Siatkarskie MŚ 2018

Stephane Antiga: To, co zrobił Bartosz Kurek, było dla mnie imponujące

Francuski szkoleniowiec cztery lata temu doprowadził naszych siatkarzy do mistrzostwa świata. Stephane Antiga podczas ostatniego mundialu był trenerem Kanady, ale uważnie patrzył też na grę byłych podopiecznych. - Polska reprezentacja grała jako drużyna. Była pewna siebie, agresywna i mocna mentalnie. To było niezwykle istotne - mówi szkoleniowiec, który w nowym sezonie znów będzie opiekunem Onico Warszawa.

Krzysztof Srogosz, eurosport.interia.pl: Polska w niedzielę obroniła mistrzostwo świata. Jest pan zaskoczony?

Reklama

Stephane Antiga (były trener reprezentacji Polski i Kanady, szkoleniowiec Onico Warszawa): Powiem szczerze, że nie myślałem o tym dwa tygodnie temu. Ale kiedy drużyna zaczęła grać tak dobrze, to uwierzyłem. W pierwszym etapie mistrzostw Polacy nie mierzyli się z wymagającymi rywalami. Nie było na ich drodze nikogo bardzo mocnego. Gdy wygrali z Serbami 3:0, to byłem już przekonany, że mogą zdobyć złoto. Poziom gry zespołu był już wtedy niezwykle wysoki. Później grali już tylko lepiej. Ale to prawda. Przed turniejem nie myślałem, że uda się obronić tytuł.

Wspominał pan mecz z Serbią na zakończenie drugiej rundy. On dał nam awans do najlepszej szóstki. Był kluczowy?

- Zawodnicy mocniej uwierzyli w siebie po tym spotkaniu. Nie wiadomo, jak było do końca, czy Serbia chciała wygrać, czy nie. Jednak pewne jest to, że Polska w tym meczu prezentowała się rzeczywiście znakomicie. To było niezwykle ważne starcie i myślę, że kluczowy moment tego mundialu. Potem, gdy pojechali do Turynu, to miałem wrażenie, że nic nie może ich już zatrzymać.

Kto pana najbardziej zadziwił w naszej ekipie?

- Oczywiście liderami byli Michał Kubiak i Bartosz Kurek. Grali świetnie, byli bardzo skuteczni w każdym elemencie. To genialne, jak spisywali się nie tylko w ataku, ale także w bloku. Widać było, że są prawdziwymi liderami. Ale pozostali też grali znakomicie. Imponował mi libero Paweł Zatorski, który był bardzo stabilny na przyjęciu. W całym turnieju przepuścił tylko jednego asa. Piotr Nowakowski grał równie doskonale. Może nie punktował dużo w ataku, ale w bloku i obronie był niezawodny. Z Serbami idealnie zaprezentował się Mateusz Bieniek. Był chyba najlepszym zawodnikiem trzeciego seta. Artur Szalpuk na przyjęciu i w ataku był również znakomity. Nie wiedziałem, że on tak dobrze przyjmuje. Jakub Kochanowski i Fabian Drzyzga również grali na wysokim poziomie. Dobre zmiany dawał Aleksander Śliwka. Rezerwowi też wnosili wiele dobrego. Najważniejsze było jednak to, że reprezentacja grała jako drużyna. Była pewna siebie, agresywna i mocna mentalnie. To było niezwykle istotne.

Niesamowity przebieg miał półfinał z Amerykanami. Polacy przegrywali 1:2, ale jednak odwrócili losy starcia. Wtedy chyba poczuli, że Brazylia w finale nie ma z nimi szans. Też tak pan myśli?

- Tak właśnie było. Amerykanie byli najtrudniejszym rywalem i wszyscy to wiedzieli. Byli faworytami turnieju. Imponowali w pierwszej i drugiej rundzie. W spotkaniu z nimi był trudny moment, a jego przezwyciężenie było najważniejsze w całej imprezie.

W zespole, który obronił tytuł, jest pięciu graczy z pana drużyny sprzed czterech lat. Pan musi być chyba dumny?

- Oczywiście jestem szczęśliwy. Fajnie było ich widzieć na parkiecie i w dobrej formie. Kilku zawodników znam bardzo dobrze. Sam nawet przecież z nimi grałem jeszcze na parkiecie. To było niezwykle emocjonujące. Najmilsze dla mnie było zobaczenie Bartka Kurka, który prezentował się tak dobrze. Dostał tytuł MVP i zasługiwał na to. Wiem, że dla niego bardzo trudne było to, co się stało cztery lata temu, gdy nie wystąpił w mistrzostwach w Polsce. Wtedy on zmieniał pozycję na boisku i nie było mu łatwo. Akceptował nową rolę. Pracował później mocno, aby być skutecznym jako atakujący. Potem znów zmiana pozycji na przyjęcie i teraz jeszcze raz. To jest dla mnie najpiękniejsza historia tego roku.

Wierzył pan w niego?

- Oczywiście, dwa lata temu na igrzyskach olimpijskich już był najlepszym zawodnikiem. Grał świetnie. To było po dwóch latach pracy jako atakujący. Od początku wiedziałem, że to jest właśnie pozycja dla niego. Nie przyjęcie. W tym roku grał jeszcze lepiej. Był imponujący.

Mówiono, że Antiga miał "cojones". Odrzucił Kurka i zdobył mistrzostwo. Wy macie ze sobą jakiś kontakt czy się nie lubicie?

- Mamy bardzo dobre relacje. Nie mam z nim żadnych problemów.

Czy ta drużyna może grać lepiej?

- Trudno będzie. Cały czas jest to możliwe, ale Polacy tak dominowali, że nie wiem, czy można grać lepiej. Jak w zespole w przyszłym roku będzie Wilfredo Leon, to będzie świetna rywalizacja na przyjęciu. Potencjał na tej pozycji będzie wtedy ogromny.

Eksperci wskazują, że trener Vital Heynen wyprzedził siatkarską epokę. Co pan na to?

- Też tak to widzę. Znam go od dawna. Gdy był trenerem w Bydgoszczy, to obserwowałem jego pracę. Ma swój styl i to funkcjonowało już wtedy, bo jego zespół grał bardzo dobrze. Oczywiście jak dojdzie Leon, to będzie miał komfortową sytuację. Z drugiej strony nie ma takiego luksusu w sporcie, bo oczekiwania, zwłaszcza po takim sukcesie, są coraz większe. Jednak Leon jest najlepszym zawodnikiem na świecie i fajnie, że będzie występował w reprezentacji Polski. Ale pamiętajmy, że wygrywanie z Brazylią może nie być już takie łatwe. Wrócą przecież do składu Ricardo Lucarelli oraz Leal. Myślę, że Polska może grać lepiej, ale Brazylia tak samo.

Panu zdobycie mistrzostwa świata zajęło 11 miesięcy, a Heynenowi siedem. Trochę smutno, że Belg pobił ten rekord?

- No nie. To nie jest dla mnie ważne. To wskazuje tylko na to, że pierwszy rok każdego trenera jest naprawdę udany. Pojawia się sukces. No, może za wyjątkiem tego, co stało się w zeszłym roku w przypadku poprzedniego selekcjonera.

Rozmawiał Krzysztof Srogosz