"Beenhakker mógłby zarabiać więcej"

- Nawet Trynidad i Tobago płacił lepiej - twierdzi Jan de Zeeuw - pomysłodawca zatrudnienia na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski Leo Beenhakkera.

Leo Beenhakker pożegnał się z reprezentacją "Soca Warriors" w pełni chwały. Holenderski szkoleniowiec odebrał z rąk prezydenta George'a Maxwella Richardsa prestiżowe odznaczenie państwowe - złoty medal Chaconii oraz premię w wysokości miliona dolarów za awans z reprezentacją tego karaibskiego państwa do zakończonych niedawno mistrzostw świata. I choć słynny Don Leo otrzymał wiele kuszących propozycji, wybrał pracę z narodową reprezentacją Polski. O wyborze Beenhakkera opowiada pomysłodawca jego zatrudnienia i holenderski menedżer Jerzego Dudka, Jan de Zeeuw.

Reklama

- Czy może nam pan opowiedzieć, skąd wzięła się idea zatrudnienia Beenhakkera na stanowisku selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski?

- Po fatalnym występie polskich piłkarzy na mundialu trudno było oczekiwać, że Paweł Janas utrzyma swoją pozycję. Najpierw skontaktowałem się z trenerem Beenhakkerem i prezesem PZPN, Michałem Listkiewiczem. Doszło do spotkania obu panów, a później sprawy potoczyły się same.

- Propozycja z Polski nie była jedyną, jaką otrzymał Leo Beenhakker. Również federacja Australii chętnie widziała w nim następcę Guusa Hiddinka. Zainteresowanie wykazywało także kilka klubów z Rosji.

- Rzeczywiście, Leo Beenhakker nie mógł narzekać na brak ofert. Oprócz Australii pojawiły się także propozycje ze Stanów Zjednoczonych i Meksyku.

- Co zatem zadecydowało o wyborze Polski? Mówi się, że selekcjoner będzie zarabiał około 600 000 euro rocznie. Jak na polskie realia jest to kwota wręcz astronomiczna.

- Prowadzenie reprezentacji Polski stanowi dla Leo Beenhakkera ogromne wyzwanie. Polska ma wspaniałą piłkarską tradycję i powinna odgrywać znaczącą role w europejskim futbolu. Wszystkie kwoty, które pojawiały się w polskiej prasie są nieprawdziwe. Pieniądze były w tym wszystkim najmniej istotne i rozmowa o nich była ostatnim punktem negocjacji. Leo Beenhakker będzie otrzymywał normalną pensję i dopiero w wypadku awansu reprezentacji Polski do finałów mistrzostw Europy przewidziana jest premia, jednak o konkretach nie mogę mówić. Gdyby wybór Beenhakkera miał zależeć od pieniędzy, to na pewno nie padłby na Polskę! Pieniądze, które będzie otrzymywał Leo Beenhakker, nie są relatywne do jego trenerskich umiejętności. W wielu innych krajach mógłby zarabiać znacznie więcej, nawet federacja Trynidadu i Tobgo płaciła lepiej!

- Uważa się pana za jednego z najbardziej wpływowych ludzi w polskim futbolu. Czy zgodzi się pan z tą opinią?

- Trudno zgodzić się z takim stwierdzeniem. Owszem, to ja organizowałem spotkania Beenhakkera z włodarzami polskiego futbolu, ale na tym kończyła się moja rola. Reszta należała do związku, który miał wybrać najlepszego trenera spośród ubiegających się o to stanowisko. Jaki więc mogłem mieć wpływ?

- Jak w takim razie skomentuje pan dymisję Antoniego Piechniczka z funkcji szefa Wydziału Szkolenia PZPN?

- Cóż, jest to prywatny wybór pana Piechniczka i nie będę tego komentował.

- Jednak objęcie posady selekcjonera przez Leo Beenhakkera wywołało sporo kontrowersji. Wielu trenerów i działaczy uważa wręcz, że nie był to najlepszy wybór.

