Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Burza wokół "kobiecego" finału na 800 m i słów Joanny Jóźwik

Po słowach Joanny Jóźwik, w których stwierdziła, że czuje się wicemistrzynią olimpijską, bo przegrała tylko z jedną "prawdziwą" kobietą, rozgorzała burza w sieci. Kto stanął na podium biegu na 800 metrów igrzysk w Rio?

Podium kobiecego biegu na 800 m zajęły trzy biegaczki z Afryki, których wynik był szeroko komentowany. Wszystko przez niejasną przynależność płciową, a krótko mówiąc - zawodniczki te z wyglądu przypominają mężczyzn. Winnym może być zbyt wysoki poziom testosteronu. Przypomnijmy, pierwsza była Caster Semenya z RPA, druga Francine Niyonsaba z Burundi, a trzecia Kenijka Margaret Wambui.

Tuż za podium uplasowała się Kanadyjka Melissa Bishop, która zaraz po biegu serdecznie wyściskała się z Joanną Jóźwik. - Widziałam Kanadyjkę Melissę Bishop, która była czwarta i była bardzo zawiedziona. Poprawiła rekord życiowy i była za podium. To bardzo przykre. Uważam, że to powinna być złota medalistka. Ja też się czuję jak wicemistrzyni olimpijska. Bardzo się też cieszę, że jestem pierwszą Europejką - powiedziała Jóźwik.

Reklama

Na najniższym stopniu podium stanęła Margaret Wambui, która była najwyższa i najbardziej umięśniona. Kenijka zaczęła bieg trzymając się z tyłu, jednak finiszowała nieprawdopodobnie, wyprzedzając wycieńczoną Bishop.

Druga była Francine Niyonsaba, reprezentantka Burundi, która była "w czubie" przez cały bieg.

Najwięcej kontrowersji wywołuje postać zwyciężczyni, Caster Semenyi. Prowadziła praktycznie od samego początku, aż do końca, co zdarza się rzadko na tym poziomie.

W 2009 roku uznano ją za hermafrodytę, światowe media informowały nawet, że nie ma jajników ani macicy! Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IIAF) zalecało jej natychmiastową operację, poziom wytwarzanego testosteronu był niemal trzykrotnie wyższy niż u normalnej kobiety. Zlecono specjalne badania, których wyników do tej pory nikt nie widział. 

IAAF zdecydowało się sfinansować kurację reprezentantki RPA, a także wprowadziła limit testosteronu, który może być w ciele biegaczki. Semenya wtedy błyskawicznie zniknęła z lekkoatletycznej sceny... Aż do 2015 roku, kiedy Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie zawiesił regulacje dotyczące poziomu testosteronu, a wtedy, jak za dotknięciem magicznej różdżki, reprezentantka RPA zaczęła prezentować wysoką formę.

Kontrowersji jest więcej. Sportsmenka rok temu wzięła ślub... ze swoją koleżanką Violetą Raseboyą. Nie kryła się z tym, a zdjęcia z uroczystości wrzuciła na Facebooka.

- Dzięki krytykom staję się lepszą osobą. Gdyby nie oni, nie byłabym dzisiaj lepszym człowiekiem. Dziękuję więc im wszystkim - mówiła po wyścigu w Rio.

Po słowach Jóźwik rozgorzała burza w social mediach.

Reprezentantka Polski ma wielu kibiców, choć przez znaczną część internautów uznana została za rasistkę i seksistkę, która po prostu trenowała mniej od najlepszej trójki. Co ciekawe zarówno Bishop, jak i Jóźwik, poprawiły swoje rekordy życiowe, jednak na niewiele się to zdało.

Czy więc nie powinien zostać przywrócony limit testosteronu dla kobiet? A być może, we współczesnym, nowoczesnym świecie, należy organizować trzecią kategorię konkurencji - równolegle z mężczyznami  i kobietami, dla Semenyi, Niyonsaby i Wambui?

Decyzyjni w IAAF będą mieli twardy orzech do zgryzienia, by w żadnej sytuacji nie zostać posądzonym o rasizm, seksizm czy znieważenie.

Autor: Bogdan Setlak

Najlepsze tematy