Kamil Glik i jego ziemia obiecana

Bohater, heros, żywa legenda – tak określano w Turynie Kamila Glika w poprzednim sezonie. Teraz zachwytów jest mniej, bo stoper delikatnie obniżył loty. W dodatku w rolę idola wcielił się ktoś inny. Zaczęły się schody?

Serie A - sprawdź wyniki, terminarz, tabelę

Ciro Immobile wrócił do Torino po nieudanej przygodzie w Niemczech. Nie trafił z transferem do Borussii Dortmund i znów stanowi o sile "Toro". Na to czekali kibice, a w związku z tym, że w klubie pojawił się Immobile, rola Glika trochę się zmieniła.

Reklama

Wciąż jest kapitanem drużyny i jednym z najważniejszych piłkarzy, ale rzadziej występuje w mediach. Rzadziej też jest wykorzystywany w klubowych akcjach marketingowych. W końcu rzadziej też jego nazwisko jest skandowane na trybunach.

Nie przemawiają za nim statystyki. W poprzednim, najlepszym w karierze sezonie, wystąpił w 32 meczach, w których strzelił siedem goli. Kilka razy zostawał zawodnikiem spotkania. Teraz, po 23 meczach, wciąż czeka na bramkę, a w dodatku łapie dużo kartek.

Statystyczny serwis squawka.com w tej chwili umiejscawia Glika na 15. miejscu wśród obrońców Serie A. To wciąż bardzo wysoka pozycja, ale nie da się ukryć, że niższa niż przed rokiem, gdzie stoper regularnie mieścił się w czołowej dziesiątce.

Co się jednak stało? Czy Glik czuje się źle w Turynie i będzie chciał odejść z klubu? Zapytaliśmy o to agenta zawodnika, Jarosława Kołakowskiego.

- Torino to taki klub, który zwykle życzy sobie większych pieniędzy za swoich zawodników, niż ci są rzeczywiście warci - zaczyna Kołakowski.

- Doszedł do takiego momentu, ze mógłby grać w każdej drużynie w Europie. Sportowo, mentalnie jest gotowy na przeprowadzkę - dodaje.

O tym fakcie wiadomo jednak nie od dziś. Glik od pięciu sezonów stanowi o sile klubu z Turynu, który swego czasu wydawał się już dla niego za ciasny. Działacze jednak nie wyobrażają sobie zespołu bez niego. To on jest szefem defensywy, której pozostałe elementy to zawodnicy grubo bo "30". Dlatego Glik jest Torino niezbędny.

- Ważna sprawa, to opłacalność biznesowa. Dla Torino Glik stanowi ogromną wartość, nie tylko finansową. Zapracował sobie w Turynie na miano herosa, ostoi. Jest przecież pierwszym obcokrajowcem w historii klubu, który został kapitanem. Można chyba powiedzieć, że powoli staje się legendą - przypomina Kołakowski.

- Kamil też spokojnie żyje w Turynie. Ten klub stał się dla niego ziemią obiecaną. Pamiętamy, jak był niedoceniany, nawet w Polsce. Po przeprowadzce do Włoch też wyśmiewano każde jego potknięcie. Z czasem udowodnił jednak, jak wielką klasę prezentuje - podkreśla Kołakowski.

Wydaje się, że te słowa siedzą głęboko w głowie Glika. Obrońca doskonale pamięta, że w poprzednich klubach wiodło mu się przeciętnie. Dopiero w Turynie odzyskał spokój i poczuł się tam doskonale. Ze sportowego punktu widzenia z całą pewnością korci go, by spróbować sił w mocniejszym klubie. Gdy jednak spogląda na swoją pozycję w Torino, a także rodzinę, która w tym mieście czuje się jak w domu, zaczyna mieć wątpliwości.

Latem po Glika zgłaszały się konkretne kluby, które oferowały mu większe zarobki. Zawodnik jednak nie był skory do rozmów, bo nie interesowały go przeciętne kierunki. Mówiło się, że najatrakcyjniejszą ofertę złożył Galatasaray Stambuł.

Skoro Glik został w Turynie, należy się spodziewać, że dalszą karierę wiąże z Półwyspem Apenińskim. Jeśli nie zostanie w Torino do końca kariery, to prawdopodobnie kolejnego klubu poszuka we Włoszech. Nie ma zbyt wiele czasu, bo za chwilę przegapi najlepszy piłkarski wiek. Ma 28 lat, a w czerwcu 2017 roku wygasa jego obecny kontrakt. Czy zdecyduje się na zmianę w oparciu o Prawo Bosmana?

- W takim przypadku trzeba myśleć o konkretnej propozycji. Takie było, ale w tej chwili ich nie ma. Prawdopodobnie ciekawe opcje pod względem sportowym by rozważył. A finanse? Też są ważne, ale w jego przypadku nie najważniejsze - uważa Kołakowski.

- Dla Torino pozbycie się Glika to problem, ze względu na to, jaką renomą cieszy się w tym klubie. Dla zawodnika byłoby to zagadnienie do przemyślenia. Trzeba pamiętać, że jego pobyt w Torino jest pasmem przyjemności - podkreśla Kołakowski.

Byle tylko piłkarz wciąż miał motywację do pracy. Jeśli jej zabraknie, ucierpi na tym nie tylko jego kariera, ale także poziom defensywy reprezentacji Polski. A wielkimi krokami zbliżają się mistrzostwa Europy we Francji, gdzie Glik ma być, tak jak w klubie, szefem obrony.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje