Polska - Słowacja - tysiące widzów chcą zobaczyć debiut Nawałki

Piątkowy mecz towarzyski Polska - Słowacja na niemałym, jak na polskie warunki, stadionie we Wrocławiu obejrzy komplet 42 tysięcy widzów. Fani zaskakują. Tak licznej publiczności nikt się nie spodziewał, biorąc pod uwagę klęskę "Biało-czerwonych" w eliminacjach mundialu. Wygląda na to, że kibice naprawdę wierzą, że nowe, które przychodzi wraz z Adamem Nawałką, rzeczywiście będzie lepsze.

Kadra po raz ostatni grała we Wrocławiu ponad rok temu i wygrała 2-0 z Mołdawią w początkowej fazie eliminacji MŚ. Na tamten mecz pofatygowało się zaledwie 26 145 widzów, mimo że po cennym remisie w Podgoricy reprezentacja była na fali wznoszącej i wszyscy wierzyli, że eliminacje mundialu mogą być nasze.

Reklama

Jesień tego roku nie pozostawiła złudzeń, w jakim miejscu znajduję się nie tylko reprezentacja, ale cały polski futbol. W meczach kadry oraz polskich klubów w europejskich pucharach porażka goniła porażkę. Skąd więc optymizm tych wszystkich, którzy wybierają się w piątek na wrocławski stadion?

- Będzie komplet, co pokazuje, że reprezentacja nadal ma duże poparcie kibiców - tłumaczy spodziewaną wysoką frekwencję na meczu rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski.

Na pewno jest w tym sporo racji. Kibicować kadrze to obowiązek. Dodatkowo w Polsce wraz z budową nowoczesnych stadionów (niestety nie wraz z wynikami) zrobiła się moda na reprezentację. Mecz polskiej drużyny to wydarzenie, w którym warto uczestniczyć.

Dziś już nikt nie boi się, że na meczu kadry zmoknie, skręci kostkę na dziurawych trybunach, dostatnie kamieniem, czy urwaną ławką. Koniec eliminacji i zatrudnienie nowego selekcjonera rodzi w kibicach dodatkowe motywacje. A może tym razem to rzeczywiście początek czegoś dobrego? - zastanawiają się sympatycy polskiej piłki.

Najtańszy bilet na mecz Polska - Słowacja kosztował 20 złotych, najdroższy - 65. Nie są to wygórowane ceny, ale biorąc pod uwagę fakt, że gramy o nic, w dodatku chłodną jesienią, to i tak zaskakujące jest, że bilety sprzedały się w stu procentach.

Adam Nawałka ma niespełna rok na zbudowanie ekipy gotowej walczyć o przepustki na Euro 2016. Na razie selekcjoner szokuje, a niektórych wręcz denerwuje powołaniami nowych, dla wielu "dziwnych" piłkarzy do kadry. Tyle tylko, że szkoleniowiec dostał zadanie do wykonania i ma prawo powoływać, kogo tylko chce, jeśli osiągnie cel. A my mamy prawo rozliczać selekcjonera dopiero - miejmy nadzieję - za dwa lata.

Kibice są ciekawi, co pokażą w piątek Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski, ale także jak poradzą sobie Rafał Kosznik, czy Marcin Robak. Jeśli któryś z nich w ogóle w piątkowym meczu wystąpi.

Po raz ostatni stadion we Wrocławiu zapełnił się, gdy Śląsk grał z Sevillą w eliminacjach Ligi Europejskiej. Ostatnie ligowe mecze wrocławian nie zachęciły do przyjścia na stadion nawet 10 tysięcy widzów. Pora więc odkurzyć obiekt i wygrać, dając satysfakcję i nadzieję licznie zgromadzonej publiczności.

O tym, że nie będzie to łatwe, przekonało się sześciu kolejnych selekcjonerów polskiej reprezentacji, którzy nie potrafili wygrać w debiucie. Ostatnim takim "zwycięzcą" był w 1997 roku Janusz Wójcik. Niech Nawałka pójdzie w jego ślady i wygra, zaczynając drogę do sukcesu.

Autor: Waldemar Stelmach

Jaki będzie debiut Adama Nawałki? Dyskutuj!

Zapraszamy na relację NA ŻYWO z meczu Polska - Słowacja w piątek od godz. 20.45


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje