Polska - Niemcy. Jeśli chcemy ograć Niemców, musimy pozbyć się tych głazów

Statystyka i zakodowane w głowach „przecież to mistrzowie świata” – to dwa głazy, które mogą przycisnąć reprezentację Polski o wiele mocniej niż sobotni rywal. Jeśli ich się pozbędziemy, pierwsza wygrana nad Niemcami nie musi być fikcją!

Gdy Wisła Kraków w walce o Ligę Mistrzów trafiła na Real Madryt, próbowaliśmy pocieszyć jej trenera Henryka Kasperczaka, zwracając uwagę na fakt, że w sierpniu "Królewscy" są świeżo po wakacjach, dalecy od szczytowej formy, na długo przed pierwszym meczem ligowym.

Reklama

"Panie Michale, ale to jest Real, oni mają Zidane’a, Figo, Beckhama, Ronaldo, Raula" - wyliczał sympatyczny pan Henryk, a na spotkanie z "Królewskimi" ubrał garnitur, choć normalnie prowadził mecze w dresie. Te słowa i ten gest były dla drużyny czytelnym sygnałem: "Oni są nie do przejścia".

Efekt? Wiślacy wyszli bardziej z myślą o wymianie koszulek z Galacticos, a nie nawiązaniu walki. Pan Zidane się przewrócił, to na wyścigi biegli, by podać rękę i pomóc wstać, by jemu i żadnemu spośród "Galacticos", broń Boże, nie stała się krzywda. Za wyjątkiem Nikoli Mijailovicia nikt się nie próbował pokopać z przeciwnikami.

Tymczasem miesiąc później ci sami Galacticos pojechali w fazie grupowej do Bayeru Leverkusen z Jackiem Krzynówkiem w składzie i dostali 0-3. "Krzynek" zresztą załatwił "Aptekarzom" pierwszego gola (po jego strzale piłka trafiła w słupek, a odbita od pleców Casillasa wpadła do bramki).

Pocieszające jest to, że w sobotę Niemcy nie będą mieli w składzie nazwisk aż tak bardzo mrożących krew w żyłach jak ówczesny Real. Na dodatek, mają swoje problemy z kontuzjami.

Zastanawiające jest to, że nasz selekcjoner Adam Nawałka teraz zachowuje się trochę tak, jak przed laty Kasperczak. Poproszony o ocenę rywala, pan Adam odparł:-  Wiadomo, mistrzowie świata, drużyna, która do perfekcji doprowadziła organizację gry. Oni nie mają słabych punktów.


OK, może to i prawda, chociaż spierałbym się po lekturze meczu ze Szkocją, ale czy tak się buduje morale zespołu, mówiąc mu publicznie: "Chcemy ich ograć, ale oni są perfekcyjni?"

Wierzę, że na odprawach z ekipą selekcjoner Nawałka będzie już bardziej bojowo nastawiony.

A z tymi mistrzami świata jest tak samo, jak z naszymi siatkarzami. Mistrzami świata byli we wrześniu, a dzisiaj, po rezygnacji z występów Mariusza Wlazłego i Michała Winiarskiego, w starciu z Brazylią, to pewnie my dostalibyśmy łomot.

Niemcy mistrzami świata byli w lipcu, a dzisiaj budują nowy zespół. Z wyjściowego składu finału mundialu zabraknie im tak kluczowych postaci jak: Philipp Lahm, Miroslav Klose (obaj skończyli reprezentacyjną karierę), Mesut OezilBastian Schweinsteiger (kontuzje). Na dodatek ciągle nie może występować kontuzjowany Marco Reus.

- Znam paru zawodników z reprezentacji Niemiec i nie traktuję ich jako mistrzów świata, tylko jako dobrych zawodników i mam nadzieję, że przygotujemy się na tyle dobrze do tego dwumeczu, że odniesiemy korzystne rezultaty - mówi nasz bramkarz Łukasz Fabiański i taka postawa podoba mi się znacznie bardziej niż machanie białą flagą jeszcze przed przyjazdem na Stadion Narodowy.

Spróbujmy jakoś zrzucić ten drugi głaz - statystyka. "Niemcy to jedyna z wielkich ekip, jakiej nigdy nie ograliśmy, nawet za czasów Górskiego" - ta mantra przed każdym spotkaniem z zachodnimi sąsiadami zastępuje nam "Zdrowaś Mario".

OK, i co z tego, że nigdy się nam to nie udało? W życiu, a szczególnie w sporcie zawsze jest miejsce na ten pierwszy raz. Nawet rachunek prawdopodobieństwa głosi, że im dłużej jakaś seria trwa, tym większa jest szansa na jej przerwanie.

Ale zostawmy statystykę i matematykę. Wróćmy do piłki. Dla mnie najważniejsze jest, abyśmy w sobotę zobaczyli Orłów wolnych od kompleksów, a także wyzbytych  zgubnej taktyki: "Co zrobi Robert? Byle podać do niego".  Pokażmy zespół, radość z gry w piłkę, nie bójmy się o wynik, bo gra z trzęsącymi nogami musi przynieść porażkę.

Poza tym panowie - w tych 19 wcześniejszych meczach z Niemcami polska piłka zawsze miała pod górkę. W Gdańsku poślizgnął się Jakub Wawrzyniak i straciliśmy gola na 2-2; na mundialu w 2006 r. Dariusz Dudka nie zdążył za Odonkorem i przegraliśmy 0-1, na Euro 2008 załatwił na Łukasz Podolski, w meczu na wodzie w 1974 r. naszą szybkość zatrzymało zalane wodą boisko. Dosyć tej wyliczanki, kiedyś wreszcie musi być z górki!

Lepszego momentu na odniesienie zwycięstwa nie będzie. Dla ekipy Joachima Loewa dzisiaj wyzwaniem byłaby bitwa z reprezentacją Marsa, albo Kosmosu. Wszystkich na Ziemi jego chłopaki roznieśli, niektórych w kompromitujący sposób, jak Brazylię. Spotkanie z "Biało-czerwonymi" będzie dla nich jednym z wielu. Dla to najważniejsze spotkanie na świecie. Nie mieliśmy takiego od Polska - Rosja podczas Euro 2012, a chyba nawet dawniej.

Niemcy są dziś w podobnej sytuacji, jak Portugalczycy po MŚ 2006 r., gdy nomen omen - 11 października - ograliśmy ich na Stadionie Śląskim w Chorzowie, a triumf ten otworzył nam drogę do finałów Euro 2008. 

Doradź Nawałce! Na lewej pomocy powinien wyjść ....

Do bramki najlepiej wstawić... Kliknij!

Na lewej obronie najlepszy będzie ...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje