Czarnogóra - Polska. Szczęsny czy Fabiański? „Sprawy klubowe zostają za hotelem”

- Znając Adama to wiem, że będzie szedł drogą, by sprawy dotyczące meczów klubowych pozostały za drzwiami hotelu, w którym znalazła się reprezentacja. I zrobi wszystko, by piłkarze skupili się tylko na Czarnogórze – mówi były opiekun bramkarzy w reprezentacji Polski Adam Dawidziuk. Otwarte pozostaje bowiem pytanie, kto stanie w bramce "Biało-czerwonych": Wojciech Szczęsny czy Łukasz Fabiański.

- Jedno jest pewne, nie zagra Artur Boruc - żartuje Andrzej Dawidziuk, niegdyś trener bramkarzy u Leo Beenhakkera czy Waldemara Fornalika. - A na poważnie: trudno powiedzieć, bo zadecyduje wiele czynników. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że w takiej sytuacji decyzję podejmuje się właśnie podczas zgrupowania - zdradza Dawidziuk. Jego zdaniem wpływ na decyzję Adama Nawałki będzie miała umiejętność dostosowania się do gry w trudnych warunkach.

Reklama

- Bo w Podgoricy jest specyficzny teren, może nie aż taki, by trzeba się było obawiać rywala, ale należy przygotować się na sytuację, która nie jest często spotykana i związana z żywiołowością publiczności. Czy jednak wystąpi Łukasz, który grał do tej pory i na dobrym poziomie, czy Wojtek, będący w bardzo dobrej dyspozycji, naprawdę nie wiem. Zadecydują niuanse, to one będą miały wpływ na decyzję selekcjonera - twierdzi Dawidziuk, który dziś pracuje z bramkarzami Lecha Poznań.

Swansea City Fabiańskiego ma w Premier League najgorszą defensywę - polski bramkarz przepuścił już 63 strzały w 29 meczach. AS Roma Wojciecha Szczęsnego rozegrała w Seria A także 29 spotkań, a polski bramkarz przepuścił w nich tylko 26 uderzeń rywali. Lepszą obronę ma tam jedynie Juventus Turyn. Czy takie kwestie też mogą mieć wpływ na decyzję Nawałki?

- Myślę, że nie. Można oczywiście zwrócić na to uwagę, gdy rozmawia się z zawodnikiem wpuszczającym wiele bramek, aczkolwiek oglądałem mecze Swansea i trudno doszukać się winy Łukasza, jego błędów oraz bezpośredniego udziału w tych golach z ostatniego czasu. Jeśli jednak trener zauważy, że taki bramkarz przyjeżdża zmęczony i ta sytuacja mu ciąży gdzieś z tyłu głowy, to jest to aspekt, który bierze się pod uwagę. Znając Adama to wiem, że będzie szedł drogą, by sprawy dotyczące meczów klubowych pozostały za drzwiami hotelu, w którym znalazła się reprezentacja. I zrobi wszystko, by piłkarze skupili się tylko na Czarnogórze - tłumaczy Andrzej Dawidziuk. Jego zdaniem przygotowanie mentalne do meczu w Podgoricy oparte będzie na tym, co do tej pory zrobili podopieczni Adama Nawałki.

- To specyficzny czas dla tego zespołu, bo po raz pierwszy za Adama Nawałki reprezentanci spotykają się po tak długiej rozłące. Trener wróci więc do tego, jak do tej pory wyglądała gra co już ugrała, a zrobiła w kwestii awansu naprawdę wiele. Wspomni też zapewne, że podobnie to powinno wyglądać w najbliższych spotkaniach i już choćby dlatego powinno być czynnikiem, który nakręci zawodników, w tym bramkarzy. Pomoże im oczyścić głowy, by nie ciążyło to, co się działo w klubach - ocenia Dawidziuk, który kiedyś w MSP Szamotuły szkolił m.in. Łukasza Fabiańskiego.

Za czasów Waldemara Fornalika obecny trener golkiperów "Kolejorza" był już z reprezentacją Podgoricy - w eliminacjach do mundialu w Brazylii Polska zremisowała z Czarnogórą 2-2. Tamto spotkanie zostało przerwane na kilka minut już w 7. minucie, zaraz po tym, jak Jakub Błaszczykowski dał Polsce prowadzenie. Petardy hukowe poleciały bowiem na pole karne naszej drużyny i jedna z nich ogłuszyła Przemysława Tytonia.

- Nie trzeba tam jechać z gęsią skórką i myśleniem, co nas czeka na trybunach, ale z nastawieniem, że to trudny pojedynek. Bo Czarnogóra słynie z tego, że walczy, gra z wielką determinacją. To będzie ciężkie spotkanie pod względem piłkarskim i fizycznym. Owszem, spotkałem się z sytuacją, że powiało grozą, gdy zaczęto rzucać w nas petardami. Czy można przygotować się na taką rzecz? To było zaskoczeniem dla nas i mam nadzieję, że się nie powtórzy. Tego typu rzeczy zdarzają się na całym świecie i wykluczyć ich nie sposób. W pewnym momencie straciliśmy kontakt z Przemkiem Tytotniem, nie wiedzieliśmy, co się dzieje i co będzie dalej. Pewnie gdyby wtedy bardziej odczuł wybuch tej petardy, to arbiter by mecz zakończył - mówi Dawidziuk.

Islandzki sędzia Kristinn Jakobsson nakazał jednak Polakowi wrócić do bramki i po kilku minutach wznowił grę. Podobnie było jesienią w Bukareszcie, gdy ogłuszony został Robert Lewandowski. Niewykluczone jednak, że gdy przytrafi się kolejna taka sytuacja, arbiter mając na uwadze zdrowie zawodników podejmie inną decyzję. W niedzielę mecz w Podgoricy poprowadzi doświadczony węgierski sędzia Viktor Kassai.

Andrzej Grupa

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Szczęsny | Łukasz Fabiański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje