Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy 2018: Polacy znów nie byli sobą, bolesna porażka z Francją

Drugi mecz drugiej fazy mistrzostw świata siatkarzy przyniósł drugą porażkę reprezentacji Polski. Nasz zespół miał ten mecz wygrać i zapewnić sobie awans do trzeciej części MŚ, ale uległ Trójkolorowym 1:3 (15:25, 18:25, 25:23, 18:25) i jest w bardzo trudnej sytuacji. Jeśli w niedzielę nie wygramy z Serbią (godzina 19:40), odpadniemy z mundialu i nie zagramy o medale.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Polska - Francja!

Reklama


Polscy siatkarze pierwszą fazę MŚ rozpoczęli kapitalnie, od pięciu kolejnych zwycięstw. W piątek mieli postawić ważny krok w stronę awansu, ale niespodziewanie przegrali z Argentyną (2:3) i mocno skomplikowali sobie życie w drugiej fazie MŚ. W międzyczasie Serbia wygrała w Warnie dwa spotkania i wyprzedziła nas na czele grupowej tabeli, a Francja, która jeszcze nie straciła nadziei na awans, nie zamierzała nam ułatwiać zadania. Zadanie na sobotę reprezentacja Polski miała proste - wygrać z Francuzami. Triumf dawał nam pewny awans do trzeciej fazy mundialu, ale po drugiej stronie siatki stanąć miał klasowy i podrażniony porażkami rywal. Jaki sposób znalazł Vital Heynen? Już przed meczem zapowiedział rewolucję w składzie naszej drużyny i tej dokonał. Jak zapowiadał cały sezon, nie było czegoś takiego jak pierwsza szóstka. Było za to poszukiwanie śmiałków, którzy podjęliby walkę z Francuzami.

Mistrzowie świata świetnie rozpoczęli mecz, trafił mocno w ataku Damian Schulz, poprawili jego koledzy blokując Earvina N'Gapetha i szybko odskoczyliśmy Les Bleus (4:1). Rywale odpowiedzieli piorunująco, na środku bił z mocą Kevin Le Roux (5:5), a N'Gapeth serią potężnych zagrywek kompletnie rozbił naszą grę i dał Francji prowadzenie 8:5. Długo Vital Heynen rozmawiał z siatkarzami, ale po przerwie nie nastąpił przełom, za to N'Gapeth nadal niszczył nas zagrywką (10:5). I znów Heynen wezwał do siebie zespół, ale siatkarze nie reagowali. Schulz nadział się na blok i wreszcie Mateusz Bieniek blokiem przerwał naszą fatalną serię (6:11). Trzeba było odrabiać straty, ale Trójkolorowi mieli w składzie N'Gapetha, który przyjmował serwis, trafiał w ataku i na siatce rządził niepodzielnie. Na szczęście nasi środkowi trzymali poziom gry w ataku, straty nie rosły. Ale i nie malały, a po sprytnej kiwce N'Gapetha wynosiły dokładnie siedem "oczek" (9:16). Niestety, im dłużej trwał set, tym gorzej wyglądała gra Biało-Czerwonych. Zerwane ataki przeplatały się z tymi, które rywale podbijali i zamieniali na kontry. A jeszcze na zagrywkę powędrował znów N'Gapeth i znów postraszył naszych, a tablica pokazała w Warnie wynik 12:20. W końcówce partii rozkręcił się jeszcze w ataku Kevin Tillie, który mocnym ciosem po prostej zakończył zawstydzającą dla naszej reprezentacji odsłonę (15:25).

