Mateusz Klich odrodzony w Holandii pomoże kadrze?

Mateusz Klich wrócił do reprezentacyjnej formy. Przez cały sezon udowadnia, że w Holandii czuje się jak w domu i niemal co tydzień notuje znakomite występy. - Chciałbym wrócić do kadry, ale nie wszystko ode mnie zależy - mówi Interii pomocnik Twente Enschede.

Eredivisie - sprawdź wyniki, terminarz, tabelę

Reklama

Klich w tym sezonie jest jednym z najważniejszych piłkarzy Twente Enschede. Nie zagrał tylko dwa razy - w pierwszym meczu sezonu, gdy jeszcze nie był gotowy do gry i później, gdy był zawieszony za kartki. W pozostałych 23 ligowych meczach wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty.

Ma też znakomite statystyki jak na środkowego pomocnika. Strzelił pięć goli i zanotował asystę. Dwukrotnie pełnił też rolę kapitana, a to tylko świadczy, jak wielkim zaufaniem darzą go trener i koledzy. Widać to też przy stałych fragmentach gry, których Klich jest etatowym wykonawcą. Jest też wyznaczony do wykonywania rzutów karnych.

- Przyszedłem tutaj, żeby grać. Od początku takie były założenia. Jestem jednym ze starszych, bardziej doświadczonych zawodników. Zespół należy raczej do młodszych. Trenera Rene Hake znam jeszcze od czasów PEC Zwolle (Hake był tam asystentem trenera, a Klich jednym z czołowych graczy - przyp. red.). Tam się poznaliśmy, a teraz szkoleniowiec mi zaufał. Twente to klub, który nie jest największy, ale bardzo sympatyczny - przekonuje Klich w rozmowie z Interią.

Klich może być interesującym rozwiązaniem w środku pola reprezentacji Polski. Wobec problemów Grzegorza Krychowiaka w klubie, mógłby się kadrze przydać. Tym bardziej, że selekcjoner Adam Nawałka wciąż szuka optymalnego rozwiązania.

W spotkaniu z Czarnogórą przeciętnie spisał się Karol Linetty, którego pozycję docelowo mógłby zająć Klich. Pomocnik Sampdorii Genua był pierwszym, który został zmieniony. Nawałka już drugi raz z rzędu powołał na zgrupowanie Jacka Góralskiego z Jagiellonii Białystok i Damiana Dąbrowskiego z Cracovii. W meczu z Czarnogórą pierwszy siedział na ławce, drugi wylądował na trybunach.

W reprezentacji brakuje Tomasza Jodłowca, który nie potrafi odnaleźć się po Euro 2016. Defensywny pomocnik nie może przebić się do składu Legii, a tym samym wypadł z reprezentacji.

Już przed meczem z Czarnogórą, po tym, jak wypadł Krychowiak, Nawałka miał duży ból głowy. Formy szuka Arkadiusz Milik, który nie był gotowy na występ w pierwszym składzie. Po kilku dniach zgrupowania stało się jasne, że zagramy trzema środkowymi pomocnikami. Nawałka nie miał żadnego wyboru - postawił na Krzysztofa Mączyńskiego, Karola Linettego i Piotra Zielińskiego. Dąbrowski i Góralski to jeszcze nie ten poziom.

Dobrze byłoby mieć alternatywę w postaci ogrania i doświadczenia. Klich zna smak reprezentacji. Najdłużej grał w kadrze za kadencji Waldemara Fornalika. Prezentował się dobrze, ale przez późniejsze problemy w klubach wypadł z obiegu.

Odkurzył go Nawałka, który zaprosił pomocnika na trzecie i czwarte zgrupowanie. Klich w czterech meczach wyszedł w pierwszym składzie. W spotkaniu z Gibraltarem zanotował asystę, rozgrywał przyzwoicie, ale później powołania już nie dostał. Na zaproszenie od Nawałki czeka już 2,5 roku.

- Jeśli selekcjoner uzna, że się przydam, to z chęcią stawię się na zgrupowaniu. Cały czas robię swoje, staram się. A czy trener mnie powoła, to już jego decyzja. Cały czas pracuję, ale ciśnienia nie mam. Skupiam się na grze w klubie, bo tylko przez dobre występy w lidze mogę wrócić do kadry - podkreśla Klich.

- Kadra ma bardzo dobre wyniki. Chciałoby się zagrać, ale nie wszystko zależy ode mnie. Oczywiście mogę zrobić więcej i będę to robił, ale muszę czekać - dodaje.

Choć wcześniej nie było ku temu żadnych podstaw, bo Klich nie grał w klubach, teraz powołanie dla byłego piłkarza Cracovii byłoby uzasadnione. Pomocnik ma 27 lat, duże doświadczenie na arenie międzynarodowej i charyzmę, która w środku pola jest niezbędna. Nie jest jeszcze za stary, a wydaje się, że wciąż ma dużo do udowodnienia i zaoferowania.

Problem jest jeden, ale bardzo poważny. Klich nie znajduje się w orbicie zainteresowań Nawałki. Selekcjoner jakby o nim zapomniał, bo regularnie poszczególnych piłkarzy odwiedzają współpracownicy Nawałki, ale do Enschede jak na razie nikt z nich się nie wybrał.

- Na razie nie mam kontaktu ze sztabem. Ostatnie sygnały z kadry miałem, gdy jeszcze byłem w Niemczech. Teraz kontakt ucichł - kończy Klich.

Łukasz Szpyrka

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Klich

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje