Afera w reprezentacji Polski. "Lewandowski powinien jasno to powiedzieć"

- Z trudem coś budujemy, żeby łatwo to rozpieprzyć. Pytanie, czy to jest jeszcze drużyna. Robert Lewandowski powinien jasno powiedzieć kolegom, że gra w takiej reprezentacji go nie interesuje - tak aferę w kadrze Adama Nawałki komentuje w rozmowie z Interią trener Bogusław "Bobo" Kaczmarek.

Tydzień temu "Przegląd Sportowy" opisał alkoholowe wybryki w kadrze Nawałki, do jakich miało dojść na zgrupowaniu między meczami z Danią i Armenią. Pojawiły się nazwiska Artura Boruca i Łukasza Teodorczyka, choć sprawa nie dotyczy tylko ich. Spekuluje się, że za aferę głową może zapłacić dyrektor reprezentacji Tomasz Iwan. Gazeta napisała także, że już podczas Euro atmosfera w kadrze była czasem zbyt luźna.

Reklama

Wczoraj PZPN oficjalnie zajął stanowisko w kwestii afery. "Przeprowadzono postępowanie wyjaśniające w wyżej wymienionej sprawie. Niestety, część informacji, jakie podali dziennikarze 'Przeglądu Sportowego' znalazło potwierdzenie w faktach" - napisano w oświadczeniu. "Oczekujemy od każdego piłkarza kadry właściwego zachowania, godnego gry w biało-czerwonych strojach. Konkretne decyzje w zaistniałej sytuacji podejmie selekcjoner" - stwierdził prezes PZPN-u Zbigniew Boniek. "Takie sytuacje z zachowaniem niektórych kadrowiczów nie mogą mieć miejsca. Nie będę tego tolerował" - oświadczył Nawałka.

- Takie rzeczy nie powinny się zdarzać, ale dotyczy to nie tylko polskiej piłki. Ludzie są na świeczniku, są już gwiazdami i mają chyba problemy emocjonalne,  a alkohol jest antidotum na napięcia nerwowe, na stres i frustracje, wynikające z tego pięknego zawodu. Choć to żadne usprawiedliwienie - diagnozuje częściowo problem Bogusław Kaczmarek, który w swojej karierze trenerskiej prowadził już niejeden zespół ligowy. Był także współpracownikiem Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski.

Szkoleniowiec przypomniał, że podobne problemy miało wielu poprzednich selekcjonerów "Biało-czerwonych", poczynając od Ryszarda Koncewicza, przez Kazimierza Górskiego, czy słynną aferę na Okęciu za czasów Ryszarda Kuleszy.

Afera wybuchła pod koniec roku 1980, gdy Józef Młynarczyk stawił się lotnisku przed wylotem na mecz w stanie wskazującym. Selekcjoner chciał pozostawić go w kraju, ale wstawili się za nim: Zbigniew Boniek, Władysław Żmuda i Stanisław Terlecki. W spotkaniu z Maltą żaden z nich nie zagrał, a po powrocie do kraju zostali zdyskwalifikowani. Trzem zawieszono karę, a Terlecki już więcej w kadrze nie wystąpił.

- Najmniej winny został najbardziej poszkodowany - powiedział Kaczmarek, komentując aferę z lat 80. Wspomniał także głośną "ucztę lwowską, gdzie jeden z zawodników zaheftował cały pokój". Przy okazji meczu towarzyskiego na Ukrainie z kadry Beenhakkera wylecieli wtedy: Boruc, Dariusz Dudka i Radosław Majewski.

- Gra tamtej reprezentacji skończyła się przed Euro 2008 na meczu towarzyskim Polska - USA w Krakowie, przegranym 0-3. Było wiele prawdy w podtekstach, o których pisała wtedy prasa. Niektórym pomylił się czas zabawy z czasem igrzysk - opowiedział trener.

Kaczmarek nie zgadza się z opinią, że sprawa z kadrą Nawałki ujrzała światło dzienne z powodu fatalnego występu Orłów w meczu z Armenią. - To nie był jeden słabszy mecz. A z Danią był dobry? Może do przerwy. Dobry był tylko wynik. Wynik przesłonił różne wydarzenia, jakie miały miejsce na Euro i ostatnio.

