Siatkarskie MŚ 2018

MŚ siatkarzy. Jakub Kochanowski: Amerykanie najbardziej nam zagrozili

Jeszcze niedawno cieszył się z mistrzostwa świata juniorów, a teraz ma złoty medal czempionatu globu seniorów. Chodzi oczywiście o Jakuba Kochanowskiego, który przebojem wdarł się do "dorosłej" reprezentacji Polski. - Dopiero powoli zaczyna do nas docierać, jak wielki jest to sukces - stwierdził utalentowany środkowy.

Kochanowski do seniorskiej kadry został powołany już w ubiegłym roku przed Ferdinando De Giorgiego. Wziął udział w mistrzostwach Europy w Polsce, które nie były udane dla "Biało-Czerwonych". Jako jeden z nielicznych naszych siatkarzy był chwalony za występ. Na niezwykle utalentowanego zawodnika postawił też obecny selekcjoner Orłów Vital Heynen. 21-letni środkowy odpłacił się bardzo dobrą grą i był ważnym ogniwem drużyny, która po raz drugi z rzędu zdobyła złoty medal mistrzostw świata.

Kochanowski wskazał zawodnika, który miał ogromy wpływ na postawę "Biało-Czerwonych" we Włoszech i Bułgarii. - Bartek (Kurek - przyp. red.) pracował z nas najciężej. Był najbardziej zdeterminowany na ten sukces i to było widać gołym okiem po tym, jak podchodzi do tematu i dzięki temu też "ciągnął" całą grupę do góry. Myślę, że on przyczynił się mocno do tego jak ten turniej się dla nas skończył - podkreślił młody środkowy. Kurek w półfinale z USA i finale z Brazylią spisywał się fenomenalnie. Zresztą cały turniej w wykonaniu atakującego Orłów był na wysokim poziomie. Kurek, w pełni zasłużenie, został uznany MVP turnieju.

Kluczem do złotego medalu był półfinałowy pasjonujący bój z reprezentacją USA, który Polacy wygrali 3:2. Kochanowski przyznał, że czuł respekt przed tym przeciwnikiem. - Oni ze wszystkich naszych rywali mieli największy potencjał i najbardziej nam zagrozili. To był najtrudniejszy mecz - podkreślił.

Finał z Brazylią to był popis w wykonaniu "Biało-Czerwonych". Przez cały mecz inicjatywa należała do podopiecznych Vitala Heynena. Nawet, kiedy "Canarinhos" odrabiali straty, to i tak w decydujących momentach Polacy potrafili zachować zimną krew. Nie oddali Brazylijczykom nawet seta, co tylko świadczy o ogromnym potencjale, jaki drzemie w tej drużynie.

- Może to nie był jeden z najłatwiejszych meczów, ale o wiele łatwiejszy niż półfinał. Myślę, że mieliśmy gorszego przeciwnika. Brazylia nie była w stanie wskoczyć na taki poziom, jaki prezentowali Amerykanie. I my byliśmy po prostu lepsi - zakończył Kochanowski, któremu fachowcy wróżą świetlaną przyszłość.

Reklama

RK