Polska przed meczem z Ukrainą: Glik w dziurawej obronie, ale wrócił „Wasyl”

Kamil Glik miał udział przy dwóch golach, jakie Torino straciło w Parmie, ale w samą porę do składu Anderlechtu Bruksela wrócił Marcin Wasilewski, który rozegrał cały mecz w belgijskiej ekstraklasie przeciw KV Mechelen - obaj piłkarze mogą stworzyć parę stoperów na mecz Polska - Ukraina w ramach eliminacji MŚ 2014 r., który rozegramy w piątek 22 marca na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Glik nie zablokował Amauriego przy golach na 1-1 i 3-1, ale na usprawiedliwienie polskiego stopera należy dodać, że wcześniej Brazylijczyk z włoskim paszportem mijał innych piłkarzy Torino i w ogóle ma "dynamit" w nogach. Amauri i spółka przedziurawili defensywę Torino aż cztery razy.

Reklama

Powrót do gry w Anderlechcie siedzącego ostatnio na ławie dla rezerwowych Wasilewskiego, to świetna wiadomość dla kadry. "Wasyl" po raz pierwszy w tym roku zagrał przez 90 minut, jednak to na tyle doświadczony zawodnik, iż wie, jak się przygotować na największe wyzwania. "Polski Czołg" - jak się o nim mawia, ma też wiele cech przywódczych, co przydaje się w budowie atmosfery w szatni

Obronę Waldemar Fornalik musi posklejać. "Zespół buduje się od obrony" - głosi stara piłkarska prawda i zna ją z pewnością nasz selekcjoner. By walczyć o pełną pulę z Ukrainą, trzeba mieć żelazną defensywę, nie tylko pewnego bramkarza. Para Glik - Wasilewski powinna ją zabezpieczyć.

Mimo wszystko najtrudniej będzie zestawić środek drugiej linii, a dokładniej znaleźć solidnego rozgrywającego. Przemęczony trudami sezonu Ludovic Obraniak zagrał tylko w II połowie meczu Bordeaux z Bastią i niczym nie zachwycił.

Zmartwił mnie fakt, że zawodnicy z Ekstraklasy, którzy mogliby pretendować do pierwszego składu na najbliższy mecz eliminacyjny, w miniony weekend nie błyszczeli. Paweł Wszołek wszedł w drugiej połowie meczu z Wisłą i na dobrą sprawę nic nie pokazał.

Łukasz Teodorczyk zanotował dobre kilka pierwszych minut w starciu z Górnikiem, ale później gubił piłkę, przegrywał pojedynki. Jak nie on. W meczu z Ruchem mieliśmy jaśniejsze oblicze Teodorczyka, jednak w Zabrzu tonące w przeciętności.

Pięknego gola zdobył Przemysław Kaźmierczak, który wcześniej z Białym Orłem na piersi występował głównie wtedy, gdy ligowym składem potykaliśmy się z przeciętniakami (np. grudniowy mecz 4-1 z Macedonią). Czy piękny gol strzelony w Chorzowie czyni z Przemka kadrowicza i kandydata do pierwszego składu? Na korzyść Kaźmierczaka przemawia fakt, że na żywo jego "bombę" widział Waldemar Fornalik. "Za" Kaźmierczakiem jest także kolejny argument - z Ukraińcami nie może wystąpić pauzujący za kartki Eugen Polanski, a to przecież również pomocnik defensywny.  Minusem pomocnika Śląska jest jednak dosyć monotonna i jednostajna gra.

Spośród wszystkich krajowych kadrowiczów najlepiej wypadł Jakub Wawrzyniak, który w Bielsku-Białej nie dość, że strzelił bramkę, to jeszcze prezentował prosty, ale skuteczny futbol. Wysłał sygnał sztabowi Fornalika: "Halo, nie oddam Sebastianowi Boenischowi miejsca na lewej obronie bez walki". Tym bardziej, że Sebastian Boenisch nie zagrał w meczu z Mainz 05.

Daniel Łukasik, który dostał od Fornalika 77 minut szansy na grę w spotkaniu z Irlandią, w którym przecież wystąpiliśmy w teoretycznie najsilniejszym składzie, tym razem nie zachwycił w meczu Legii z Podbeskidziem. Więcej dobrego można powiedzieć o grze Szymona Pawłowskiego, który asystował przy drugim golu dla Zagłębia w starciu z Jagiellonią. Jego dośrodkowanie za plecy obrońców, na głowę Borisa Godala było przedniej marki. Szymon z tygodnia na tydzień dowodzi, że warto na niego stawiać

Obroniony rzut karny przez Artura Boruca powinien być faktem przesądzającym o tym, iż między słupkami zobaczymy właśnie zawodnika Southampton, a nie Wojtka Szczęsnego. Obsadą bramki nie ma się co jednak za bardzo gorączkować. Piłka nożna to nie hokej, tu nie wygrywa się bramkarzem, tylko całym zespołem. A pozytywne wieści dla naszego, biało-czerwonego zespołu są takie, że nie tylko Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski, ale też borykający się z kontuzją biodra Łukasz Piszczek wytrzymał 90 minut w derbowym spotkaniu z Schalke (1-2).

Autor: Michał Białoński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje