Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Tomasz Zieliński na dopingu. Smorawiński: Sprawa jest zamknięta

- Jestem osłuchany z tłumaczeniami zawodników, u których testy badań antydopingowych są pozytywne. Te tłumaczenia są pokrętne - powiedział w radiowej Jedynce przewodniczący Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie, profesor Jerzy Smorawiński. Odniósł się do sprawy zdyskwalifikowanego za doping Tomasza Zielińskiego.

W organizmie naszego sztangisty Tomasza Zielińskiego wykryto niedozwolony środek - nandrolon. Wyniki próbki A potwierdziła próbka B. Zawodnik został wykluczony z igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.

Reklama

Zieliński tłumaczy się twierdząc, że nie zażywał niedozwolonych środków.

- Od lat jestem osłuchany z tłumaczeniami zawodników, u których testy badań antydopingowych są pozytywne. Te tłumaczenia są pokrętne. To samo ma miejsce w przypadku pana Zielińskiego - powiedział Smorawiński.

- Trudno powiedzieć, że ktoś mu "podłożył świnię", czy preparat, zawierający nandrolon. Wszystko należy włożyć między bajki, opierajmy się na faktach - podkreślił szef polskiej komisji antydopingowej.

- Próbka A jest z reguły decydująca. Są sporadyczne sytuacje, żeby próbka B nie zgadzała się z tym, co wykazała próbka A. Mamy już próbkę B, więc sprawa w jakimś sensie jest zamknięta - zaznaczył.

Smorawiński pytany był, czy zaistniały w przeszłości przypadki, gdy okazywało się, że zawieszony zawodnik rzeczywiście był oczyszczany z zarzutów.

- Był przypadek sprzed 20 laty, gdy zawodnicy zorientowali się, że niektóre odżywki są czasami dla celów marketingowych zanieczyszczane m.in. nandrolonem, bądź innymi steroidami. Był wtedy krótki okres, gdy uwierzyliśmy zawodnikom. Od tamtego momentu Światowa Agencja Antydopingowa uznała, że zawodnik jest odpowiedzialny za wszystko, co znajduje się w jego płynach ustrojowych - wyjaśnił Smorawiński.

Po złapaniu na dopingu Zielińskiego, a także innego sztangisty, Krzysztofa Szramiaka, do dymisji podał się Szymon Kołecki. Szef PZPC wnioskował przed igrzyskami o zawieszenie obu zawodników i niewysyłanie ich na igrzyska za niesubordynację i niestawianie się na zgrupowaniach kadry. Zawodnicy tłumaczyli, że trenują gdzie indziej, a Kołecki został przegłosowany we władzach związku.

- Nasi zawodnicy upodobali sobie Osetię jako miejsce treningowe. Mieliśmy problem, żeby stwierdzić, co to w ogóle za miejsce. Tymczasem światowa federacja pofatygowała się do tamtego miejsca i nie znaleziono tam naszych zawodników - powiedział Smorawiński.