Klęska wisiała w powietrzu, ale Heynen trwał przy swoim. Po świetnym ataku wracającego na parkiet Szalpuka było 3:1, ale po chwili nasz skrzydłowy posłał kolejną piłkę w aut. Na szczęście poziom gry w ataku trzymał Schulz i znów walczyliśmy z Francuzami jak równy z równym (5:3). A rywale pomogli naszym błędami własnymi, przestali grać tak skutecznie i regularnie jak do tej pory, więc pojawiły się nieśmiałe powody do optymizmu (7:4). Niestety nasi siatkarze wpadli w dołek w ataku, nie skończyli dwóch piłek, a rywale trafili i prowadzenie mistrzów świata zmalało (8:7). A gdy N'Gapeth w trudnej sytuacji zmieścił się w ataku, a po chwili na blok nadział Schulz, to Trójkolorowi wrócili na prowadzenie (10:9). Na pomoc wejść musiał Michał Kubiak, bo poziom gry naszej drużyny spadał w sposób zastraszający i zrobiło się już 10:13. Kapitan zaraz potężnie obił blok N'Gapetha, gra ruszyła z miejsca, ale świetnie przyjmujący Les Bleus mieli nas w garści. Trafiali kolejne ataki, kontrowali i po zablokowaniu Schulza szli po zwycięstwo jak po swoje (16:12). Najgorsze nie było to, że Francuzi grali bardzo dobrze. To Polacy z akcji na akcję wyglądali coraz gorzej i gorzej, bardzo słabo spisywali się w ataku, a do tego serwowali tak, że rywalom pozostało tylko zadawać cios za ciosem (20:14). Nawet Kubiak nie był w stanie poderwać kolegów do walki, za to N'Gapeth i Tillie zdobywali punkty jak i skąd chcieli. Wreszcie Le Roux wbił gwóźdź na środku siatki, a nasi ostatnią piłkę w secie oddali po błędzie i partia druga umknęła (18:25).

Marzenia o dobrym wyniku w MŚ umykały naszej drużynie w tempie pociągu TGV, którego nie byłby w stanie zatrzymać nawet Earvin N'Gapeth. Od seta trzeciego na parkiecie pojawił się Bartosz Kurek, który wystąpił tym razem w roli strażaka ratującego zespół. Francuzi szybko zaczęli zadawać ciosy (4:2), ale Kurek na prawej flance rozbił ich blok, a po chwili Łomacz zaskoczył N'Gapetha zagrywką i było 6:6. Niestety zaraz dwa ataki skończył Stephen Boyer, piłkę w siatkę posłał Bartosz Kwolek i było 7:10. Na szczęście szybko w ataku zameldował się ponownie Kurek, dwie kontry po rękach Francuzów wykończył Szalpuk, a za chwilę "czapę" dostał Tillie i to Biało-Czerwoni prowadzili 13:12. Był niezły punkt zaczepienia do walki i dalszej gry, ale trzeba było trzymać poziom gry do końca seta. I nasz zespół wreszcie wychodził z tego zadania obronną ręką. Zagrywką ustrzelony został przez Szalpuka N'Gapeth, zaraz nasz skrzydłowy trafił z drugiej linii i krok po kroku drużyna się odradzała. No i prowadziła 16:13. Każda piłka miała wielkie znaczenie, każda swój ciężar, a Polacy wychodzili z walki obronną ręką. Gdy zablokowali rezerwowego Juliena Lyneela, prowadzili już 18:14 i mieli w końcówce seta spory kapitał. Rywale podnieśli rękawicę, N'Gapeth zaczął trafiać atak za atakiem, ale i nasi siatkarze nie czekali na to, co zrobią rywale. Szalpuk zablokował bijącego z drugiej linii Tillie i było 20:17. Po chwili Kurek miał szansę, żeby jeszcze poprawić nasz stan posiadania, ale nadział się na blok. I zamiast 22:18 zrobiło się 21:19. Walka była kapitalna, Kubiak w obronie wprost fruwał, ale i po drugiej stronie siatki trafiał Tillie (21:22). Obie ekipy szły łeb w łeb, aż w decydującym momencie Jakub Kochanowski na środku wykonał perfekcyjnie swoją robotę i Polska wróciła do gry o zwycięstwo (25:23). 


Walczyć trzeba było dalej, ale inna atmosfera, inna energia i inne nastawienie było po stronie Polaków. Zrazu walcząc cios za cios (6:6), udało się nam odskoczyć po świetnej zagrywce Łomacza i bloku na Tillie (8:6). Francuzi grali nierówno i trzeba było ten fakt wykorzystać. Zwłaszcza że Boyer w ataku niemal nie istniał, co rusz trafiał w nasz blok i oddawał cenne punkty (7:9). A zmiennika nie miał, bo kontuzji doznał przed meczem Jean Patry i z Polską zagrać nie był w stanie. Les Bleus zdołali nas zaskoczyć zagrywką, szybko wrócił na plac gry Kubiak, bo kolejne kontry N'Gapeth zamieniał bez litości na punkty (11:10). Szczęście było po stronie Trójkolorowych, grali fantastycznie w obronie, a później scenariusz był jeden - piłka wędrowała do N'Gapetha, który raz po raz obijał i oszukiwał nasz blok, by dać drużynie prowadzenie 14:10. Vital Heynen wezwał siatkarzy do siebie, trzeba było ścigać i odrabiać straty. Niestety Biało-Czerwoni nie kończyli piłek w ataku, a Earvin N'Gapeth raz po raz punktował i był dla naszej drużyny wprost niedościgniony (16:11). I jeszcze starł się słownie pod siatką z Kubiakiem, bo mieli sobie coś do wyjaśnienia. Niestety cały czas nasza gra nie pozwalała na odrabianie strat, za to Francuzi wygrywali swoje kontry i po ataku Boyera prowadzili 19:14. Pięć punktów w końcówce seta to dużo, ale nie mieli wyjścia nasi siatkarze, musieli ryzykować i zaskoczyć czymś Les Bleus. Przy stanie 16:21 okazję do kontry miał Szalpuk, ale został efektownie zablokowany, a rywale raz po raz trafiali (23:17). Mecz zakończył się zerwanym atakiem Artura Szalpuka, Biało-Czerwoni w partii czwartej zostali zawstydzeni (18:25).  

Polscy siatkarze przegrali z Francją po raz pierwszy w historii potyczek z Les Bleus w mistrzostwach świata. I przegrali drugi raz w drugiej fazie tegorocznych MŚ, co oznacza, że są w bardzo trudnej sytuacji. W niedzielę, na zakończenie drugiej fazy mistrzostw świata, w Warnie Francuzi zmierzą się z Argentyną (godzina 16:00), a później Polska będzie walczyć z Serbią (godzina 19:40). By awansować, musimy zespół z Bałkanów pokonać. Jeśli nie wygramy w niedzielę, odpadniemy z mundialu i dzień później nasz zespół będzie wracać do domu.

Polska - Francja 1:3 (15:25, 18:25, 25:23, 18:25)
Sędziowali: Andriej Zenowicz (Rosja), Yuri Ramirez (Dominikana)
Widzów: ok. 5500

Przebieg meczu:

  • I set: 5:8, 6:12, 9:16, 12:20, 15:25
  • II set: 8:7, 10:12, 12:16, 14:20, 18:25
  • III set: 6:8, 11:12, 16:13, 20:17, 25:23
  • IV set: 8:6, 10:12, 11:16, 15:20, 18:25



Polska: Grzegorz Łomacz (1), Damian Schulz (6), Artur Szalpuk (12), Aleksander Śliwka (2), Mateusz Bieniek (11), Jakub Kochanowski (11), Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Bartosz Kwolek (2), Fabian Drzyzga, Dawid Konarski (3), Michał Kubiak (1), Bartosz Kurek (7), Piotr Nowakowski

Francja: Benjamin Toniutti (3), Stephen Boyer (16), Kevin Tillie (13), Earvin N'Gapeth (26), Kevin Le Roux (11), Nicolas Le Goff (3), Jenia Grebennikov (libero) oraz Antoine Brizard, Julien Lyneel, Thibault Rossard.