Reprezentacja Polski. Dziś kadra daje więcej kibicowi niż kibic kadrze

Robert Lewandowski nie musiał kopnąć piłki, by ktoś się rozpłakał. Jedno zdjęcie sprawiło, że w wielu domach urządzono wycieczkę w przeszłość. A pożegnanie Boruca wychodziło daleko poza świat sportu. Tak, dożyliśmy czasów, gdy mecz reprezentacji zaczyna się długo przed wyjściem na boisko. Za tym wszystkim czasem nie nadążają jednak kibice, czego dowodem były poniedziałkowe gwizdy - pisze w swoim najnowszym felietonie Piotr Jawor.

Mecz Polska - Słowacja sprzed ośmiu lat. Na wielkim Stadionie Śląskim wyglądał nie jak piłkarskie widowisko, ale koniec dnia targowego na Stadionie Dziesięciolecia. Garstka ludzi (cztery tysiące, w tym tysiąc Słowaków), fatalna atmosfera i dopełnienie obrazu upadającej polskiej piłki.

Reklama

Wtedy głośno nie krzyczało się, że dziś wieczór zajęty, bo "grają nasi". A gdy oglądało się reprezentację, to często po to, by pośmiać się z poziomu, jaki reprezentuje. W serwisach informacyjnych o kadrze mówiono głównie z obowiązku, na pasję w głosie nikt się nawet nie silił. I w sumie nikomu nie można się było dziwić.

Niedzielny obiad

A dziś? Kadra to dobro narodowe, bo jeśli przy niedzielnym obiedzie babcia zagaduje o Lewandowskiego, to znaczy, że piłka nożna wyszła już daleko poza boisko.

To głównie dzięki wynikom, ale nie tylko, bo reprezentacja już dawno wyskoczyła ze schematu wygrał/przegrał/zremisował. Przykład? Robert Lewandowski, który obiecał Frankowi z Kalisza, że niepełnosprawny chłopiec wyprowadzi go na murawę przed meczem.

Tylko tyle i aż tyle wystarczyło, by Lewandowski stał się bohaterem pozasportowym. Nad jego zachowaniem rozpływali się komentatorzy, panie domu oderwały się od przygotowywania kolacji, a każdy rodzic docenił frajdę, jaką Lewandowski sprawił dzieciakowi.

Błaszczykowski, Boruc, 1982

Podobnie jak Jakub Błaszczykowski, który założył fundację Ludzki Gest i jest twarzą akcji charytatywnych. Zresztą trudno oprzeć się wrażeniu, że jego poniedziałkowe wejście na końcówkę meczu z Meksykiem, było głównie ukłonem w stronę kibiców, których chyba żadna inna akcja tak nie poderwała jak samo wbiegnięcie Błaszczykowskiego na murawę.

A Artur Boruc? Kilka dni przed meczem z Urugwajem wyskakiwał z lodówki. Konferencje, wspomnienia, nawet rozmowy z jego żoną i w końcu pożegnanie. Pożegnanie, o którym np. Jerzy Dudek, zwycięzca Ligi Mistrzów, nawet nie myślał. Wówczas nie było do tego  klimatu - kadra była gratką dla koneserów lub szyderców, z trybun wylewały się wyzwiska na PZPN, a w samym związku nie było nikogo, kogo obchodziłoby huczne pożegnanie Dudka.

A tymczasem przed poniedziałkowym meczem z Meksykiem pamiętano nawet o reprezentantach Polski, którzy w 1982 r. zdobyli trzecie miejsce na MŚ. I znów były zdjęcia, prezentacja, "przebitki" w relacji telewizyjnej. Pewnie w niejednym domu padło hasło: "Tato, a kto to jest?" i w ten sposób zaczynała się historyczna podróż w erę komunizmu, ale też złotych czasów polskiej piłki.

Dmuchanie w paluchy

I gdy te dwa mecze towarzyskie urosły do rangi ważnego i ciekawego wydarzenia, na koniec chwilowo czar prysł, a zniszczyły go gwizdy. Polacy przegrali z Meksykiem 0-1 i część trybun (być może mniejsza) chciała okazać swoje niezadowolenie dmuchając w paluchy.

To o tyle smutne, że pokazuje, iż niektórzy (podkreślam - niektórzy!) nie nadążają za poziomem, na który wskoczyła nasza piłka. Nie rozumieją, że teraz jest czas testów, sprawdzania ustawień, dawania szansy graczom z Ekstraklasy. Że po ciężkim boju o mundial, najlepsi wypoczywają, więc należy uzbroić się w cierpliwość i dać Adamowi Nawałce w spokoju popracować.

Taki kibic jest jak człowiek, który na oscarowej gali dziwi się, że nikt nie nominował "Mody na sukces". Kompletny brak pojęcia o piłce i kompletny brak szacunku dla kadry, jakiej możemy nie mieć przez kolejnych 30 lat.

Poza tym część ludzi już jakiś czas temu przestała nadążać za reprezentacją. Podczas gdy ta gra jak z nut, trybuny przeżywają kryzys jak podczas wspomnianego meczu ze Słowacją. Doping rzadki, przyśpiewki łatwe do przewidzenia jak zakończenie komedii romantycznej, a w przeważającej większości cisza.

Świetnie, że dziś kibic wali dziś na kadrę drzwiami i oknami, ale niektórym do klasy światowej (a dokładniej szóstego miejsca na świecie) trochę jeszcze brakuje. I to nie jest zarzut, ale - jak mawia Adam Nawałka - materiał do analizy i wyciągnięcie wniosków.

Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama