Reprezentacja Polski. Kamil Glik kończy najlepszy rok w karierze

Kończący się rok 2017 był niewątpliwie najlepszym w karierze Kamila Glika. Wywalczył swój pierwszy awans na mundial, wygrał także pierwsze mistrzostwo kraju. To wszystko w imponującym stylu, brylując nie tylko w defensywie, ale i zdobywając ogromną jak na obrońcę liczbę bramek.

Sensacyjne mistrzostwo Francji, wyrwane z rąk naszpikowanego katarskimi pieniędzmi PSG, dotarcie do półfinału Ligi Mistrzów oraz ogromny udział w wywalczeniu awansu do mundialu w Rosji. Konia z rzędem temu, kto jeszcze kilka lat temu przewidziałby, że tak właśnie będzie wyglądał rok 2017 w wykonaniu byłego zawodnika Piasta Gliwice.

Reklama

Co więcej, Glik jest jednym z najbardziej eksploatowanych zawodników w topowych ligach Europy. W całym 2017 roku opuścił zaledwie jedno spotkanie ligowe - w dodatku kiedy AS Monaco miało już zapewniony tytuł mistrza Francji. We wszystkich pozostałych grał od pierwszej do ostatniej minuty!

Podobnie było w Lidze Mistrzów i reprezentacji Polski, gdzie opuścił jedynie trzy mecze z 20 możliwych. Dwukrotnie pauza ta była wymuszona nadmiarem żółtych kartek, a ostatnia nieobecność miała miejsce w towarzyskim meczu kadry z Meksykiem. Poza tym Glik - na najwyższym europejskim poziomie - grał każde spotkanie "od dechy do dechy". Niesamowity wyczyn.

Wiosna jak z bajki

Początek roku rozpoczął fenomenalną serię Monaco, które nie przegrało żadnego ze spotkań rundy rewanżowej i zakończyło sezon mistrzostwem Francji. Przerwanie dominacji PSG było ogromną niespodzianką, ale nie miałoby miejsca bez świetnej postawy Glika. Polak nie tylko dowodził defensywą klubu z Księstwa, lecz kiedy trzeba było potrafił sam wyręczyć snajperów i tylko wiosną zdobył trzy gole dla swojego zespołu.

Dobra forma z wiosny przełożyła się także na występy na arenie międzynarodowej. Monaco najpierw po niezwykle emocjonujących pojedynkach pokonało Manchester City (6-6 w dwumeczu, awans dzięki bramkom na wyjeździe) i Borussię Dortmund (6-3). Monakijczycy ulegli dopiero w półfinale Juventusowi Turyn (1-4).

Wiosna to także ważny mecz reprezentacji Polski z Czarnogórą, wygrany przez Orłów 2-1. Niestety, przez żółtą kartkę z tego spotkania lidera defensywy "Biało-Czerwonych" zabrakło w czerwcowym meczu z Rumunią (3-1). Na filmikach kanału Łączy Nas Piłka dobitnie widać było, jak boleśnie absencję w tak ważnym spotkaniu odczuł Glik, który niemal ze łzami w oczach patrzył na przygotowujących się do gry kolegów.

Wyczekiwany awans na mundial

Po bajecznej wiośnie przyszła pora na jesień, naznaczona plamą podczas wrześniowego meczu z Danią (0-4) w Kopenhadze. Podczas lania, jakie sprawili nam Duńczycy wszyscy "Biało-Czerwoni" zaprezentowali się kiepsko, a Glik nie był wyjątkiem. Na szczęście okazja do rehabilitacji przydarzyła się już trzy dni później, podczas meczu z Kazachstanem.

Były kapitan Torino udowodnił w nim, że z porażek wyciąga wnioski i z Kazachami nie tylko nie dopuścił do straty gola, ale sam przyłożył się do wygranej, zdobywając bramkę na 2-0 strzałem głową. Ostatecznie podopieczni Adama Nawałki zwyciężyli 3-0 i utrzymali pole position w walce o mundial. Komplety punktów w październikowych meczach z Armenią (6-1) i Czarnogórą (4-2) sprawił, że Glik - po raz pierwszy w życiu - mógł cieszyć się z awansu na największą na świecie piłkarską imprezę.

Stopniowo buduje swoją pozycję

Choć jesień w wykonaniu Monaco - na wskutek odejścia choćby Kyliana Mbappe czy Bernardo Silvy - była słabsza niż wiosna, to 29-letni obrońca konsekwentnie budował swoją pozycję w drużynie. Na tyle, że pod nieobecność Radamela Falcao to on był kapitanem w meczu Ligi Mistrzów z FC Porto i to on skutecznie egzekwował w tym spotkaniu rzut karny. To wyczyn tym donioślejszy, że w dzisiejszym futbolu środkowy obrońca podchodzący do "jedenastki" to rzadkość.

Niestety w trwającym sezonie przygoda mistrza Francji z Champions League szybko dobiegła końca. Monakijczycy zatrzymali się bowiem już na fazie grupowej. Lepiej wiedzie im się w lidze, gdzie rok zakończyli na pozycji wicelidera, lecz szanse na obronę tytułu już teraz mają niewielkie. PSG, wzmocnione Neymarem oraz sprowadzonym właśnie z Monaco Mbappe, prowadzi z dziewięcioma punktami przewagi i nie zanosi się, by miało ją roztrwonić. Niemniej wicemistrzostwo w klubie Glika także zostanie odebrane jako spory sukces.

Nie zmieni go nawet Monaco


Kamil Glik przebył długą drogę - od wyśmiewanej "Gliki-taki" do jednego z najlepszych europejskich środkowych obrońców. Przez ten czas pozostał jednak tym samym skromnym chłopakiem z Jastrzębia Zdroju.

- Nie pozuję na ściankach, nie mam parcia na szkło. Nawet takie miejsce jak Monaco nie jest w stanie mnie zmienić - opowiadał Glik w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego", jednocześnie przyznając, że jest bardzo zadowolony z minionego roku.

Polski defensor został zresztą niedawno doceniony przez francuskie "L'Equipe", które umieściło go w jedenastce roku Ligue 1 w głosowaniu zarówno dziennikarzy, jak i kibiców. Na wyróżnienie zasłużył sobie nie tylko pewną grą w obronie, ale i pięcioma golami oraz sześcioma asystami. Żaden inny obrońca nie może pochwalić się takimi statystykami.



Stoperowi reprezentacji, prócz gratulacji, należą się także życzenia: aby przyszły rok był dla niego niemniej udany, a wisienką - choć niektórzy powiedzieliby zapewne, że truskawką - na torcie był sukces z reprezentacją na mistrzostwach świata w Rosji. Zwłaszcza, że życzenia te są przecież marzeniem wszystkich kibiców reprezentacji.

Wojciech Górski 

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Glik

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje