Nie chcemy drugiego Citki. Chcemy zwycięstwa!

Dokładnie 16 lat temu, 9 października 1996 roku, miało miejsce wydarzenie jakich mało w historii naszego futbolu. Polska reprezentacja, a dokładniej rzecz ujmując polski piłkarz strzelił gola w meczu wyjazdowym z Anglią.

Marek Citko zdobył bramkę na Wembley. Oprócz niego z Polaków udało się to tylko Janowi Domarskiemu i Jerzemu Brzęczkowi.

Reklama

Tym, którzy będą mieli ochotę atakować nas w komentarzach, że zapomnieliśmy przecież o "Franku", przypominamy, że Tomasz Frankowski w 2005 roku trafiał do siatki w Manchesterze, a nie na Wembley, a Jerzy Sadek w 1966 roku zdobył gola w meczu rozgrywanym w Liverpoolu, a więc także nie na Wembley.

Wracając do Citki, po 23 latach przerwy odczarował angielską bramkę w meczach Polaków na Wyspach.

Co z tego, że przegraliśmy, że Andrzej Woźniak popełnił błąd, że Alan Shearer sprawił, że skończyło się jak zawsze. Przecież Citko, nasz bohater, odkrycie roku, gol na Wembley... Ludzie o co wam jeszcze chodzi, jakie zwycięstwo? Strzeliliśmy gola. Anglikom. NA WEMBLEY!!!   

Citko został sportowcem roku, wyprzedził wszystkich medalistów z Atlanty!

Za tydzień znów gramy z Anglią. Tym razem na Narodowym. W Warszawie. Jeszcze tam nie przegraliśmy. Ale i nie wygraliśmy. Czyżby czwarty remis z rzędu na tym obiekcie?

Przyjmiemy go w ostateczności, choć wolelibyśmy zwycięstwo.

Jedno jest pewne. Żaden polski piłkarz nie zostanie sportowcem roku, nawet jeśli pokona Joe’go Harta w meczu, który przegramy.

Wtedy chyba nikt już nie zaśpiewa: "Nic się nie stało". To już niemodne.

WS

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje