Jerzy Dudek: Pierwsze święta, które spędzę w swoim domu

Jerzy Dudek uważa, że Boże Narodzenie to wyjątkowy czas, który rokrocznie stara się w tradycyjny sposób celebrować. Były bramkarz reprezentacji Polski zaznaczył, że będą to jego pierwsze święta, które spędzi w swoim domu, w przeciwieństwie do wielu piłkarzy.

"Zazwyczaj w piłkarskim życiu są różne etapy i to, czy uda się zawodnikom poczuć wigilijną atmosferę w rodzinnym gronie, zależy często od ligi, czy kraju, w jakim grają. Nie zawsze jest to łatwe i z doświadczenia wiem, że na przykład w Wielkiej Brytanii nie ma mowy o świątecznej przerwie" - powiedział.

Reklama

Jak zaznaczył członek Klubu Wybitnego Reprezentanta, w angielskiej lidze mecze odbywają się również w tym okresie.

"Dla Anglików najważniejszy jest Boxing Day 26 grudnia. Gdy grałem w Liverpoolu, 25 grudnia trzeba było wynegocjować wolne z trenerem; przeważnie do obiadu siadaliśmy wspólnie z drużyną. Ja dzień wcześniej starałem się zorganizować w domu polską kolację, ale co to za wigilia ze świadomością, że ma się za dwa dni mecz... Nie dało się na luzie spędzać świąt" - przyznał 40-letni Dudek.

Dodał, że był to dla niego okres "grania o wszystko" i najważniejsza była wtedy piłka. Świąteczną atmosferę miał okazję poczuć w Hiszpanii (w latach 2007-2011 występował w Realu Madryt), ale wyjątkowo wspomina zimę 1996 roku w Holandii.

"To był mój pierwszy sezon w Feyenoordzie Rotterdam, a także rok, gdy na świat przyszedł nasz syn Alexander. Nie mogliśmy przyjechać do Polski, więc rodzice przylecieli do nas. Przywieźli wszelkie niezbędne do przygotowania polskiej wigilii produkty. To były niezapomniane święta!" - podkreślił.

Uroku dodawał im fakt, że wyjątkowo mroźna zima umożliwiła jazdę na łyżwach po miejskich kanałach.

"Było równie tłoczno, co na ulicach; panczeny zakładali wszyscy. Nawet mój tata, po 35 latach przerwy, skusił się na łyżwy i ruszyliśmy z tłumem. W drugi dzień świąt ślizgał się z nami Włodek Smolarek, a ja do dziś pamiętam smak grzanego wina, który wypiliśmy wtedy w rotterdamskim pubie. W Holandii panował klimat jak z bajkowych filmów" - wspomniał.

Przez kolejnych pięć lat spędzonych w Niderlandach Dudkowi udało się wracać na Boże Narodzenie na Śląsk, aby ten czas spędzić w rodzinnym domu w Knurowie, bądź u teściów. Podobnie było podczas kariery w Realu Madryt.

"Specyfika hiszpańskiej ligi pozwalała na jakieś pięć dni wolnego. Bywało, że wparowywałem do domu wprost na wigilię, a już 28 grudnia jechałem na trening. Jednak w Madrycie bardzo miło mi było obserwować ich zwyczaje. Do moich ulubionych należało sylwestrowe 12 winogron, które Hiszpanie zjadają w ostatnich 12 sekundach roku. Łykanie ich na czas ma zapewnić szczęście przez następne 365 dni" - powiedział.

Nadchodzące święta będą dla Dudka pierwszymi, które spędzi w swoim domu, w Krakowie.

"Tym razem cała rodzina przyjedzie do nas. Choinka już stoi, przygotowania trwają, a roboty jest tyle, że na pewno dla nikogo nie zabraknie. Na stole tradycyjnie pojawi się mój ulubiony barszcz z uszkami, kapusta z grzybami, pierogi z kapustą i karp. Do wigilii usiądziemy dość późno, aby zakończyć ją przed północą i od razu pójść wspólnie na pasterkę" - zapowiedział wielokrotny reprezentant Polski.

Czego były piłkarz, a obecnie pasjonat golfa, życzy sobie na Nowy Rok? "Żeby nasza narodowa drużyna zaczęła grać na miarę oczekiwań kibiców i aby awansowała przynajmniej do trzydziestki światowego rankingu".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje