Kamil Grosicki: W święta nie wyjdę z domu

- Nie zdawałem sobie sprawy, ile trzeba włożyć siły, ile to bólu kosztuje, by doprowadzić rękę do większej sprawności - powiedział Interii skrzydłowy reprezentacji Polski Kamil Grosicki, który we wtorek odbył ostatnie zajęcia rehabilitacyjne w Polsce. Po świętach musi stawić się we Francji.

14 listopada reprezentacja Polski pokonała w Tbilisi Gruzję 4-0 i umocniła się na pierwszym miejscu w tabeli grupy D eliminacji Euro 2016. Nastroje wśród polskich kibiców były po tym spotkaniu znakomite, a chyba jedyną smutną osobą w kadrze był Kamil Grosicki. W 67. minucie skrzydłowy Stade Rennais tak nieszczęśliwie upadł przy bocznej linii boiska, że doznał poważnej kontuzji: uszkodził więzadła w łokciu i złamał kość promieniową.  Następnego dnia piłkarz został zoperowany w poznańskiej klinice Rehasport i tam przechodził do wtorku rehabilitację. Powinna ona trwać nadal, ale... Grosicki został wezwany do Francji.

Reklama

Interia: Jak wygląda sytuacja z pana zdrowiem?

Kamil Grosicki: - Z dnia na dzień jest coraz lepiej, ale nie wiedziałem na początku, że będę musiał wykonać tak ciężką pracę. To nic dziwnego, bo nie miałem jeszcze tego typu kontuzji. Po prostu nie zdawałem sobie sprawy, ile trzeba włożyć siły, ile to bólu kosztuje, by doprowadzić rękę do większej sprawności. Mam w Rehasporcie świetną opiekę, lekarze kontrolują mnie prawie codziennie, dostałem dobrego rehabilitanta Łukasza Jaworskiego i wszystko idzie do przodu. Problem tylko jest taki, że mój klub chce, bym 29 grudnia wracał do Francji i tam przechodził dalszą rehabilitację. Lekarze sugerowali, bym skończył ją tutaj, ale Francuzi mają inne zdanie. Pojadę więc i będę z nimi rozmawiał.

Mediacja trenera Adama Nawałki nic nie dała?

- Trochę się nie dziwię działaczom i trenerowi Stade Rennais. Puścili mnie na kadrę, z reprezentacji wracam z poważną kontuzją, a klub jest też bardzo ważny, bo to on płaci i tam jestem prawie codziennie. Do nikogo nie mogę mieć żalu, a klubowi z Francji zależy na mnie i chcą posiadać pełną kontrolę nad przebiegiem leczenia. Będę jeszcze rozmawiał.

We Francji i tak nie będzie mógł Pan na razie trenować.

- Na razie nie ma na to szans, muszę mieć pełny zakres wyprostu i zgięcia ręki w łokciu. To potrwa pewnie do połowy stycznia, raczej nie stanie się szybciej. Nie znam tych dat, ale widzę, ile jest jeszcze do zrobienia

A marcowy mecz z Irlandią?

- Jestem przekonany, że będę już gotowy. Wcześniej muszę jednak wrócić do klubu i po prostu dalej ciężko pracować, by odzyskać miejsce w składzie. Wracam po kontuzji, a tam nikt nie śpi.

Na przełomie stycznia i lutego odbędzie się Puchar Narodów Afryki, na który tradycyjnie pojedzie wielu zawodników z Ligue 1. Chyba trochę szkoda, że jeszcze wtedy będzie się pan leczył, bo to byłby idealny moment na powrót?

- Akurat moimi konkurentami są młodzieżowy reprezentant Francji i Brazylijczyk. Oni i tak nie wyjadą, a czy by wyjechali, czy nie, to we Francji rotacja zawsze jest duża i walka o miejsce w składzie  również.

Czy stwierdzenie, że nieudanie zakończył pan całkiem udany rok jest prawdziwe?

- Powiem tak, że pozytywna była gra reprezentacji i jej wyniki. Wyniki klubu też były niezłe, ale moje statystyki, jako pomocnika, raczej słabe. Teraz będę się musiał przełamać i zacząć je poprawiać. Wielu jednak widziało, że w każdym meczu dawałem z siebie wszystko, a choć inni strzelali i dogrywali, to ja swoją robotę też dobrze wykonałem. Gdybym miał lepsze to ostatnie podanie, czy umiejętność "postawienia kropki nad i", to jak mi wróżono, grałbym w wielkich klubach. Jestem o tym przekonany. W Europie wszędzie patrzą jednak na statystyki, a te muszę poprawić.

Zmiana ligi tureckiej na francuską to był dobry pomysł?

- Nigdy nie zrobiłem wielkiego skoku, bardzo wysokiego, jak teraz Arek Milik. Zawsze jednak rozwijałem się małymi kroczkami, a w tym roku naprawdę dużo poprawiłem. Mam nadzieję, że podobnie będzie jak wrócę po kontuzji.

Taki wielki skok, o jakim pan mówi w przypadku Milika, zrobiła reprezentacja Polski. Co go spowodowało?

- Sam mogę powiedzieć, że mecze w reprezentacji bardzo mi pomogły, bo dostałem olbrzymie zaufanie od trenerów: Nawałki i Zająca. Tak samo Arek Milik. Pamiętam, jak ludzie mówili, że po co on dostał powołanie na pierwszą reprezentację, skoro mógł bardziej pomóc młodzieżówce. A chłopak w następnych meczach w każdym kolejnym strzelał bramki i dawał nam punkty.  Tak samo jak ja dostał zaufanie od trenera Nawałki i starał się to wykorzystać. Wyszło na dobre, bo jednak zajmujemy pierwsze miejsce w grupie. U trenera nie ma czegoś takiego, że ten ma większe nazwisko, a ten mniejsze. Liczy się zespół i tak do tego podchodzimy, bo jeden zawodnik meczu nie wygra.

Wyniki przyszły wtedy, gdy Robert Lewandowski został kapitanem zespołu...

- Nie chcę się w tej sprawie wypowiadać. Kuba cały czas był kapitanem, jest moim dobrym kolegą i czekamy na jego powrót. On będzie po kontuzji, ja też, powalczymy o miejsce w składzie. On jest jednym z najlepszych polskich piłkarzy, ale ja powiedziałem, że miejsca łatwo nie oddam. Mogę grać też na lewej stronie, to zależy już od trenera. Mam nadzieję, że znajdzie się miejsce dla nas dwóch.

W klubie też pan gra na lewej stronie?

- Tak, zdarza się. Często byłem ustawiany na lewym skrzydle w Turcji. Wojtek Kowalczyk w Polsacie Sport mówił, że on lubi, jak ja gram na tej lewej, bo jestem nieprzewidywalny. Na prawej też niby schodzę z prawej do środka, tak było choćby przy bramkach z Gibraltarem, ale jednak na lewej można grać bardziej kombinacyjnie. Jestem przygotowany do gry na obu skrzydłach.

Święta spędzi pan rodzinnie?

- Tak, w Szczecinie. To dla mnie szczególne wydarzenie. Rok temu, jak byłem w Turcji, to nie mieliśmy w ogóle wolnego. Teraz spotkam się z rodziną i przez trzy dni nie wyjdę z domu, bo przez ostatnie trzy tygodnie cały czas byłem w rozjazdach. A to wywiady telewizyjne, programy, turnieje, a przede wszystkim rehabilitacja. Teraz odpoczywam.

Od gotowania również?

Tak, rodzice przygotują Wigilię. Mama z żoną gotują, a ja biorę się tylko za prezenty, by każdy był szczęśliwy i mógł znaleźć coś dla siebie.

Jak kontuzja wpływa na dietę w czasie świąt? Może Pan trochę poluzować przy stole?

- Dzisiaj się będę ważył i sprawdzę, na czym stoję i na co mogę sobie pozwolić. Jak byłem trzy tygodnie temu we Francji, to miałem wagę bardzo niską, 75,5 kg, a to mi się nie zdarzyło chyba od juniora. Zazwyczaj ważę 77,5 kg, gdy jestem w formie. Wiadomo, że jak mięśnie nie pracują, to waga idzie w dół, ale jak już zaczną, to w górę. Muszę uważać, bo ciężko się zrzuca kilogramy. Czasem po urlopie mam dwa kilo nadwagi i duży problem, by się z nimi uporać.

Życzenia na 2015 rok?

- Oby zdrowie było. Reprezentacji życzę awansu do finałów mistrzostw Europy, które odbędą się właśnie we Francji. Z klubem chciałby awansować do pucharów. Potrzebuję tylko zdrowia, a wszystko pójdzie do przodu. Kibicom również życzę wielu sukcesów w 2015 roku!

Rozmawiał Andrzej Grupa

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Grosicki | reprezentacja Polski | Stade Rennes

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje