Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018: Earvin N'Gapeth zapewnił Francji triumf nad Kanadą

Niesamowity Earvin N'Gapeth pokazał we wtorek w Ruse, dlaczego uważa się go za najlepszego siatkarza na świecie. Niemal w pojedynkę skrzydłowy zapewnił Les Bleus triumf nad Kanadą 3:1 (25:22, 25:21, 22:25, 25:17) i awans na trzecie miejsce w grupie B mistrzostw świata. A to oznacza, że Trójkolorowi będą rywalem reprezentacji Polski w drugiej fazie mundialu i że z tym rywalem przyjdzie nam walczyć o awans do najlepszej szóstki MŚ.

Kanadyjczycy i Francuzi zagrali ze sobą na koniec pierwszej fazy siatkarskich mistrzostw świata i pojedynek miał dla obu drużyn wielkie znaczenie. Les Bleus przegrali w Ruse dwa mecze, trzecia porażka w zasadzie przekreślała ich szansę na odegranie w turnieju znaczącej roli. Klonowe Liście rozpoczęły zmagania fantastycznie, co prawda w meczu numer cztery lepsza okazała się Brazylia (1:3), ale wygrana zdecydowanie ułatwiłaby drużynie Stephane'a Antigi rywalizację w drugiej rundzie grupowej. Nasz były selekcjoner znów musiał stawić czoła rodakom, a na domiar złego wciąż nie mógł skorzystać z TJ-a Sandersa, który zmaga się z urazem i nie może na razie grać w MŚ.

Reklama

Partia pierwsza była niesamowicie wyrównana i zacięta. Les Bleus grali z nożem na gardle, musieli postawić wszystko na jedną kartę i od stanu 19:20 w końcówce znakomicie poradzili sobie z rywalami. Wyszło większe doświadczenie Trójkolorowych, a także jeden niezaprzeczalny atut. Earvin N'Gapeth. Gwiazdor zdobył w pierwszej partii osiem punktów, zaserwował dwa asy i poprowadził zespół do wygranej 25:22 w secie otwarcia. Kanadyjczycy nie odpuszczali, zaczął trafiać Sharone Vernon-Evans i drugiego seta rozpoczęli lepiej od rywali (8:5). Francuzi mieli odpowiedź na dobrą grę Kanady, coraz lepiej atakowali i wygrywali wojnę na siatce, by objąć prowadzenie (16:15), a w końcówce seta zupełnie zdominować rywali i wygrać seta 25:21. 

Kanada znalazła się pod ścianą, ale nie zamierzała rezygnować z walki. Nicholas Hoag i Sharone Vernon-Evans bardzo dobrze spisywali się w ataku, a Francuzi znów zaczęli partię nieco słabiej (6:8, 13:16). Les Bleus musieli odrabiać straty i zmusić Kanadyjczyków do błędów, ale tym razem nie było już tak łatwo, jak w poprzednich setach. Kanadyjczycy bardzo pilnowali wyniku i akcja po akcji zmierzali do zwycięskiego końca (20:17). Tym razem w ekipie Laurenta Tillie zabrakło w końcówce lidera, Klonowe Liście wzięły seta wynikiem 25:22 i zaczęły się emocje. Emocje, które szybko uciął jeden człowiek - Earvin N'Gapeth. Skrzydłowy w zasadzie w pojedynkę prowadził swój zespół po zwycięstwo i awans (12:8, 17:11), grał wprost kapitalnie i wywalczył w meczu 22 "oczka". A Francuzi w secie trzecim wygrali 25:17 i zamknęli mecz sięgając po pełną pulę.

Dzięki wygranej z Kanadą Francja wskoczyła na trzecie miejsce w grupie B i z trzema wygranymi na koncie (oraz dwiema porażkami) będzie w drugiej fazie rywalizować w grupie H w Warnie. Les Bleus stawią w niej czoła m.in. reprezentacji Polski. A Kanada w dwa dni spadła z pozycji lidera grupy na miejsce czwarte, co oznacza, że z bilansem trzech wygranych i dwóch porażek będzie turniej kontynuować w Sofii, gdzie czekają ją mecze z Amerykanami, Irańczykami oraz Bułgarami.

Kanada - Francja 1:3 (22:25, 21:25, 25:22, 17:25)

Sędziowali: Wojciech Maroszek (Polska), Shin Muranaka (Japonia)

Widzów: ok. 4500