Reprezentacja Polski. Krajobraz po dwóch pierwszych meczach trenera Brzęczka

Reprezentacja Polski pod wodzą nowego selekcjonera ma za sobą dwa spotkania. Jedno o stawkę, drugie sparingowe. Oba zostały zakończone tymi samymi wynikami. Najpierw kadra prowadzona przez Jerzego Brzęczka zremisowała 1-1 w Lidze Narodów w Bolonii z Włochami, a potem osiągnęła identyczny rezultat w towarzyskim starciu z Irlandią we Wrocławiu. Kto zaskoczył in plus, a kto in minus?

Największy wygrany: Mateusz Klich. Pomocnik Leeds wrócił do kadry po czterech latach. To efekt znakomitego początku sezonu w Championship. Zespół Polaka od niedawna prowadzony jest przez słynnego trenera Marcelo Bielsę. Argentyńczyk stawia na naszego pomocnika, a ten odwdzięcza mu się znakomitą grą. W meczu Ligi Narodów z Włochami Klich zagrał od początku. To po jego zejściu drużyna straciła wyrównującego gola. W sparingu z Irlandią pojawił się na murawie w drugiej połowie, ale zdążył zdobyć bramkę i miał szansę na kolejną. Widać, że bardzo dobrze czuje się w systemie proponowanym przez Brzęczka. Jeśli nic się nie zepsuje, to z Grzegorzem Krychowiakiem może stanowić świetny środek pola reprezentacji.

Reklama

Największy przegrany: Karol Linetty. Pomocnik Sampdorii miał udane eliminacje do mistrzostw świata, by potem nie zaprezentować się w nich nawet przez minutę. Żaden inny zawodnik z pola nie został tak pominięty przez Adama Nawałkę jak właśnie 23-latek. Wiele plotkowało się o przyczynach takiego stanu. Nic nie zostało potwierdzone, a sam zawodnik powiedział ostatnio, że był gotowy, aby grać w Rosji. W każdym razie, teraz nowy selekcjoner dał mu szansę. Linetty jej jednak nie wykorzystał. Wydaje się, że na razie trudno liczyć na jego dobrą grę w kadrze. Najpierw słabo zaprezentował się jako zmiennik Zielińskiego w Lidze Narodów, a potem w sparingu z Irlandią, gdy wystąpił od pierwszej minuty.

Podobnie jest z innym zawodnikiem z ligi włoskiej, Arkadiuszem Milikiem. Indolencja strzelecka i błędy popełnianie w kadrze przez napastnika Napoli irytują. Pojawiają się głosy, że piłkarz bardziej przykłada się do gry w klubie niż w drużynie narodowej.

Objawienie: Piotr Zieliński. Można powiedzieć - w końcu. Rozgrywający Napoli zbiera bardzo dobre recenzje za grę w klubie, ponoć pół Europy chce go zatrudnić. Tymczasem w kadrze cały czas brakowało nam „Ziela”, który prezentowałby się tak dobrze jak w zespole z Neapolu. Teraz wreszcie pokazał, że także w zespole narodowym może grać znakomicie. W meczu z Włochami strzelił ładnego gola i bardzo dobrze kierował naszym zespołem. Po jego zejściu środek pola nie wyglądał dobrze. Za chwilę Polacy stracili bramkę.

Rozczarowanie: Krzysztof Piątek. W ostatnich tygodniach zawodnik Genui zachwyca całe piłkarskie Włochy. Ma kapitalny początek debiutanckiego sezonu na Półwyspie Apenińskim. Pojawiają się głosy, że już za kilka lat jego kolejny pracodawca będzie musiał zapłacić 30 milionów euro. 23-latek był nawet typowany do debiutu w pierwszym meczu Polaków pod wodzą Brzęczka. Tak się nie stało. Piątek dostał szansę od początku w sparingu z Irlandią. Ale to nie był udany występ. Były napastnik m.in. Cracovii miał współpracować z Milikiem, ale wyglądało to bardzo słabo. Dużo do takiej oceny dołożył sam gracz Napoli, który nie podawał Piątkowi. Można było odnieść wrażenie, że Milik go ignorował i nie chciał z nim przeprowadzać akcji.

Ocena pracy trenera Brzęczka. W debiucie przeciwko Włochom grę Polaków bardzo długo dobrze się oglądało. Aż trudno było uwierzyć, że drużyna, w której większość zawodników grała i zawiodła w mistrzostwach świata, potrafi tak się prezentować. Ekipa Italii nie była w stanie wiele zrobić. Polacy kontrolowali grę. Było tak do momentu, gdy Brzęczek zdecydował się na ściągnięcie z murawy Zielińskiego i Klicha. To sprawiło, że gospodarze przejęli inicjatywę. Rezerwowi w naszej ekipie nie byli w stanie zastąpić podstawowych zawodników. Zmiany okazały się nietrafione.

Sparing z Irlandią miał pokazać, kto z dublerów się nadaje, a kto nie. Kilku zawodników zaprezentowało się jednak na tyle słabo, że nie mogą liczyć na powołania w najbliższym czasie. Brzęczek miał problem, aby zareagować na grę zespołu. Trudno też powiedzieć, czemu zdecydował się na powołanie Jakuba Błaszczykowskiego, który od wielu miesięcy walczył z kontuzjami, a w klubie praktycznie nie grał. Były kapitan kadry w ciągu dwóch meczów u Brzęczka, który jest jego wujkiem był na murawie dłużej niż od początku roku w barwach VfL Wolfsburg.

Do następnych meczów jest trochę czasu. Selekcjoner ma teraz praktycznie miesiąc na analizę. 11 października starcie z Portugalią w Chorzowie.

Brzęczek od razu został wrzucony na głęboką wodę, bo musiał poprowadzić zespół w spotkaniu o stawkę. Zachwycać się nie możemy, ale na pewno początek jest lepszy niż wielu się spodziewało.

Krzysztof Srogosz

Reklama

Reklama

Reklama