleni z wyniku - powiedział na mecie w Cordobie Jakub Przygoński, piąty kierowca Rajdu Dakar. - To nie jest nasze ostatnie słowo - zapewnił polski kierowca, który w dziewiątym starcie uzyskał najlepszy rezultat w karierze.

Przed rokiem Przygoński, także jadąc Mini z belgijskim pilotem Tomem Colsoulem, był siódmy. Do tej pory jego najlepszym występem w Dakarze było szóste miejsce w rywalizacji motocyklistów w 2014 roku. W historii startów Polaków w Dakarze tylko Krzysztof Hołowczyc zajął wyższe miejsce za kierownicą samochodu. W 2015 roku stanął na najniższym stopniu podium. 

Reklama

"Mieliśmy naprawdę dużo przygód przez ostatnie dwa tygodnie, od uszkodzonych kół, przez chorobę Toma, po zakopane Mini. Udało się wyjść ze wszystkich opresji, dopisało trochę szczęścia i kończymy rajd na piątym miejscu! Bardzo dziękuję za świetną współpracę Tomowi, bez którego nie byłoby tego wyniku. To nie jest nasze ostatnie słowo na Dakarze" - zapowiedział kierowca Orlen Teamu.

Jubileuszową, 40. edycję rajdu wygrał jadący Peugeotem Hiszpan Carlos Sainz, który ostatnie etapy przejechał spokojnie, kontrolując sytuację. Francuski koncern triumfował po raz trzeci z rzędu, chociaż z jego czterech załóg, aż trzy dotknęły większe, lub mniejsze problemy.

Przygoński uważa, że z roku na rok rajd jest coraz trudniejszy.

"To był mój dziewiąty Dakar i najtrudniejszy, w jakim brałem udział. Na pewno od mojej pierwszej edycji zmieniła się jego formuła. Rajd ma teraz charakter bardziej przeprawowy i jest bardzo trudny terenowo. W tym roku było mnóstwo miejsc, w których walczyliśmy tylko o to, żeby przejechać. To już nie jest rajd, gdzie walczy się na ułamki sekund i moim zdaniem to jest dobry kierunek rozwoju" - ocenił.

Nieźle zaprezentował się debiutujący w Dakarze motocyklista Orlen Teamu Maciej Giemza, który zajął 24. miejsce.

"Mamy upragnioną metę w Cordobie. Z jednej strony, jestem strasznie zmęczony, a mój organizm wyniszczony tysiącami kilometrów, a z drugiej szczęśliwy, że udało się dojechać i to z bardzo satysfakcjonującym wynikiem. Bardzo dużo się nauczyłem przez ostatnie dwa tygodnie i mam nadzieję, że te doświadczenia zaprocentują w nadchodzącym sezonie i w kolejnym rajdzie Dakar" - powiedział na mecie Giemza.

Słów uznania pod jego adresem nie krył wspomagający go w Dakarze wielokrotny uczestnik tego rajdu Jacek Czachor.

"Maciek ukończył swój pierwszy Dakar na 24. pozycji, co jest naprawdę super wynikiem jak na debiutanta. Muszę go pochwalić za organizację, świetną współpracę, równą jazdę na wszystkich etapach oraz za to, że nie podejmował niepotrzebnego ryzyka. Celem było ukończenie rajdu i udało się to zrealizować. W nadchodzącym sezonie będziemy pracować nad szybkością, żeby w kolejnej edycji był w stanie na stałe zagościć w pierwszej dwudziestce. Cieszę się, że z Markiem Dąbrowskim udało nam się wychować kolejnego dakarowca w Orlen Teamie, o którym na pewno jeszcze usłyszymy" - podsumował Czachor.

Zawodnicy Orlen Teamu wracają do Warszawy w poniedziałek. Giemza jest spodziewany na stołecznym lotnisku tuż przed południem, a Przygoński o godz. 17.50.

Dowiedz się więcej na temat: Jakub Przygoński | Rajd Dakar