- Moim zdaniem przemawia przez tych ludzi rozczarowanie, że obcokrajowiec został selekcjonerem kadry. Który polski trener w ciągu minionych dwudziestu lat odniósł jakiś znaczący sukces? Żaden! Leo Beenhakker dysponuje tak olbrzymim bagażem doświadczenia, że chyba żaden krajowy trener nie jest w stanie mu dorównać. Jeżeli ktoś awansuje do finałów mistrzostw świata z takim krajem jak Trynidad i Tobago, to na pewno świadczy tylko o jego klasie. W tym kraju w piłkę gra zaledwie kilkuset ludzi, a pomimo to jego reprezentanci zaprezentowali się na mundialu bardzo pozytywnie, czego nie można powiedzieć o Polakach.

- Jaka będzie pana rola przy reprezentacji? Mówiono, że zostanie pan jej menedżerem, jednak PZPN zdementował tę informację.

- Leo Beenhakker nie miał wcześniej do czynienia z polskimi trenerami i działaczami. Będę więc dla niego w początkowej fazie kimś w rodzaju przewodnika. Na pewno razem będziemy jeździli na mecze. Do tego dojdą jeszcze rozmowy z piłkarzami i organizacja meczów.

- A co z Tomaszem Rząsą i Włodzimierem Smolarkiem? Obaj byli wymieniani jako potencjalni współpracownicy Leo Beenhakkera nie tylko z racji znajomości języka, ale także z uwagi na ich doświadczenia z holenderskim futbolem.

- Były to tylko domysły prasy, nic więcej. W ubiegłym tygodniu rozmawiałem wprawdzie z Włodzimierzem Smolarkiem, ale nie dotyczyło to jego ewentualnej pracy dla PZPN.

- Czy Beenhakker zapoznał sie już z raportem Pawła Janasa z występu polskich piłkarzy na mundialu?

- Tak, ale to są spostrzeżenia byłego już sztabu szkoleniowego i na chwilę obecną różnią się od tego, co na temat niektórych zawodników sądzi Leo Beenhakker.

- Właśnie. Po tym jak Leo Beenhakker oficjalnie został przedstawiony jako nowy selekcjoner kadry, jego wiedza na temat polskich piłkarzy nie była imponująca...

- Ale w ciągu tych dwóch tygodni obejrzał ponad dwadzieścia płyt DVD z występami Polaków, rozmawiał z kilkoma trenerami polskich piłkarzy grajacych na Zachodzie oraz Pawłem Janasem i kilkoma reprezentantami, kórych nazwisk jednak nie podam. Przyglądaliśmy się także występom młodzieżowej reprezentacji w ramach Mistrzostw Europy Under 19. Będziemy także bacznie śledzili mecze inaugurujące sezon 2006/07. Leo Beenhakker ma szerokie kontakty w świecie piłki, więc uzyskanie informacji na temat aktualnej formy poszczególnych kadrowiczów nie powinno stanowić żadnego problemu.

- Wiadomo już, kto wejdzie w skład sztabu szkoleniowego? Czy możemy się spodziewać, że w tym gronie znajdzie się jeszcze jakiś Holender?

- Poza asystentem, którym jak już powszechnie wiadomo został Dariusz Dziekanowski, pozostała część sztabu jest nieznana. Generalnie idea jest taka, by młodzi trenerzy, którzy znajdą się u boku Beenhakkera, zdobywali doświadczenie, a w przyszłości być może objęli po nim schedę. Co do holenderskiego pomocnika Leo Beenhakkera, to raczej taka opcja nie wchodzi w rachubę, ale incydentalnie, kto wie?

- I na koniec pytanie dotyczące Jerzego Dudka. Czy wiadomo już, gdzie będzie występował w przyszłym sezonie i na ile konkretne jest zainteresowanie Dudkiem ze strony hiszpańskiego Betisu Sewilla?

- Jak dotąd, żaden klub nie złożył Liverpoolowi konkretnej oferty. Nie było także żadnej propozycji z Betisu. Mieliśmy do czynienia tylko ze zwykłą kaczką dziennikarską. Na dzień dzisiejszy Jurek zostaje w Liverpoolu.

Rozmawiał Grzegorz Szopa, Tylko Piłka.

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | leo beenhakker | beenhakker

Reklama

Reklama

Reklama