Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Zmierzch gladiatorów. Co dalej z polskimi szczypiornistami?

Jeszcze przed igrzyskami mówiło się, że będzie to pożegnalny turniej dla części polskich szczypiornistów. Czas biegnie nieubłaganie, a trzon naszej reprezentacji składa się z zawodników będących grubo po trzydziestce. W Rio walczyli jak lwy, ale czas powoli myśleć o sportowej emeryturze.

Śmiało można powiedzieć, że rozegrali niesamowity turniej. Pomimo słabej fazy grupowej i braku medalu polscy piłkarze ręczni stanęli na wysokości zadania. Półfinał przegrali w dramatycznych okolicznościach, po dogrywce z Duńczykami (28-29) - późniejszymi mistrzami olimpijskimi. W meczu o trzecie miejsce ulegli reprezentacji Niemiec 25-31. Czas jednak zadać sobie pytanie o przyszłość reprezentacji. Nie ziściło się marzenie o medalu olimpijskim. Po raz ostatni i jedyny do tej pory, polscy szczypiorniści na podium stali w Montrealu w 1976 roku. W Kanadzie tamta generacja wywalczyła brąz.

Reklama

Karol Bielecki, nasz lewy rozgrywający i najlepszy strzelec w Rio (55 bramek), nie kryje rozgoryczenia:

- Było tak blisko, ale nam się nie udało. Wiem, że to była ostatnia szansa na medal. Na turnieju rozegraliśmy w ciągu 16 dni osiem meczów, kosztowało nas to wiele zdrowia. Decydujące znaczenie miał mecz z Danią, trochę nas podłamał.

Zmęczenie i zdolność do regeneracji mogła grać główną rolę. U starszych zawodników mikrouszkodzenia mięśni odbudowują się wolniej, a Tałant Dujszebajew eksploatował najbardziej właśnie tych wiekowych zawodników.

Przykład: trener "Orłów" mógłby teoretycznie wystawić na parkiet drużynę złożoną ze Sławomira Szmala (38 lat), Karola Bieleckiego (34), Bartosza Jureckiego (37), Michała Jureckiego (32), Adama Wiśniewskiego (36), Mateusza Jachlewskiego (32) i Krzysztofa Lijewskiego (33). Średnia wieku wyniosłaby więc nieco ponad 34 lata. Ciężko sobie wyobrazić, aby dotrwali jako niemal 40-letni weterani do igrzysk w Tokio.

Po porażce w meczu z Niemcami nad swoją przyszłością w reprezentacji zastanowi się wielu zawodników. Na razie nie składają jednoznacznych deklaracji. Muszą jeszcze ochłonąć.

- Z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że nie rezygnuję z reprezentacji. Uważam, że nie mam prawa tak mówić, bo całe życie walczyłem, żeby w niej grać. Są jednak zawodnicy, którzy taką decyzję podejmą i mają do tego moralne prawo, bo dali ogrom zdrowia tej drużynie i dyscyplinie. Jeśli się na to niektórzy zdecydują, uszanuję to - powiedział Mariusz Jurkiewicz, 34-letni zawodnik Vive Tauron Kielce.

Ostrożnie o dalszej grze w zespole wypowiada się też najstarszy w kadrze Sławomir Szmal: Każdy z nas z osobna będzie podejmował decyzję.

Także trener szczypiornistów Tałant Dujszebajew nie jest pewien swojej przyszłości w kadrze.

- Decyzja zależy od prezesa związku (Andrzeja Kraśnickiego - przyp. red.). Mam kontrakt ważny do 30 listopada - odpowiada Kirgiz z hiszpańskim paszportem. Dujszebajew ma pomysł na odmłodzenie kadry. Chce stopniowo wprowadzać nowych graczy.

Cztery lata do Tokio, to zarazem dużo i bardzo mało czasu. Dużo, aby wprowadzić "świeżą krew" do kadry szczypiornistów. Jednocześnie zbyt krótko, żeby rozebrać całą konstrukcję do gołej ziemi i stworzyć nowe fundamenty. Już teraz wiadomo, że dalej jej zręby stanowić będą gracze ze "starej gwardii" - ci którzy czują jeszcze w sobie siły na dalszą walkę.

Nasi "Gladiatorzy" przez ponad 10 lat dostarczali nam wiele emocji i trzy medale mistrzostw świata. Po raz pierwszy w historii polskiego szczypiorniaka "krążek" mistrzostw globu wywalczyli pod wodzą Bogdana Wenty w 2007 roku. Po fantastycznym turnieju w finale przegrali z faworyzowanymi Niemcami 24-29.

Dwa lata później z turnieju organizowanego przez Chorwację przywieźli brąz. Jednak to nie mecz o trzecie miejsce zapamiętaliśmy najbardziej. W pamięci wyrył się horror z Norwegią. W ostatniej minucie meczu Polacy wyrównali stan meczu na 30-30. Piłkę mieli Norwegowie i to oni mieli przeprowadzić akcję na wagę awansu do półfinału. Na 14 sekund przed końcem, Wenta poprosił o czas. Rozrysował plan odebrania piłki rywalom. Skuteczny plan. Artur Siódmiak po przechwycie rzucił przez całe boisko do bramki rywali i "Biało-czerwoni" wygrali 31-30. W półfinale ulegli Chorwatom 23-29. W meczu o brąz nasi szczypiorniści pokonali Duńczyków 31-23.

Na kolejny sukces musieliśmy czekać aż do 2015 roku, kiedy czempionat globu rozgrywano w egzotycznym Katarze. Po wyjściu z grupy kolejny raz trafiliśmy na Chorwatów. Tym razem z pojedynku wyszliśmy zwycięsko (24-22). W półfinale zmierzyliśmy się z gospodarzami. Sędziowie w skandaliczny sposób pomagali Katarczykom, co również złożyło się na naszą porażkę (29-31). Brąz wydarliśmy Hiszpanom zwyciężając po dogrywce 29-28.

Miejmy nadzieję, że odmłodzona kadra dorówna sukcesom poprzedników.

Paweł Maj