Co powinien zrobić selekcjoner, żeby nie zniszczyć drużyny i nie skrzywdzić niewinnych? - Zadajmy sobie pytanie, czy w świetle tych wszystkich wydarzeń to jest jeszcze drużyna.  Bo dla mnie, biorąc pod uwagę to wszystko, co zaistniało ostatnio na boisku i poza nim, to był już teatr jednego aktora. Bo gdyby nie Robert Lewandowski bylibyśmy może bez punktów - podkreślił Kaczmarek.

- Nie chcę robić z Lewandowskiego pomnika polskiej martyrologii piłkarskiej, ale... On przyjeżdża na kadrę, dostaje trzy dni treningu indywidualnego, bo od początku sezonu w Bayernie grał wszystko. Przygotowuje się starannie do meczu reprezentacji, wychodzi na mecz i jest deptany przez duńskich piłkarzy, ryzykuje dla Orzełka swoje zdrowie, a później wraca do Bayernu i gra tylko 20 minut w lidze, bo dał z siebie wszystko dla drużyny narodowej. On swoje prywatne interesy zostawia na boku, a jego nadrzędną sprawą jest gra w reprezentacji - podkreślił szkoleniowiec.

- Teraz Lewandowski jako kapitan powinien spotkać się z zespołem i powiedzieć: "panowie, o co wam wszystkim tutaj chodzi? Skoro przyjeżdżamy na reprezentację, to jest czas zabawy i czas igrzysk". Jeśli się komuś te dwa terminy mylą, to nie może grać w reprezentacji. Robert jako kapitan powinien się jednoznacznie opowiedzieć, że gra w takiej reprezentacji go nie interesuje - stanowczo postawił sprawę "Bobo" Kaczmarek.

- Ostatni mecz pokazał, że Robert ma większość drużyny przeciwko sobie, bo on ciągnie cały ten zespół na swoich barkach. Więc ma prawo śmiało artykułować swój pogląd na całą sprawę - zaznaczył.

Kaczmarek odniósł się też do osoby Łukasza Teodorczyka, wymienianej wśród głównych aktorów afery w kadrze Nawałki. - Jeżeli prawdą jest to, co piszą o byłym moim podopiecznym, Teodorczyku, to przeraża mnie to, dla mnie jest to granda. W reprezentacji jest cieniem, wychodzi na mecz Anderlechtu  i strzela przepiękną bramkę w trudnej sytuacji, a dwie łatwiejsze miał w meczu z Armenią. Ale jeżeli nie był przygotowany do meczu, to trudno, żeby grał na poziomie Anderlechtu w reprezentacji. Nadaje się w klubie, nie nadaje się w reprezentacji, o co tu chodzi? Wymieniłem tylko jego nazwisko, bo akurat byłem z nim związany w Polonii Warszawa - skomentował.

Sprawdź sytuację w "polskiej" grupie eliminacji MŚ 2018!

Prezes PZPN-u Zbigniew Boniek zapewnił, że sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan, ale rzetelnie wyjaśniona. Tego samego spodziewa się Kaczmarek, choć przestrzega: "Nie można się dać zwariować  i obwiniać Tomka Iwana, że jako dyrektor reprezentacji jest odpowiedzialny za wszystko. Piłkarze są dorosłymi ludźmi. Powinni mieć samodyscyplinę i brać odpowiedzialność za swoje zachowanie".

Zdaniem szkoleniowca, nasze, polskie wady przekładają się także na sport. - Nasz naród stosuje zasadę, że im więcej wolności, tym więcej śmiałości. Im więcej śmiałości, tym więcej głupoty. Mentalnie przekłada się to też na piłkę nożną. Z trudem coś budujemy, żeby potem,  za pomocą jakiegoś głupiego gestu, decyzji, czynu, to wszystko rozpieprzyć. Pielęgnujmy to, co mamy, bo dawno nie mieliśmy w historii polskiego futbolu piłkarzy, którzy grają w tak markowych klubach - apeluje Kaczmarek.

Były asystent selekcjonera reprezentacji Polski mówi: "wierzę w mądrość Nawałki i Bońka, który sam przeżył tego typu aferę na Okęciu i myślę, że ma dobrą pamięć i potrafi się odwołać do tego, bo sam poniósł wtedy konsekwencje".

- Nie sąd kapturowy, tylko wyważone decyzje. Postęp wymaga ofiar, ale każda decyzja musi nosić w sobie mądrość i musi być odniesieniem do zawinionych czynów. Ponad wszystko liczy się interes reprezentacji. Bo igrzyska trwają, a na czas igrzysk muszą ustać wszelkie spory. Przed nami mecz z Rumunią - zakończył Kaczmarek.

Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje