Zbigniew Boniek: Dostałbym "kota", gdybym się nie ruszał

- Dostałbym "kota", gdybym się nie ruszał - przyznał Zbigniew Boniek i skoro świt wybiegł w sobotę w zaśnieżony Spalski Park Krajobrazowy, płosząc swym tupotem rodzinę saren. Prezes PZPN dodał, że gdy się zmęczy, lepiej się czuje, a dzień jest piękniejszy.

Polska Agencja Prasowa: Śniegu prawie pół metra, ciepło nie jest, niektórzy przewracają się w łóżkach na drugi bok, a pan udaje się do lasu...

Reklama

Zbigniew Boniek: - Bo zdrowie jest najważniejsze i trzeba o nie dbać. Staram się biegać trzy razy w tygodniu, po 6-10 kilometrów. Czasami nasuwa mi się pytanie, po co ja to robię, po co się tak męczę, ale... Gdy się zatrzymam, wezmę prysznic - inne życie, mam apetyt, lepiej się czuję, a dzień jest piękniejszy.

A przy okazji nie chce być pan prezesem z wystającym brzuszkiem...

- To mi nie grozi, abym się aż do tego stopnia miał zapuścić. Ja lubię zadbać o siebie. Od czasu zakończenia piłkarskiej kariery niewiele przybyło mi kilogramów. W każdym bądź razie dziewięćdziesięciu jeszcze nie przekroczyłem.

Wystartował pan w jakichś zawodach?

- Owszem, w Rzymie, chociaż nie z tym zamiarem trenuję. W ubiegłym roku pokonałem 10 km w 48 minut i 20 sekund, ale byłem wypompowany. To jest najdłuższy dystans jaki przebiegłem, a bywały też i krótsze, zazwyczaj 5 km. Czasami, jak mam trochę więcej wolnego, to zaliczę i 15 km.

A potem 42 km 195 m czyli maraton.

- O nie! Nie ma takiej możliwości, to nie dla mnie. Można zakochać się i głowę stracić, ale też zakochać się i głowy nie stracić. Każdy organizm jest inny, każdy człowiek inaczej jest skonstruowany.

Pana konstrukcja stoi na mocnym fundamencie?

- Oczywiście! W szkole, od pierwszej do ostatniej klasy, zawsze z wielką niecierpliwością czekałem na lekcję wychowania fizycznego. Generalnie miałem dobre stopnie, natomiast z wuefu - zawsze bardzo dobre.

Dziś rodzice mający swe pociechy w klasach I-III mogą je zwolnić z tego przedmiotu.

- To jakiś absurd, to jest chore! Wyrządzamy dziecku większą krzywdę, aniżeli byśmy zwolnili z matematyki. Ruch od kołyski powinien być obligatoryjny. A potem się dziwimy, że tylko kilka procent społeczeństwa uprawia sport, że rosną pokolenia chore, niesprawne, otyłe.

A pana kto zachęcił do sportu?

- Nikt mnie namawiać nie musiał. Od dziecka wiedziałem co jest dobre, co człowiekowi potrzeba. Ruch może zastąpić wszystkie leki, ale wszystkie leki nie zastąpią ruchu. Nie rozumiem tych, co przyjdą z pracy do domu, zjedzą obiad, po czym kładą się na tapczan i wpatrują się w telewizor, czekając na dziennik. Dostałbym "kota", gdybym się nie ruszał. A może być tak pięknie, gdy pobiegnę do lasu, usłyszę głosy ptaków, a jak jeszcze sarenkę zobaczę, to jestem w siódmym niebie. Ja nigdy nie przestałem się ruszać.

Czy zawsze trenuje pan z obstawą?

- Jak ktoś chce ze mną biegać, to przecież nie zabronię. Przyjechałem wczoraj do Ośrodka Przygotowań Olimpijskich w Spale na zgrupowanie szkoleniowo-unifikacyjne dla kobiet sędziujących mecze piłki nożnej. Wychodząc wieczorem z kawiarni zapytałem towarzystwo, czy ktoś jutro rano zamierza biegać. Ręce w górę podnieśli m.in. prezes Piłkarskiej Ligi Polskiej Michał Listkiewicz i przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN dr Zbigniew Przesmycki.

Wrócił pan niedawno z Florydy.

- Byłem na urlopie, a faktycznie to poleciałem tam na turniej golfa Polonia Open. I tak jak w przypadku startu w biegach ulicznych robię to dla siebie, a nie na pokaz. Ani czas, ani miejsce nie mają dla mnie znaczenia. Wyszedłem z założenia, że skoro leciałem tyle kilometrów, to nie po to, aby jak najszybciej umieścić piłki w dołku. Ja chciałem się nagrać. Natomiast Mariusz Czerkawski i Jerzy Dudek walczyli o podium. Toczyli tak filozoficzne dyskusje na temat tej gry, że gdzie mi tam do nich.

To co jest lepsze - bieganie czy granie na zielonych polach?

- Każdy sport jest dobry. Golf jest może dla mnie na tyle wyjątkowy, że odrywa moją głowę od zawodowych myśli. Od pierwszego do ostatniego dołka właściwie o niczym, poza dobrym uderzeniem, nie myślę. Poza tym to najuczciwszy sport na świecie. W golfie nie ma sędziego, nikt nie może ci przeszkodzić. Jesteś ty, piłka i dołek. Danego dnia masz takie same szanse, jak wszyscy inni. Jak jesteś najlepszy, to wygrasz. I jeszcze do tego sport czysty. Odkąd przed czterema laty w turniejach PGA Tour wprowadzono program antydopingowy, na stosowaniu zabronionych środków przyłapano tylko jednego zawodnika.

A piłka nożna jest czysta pod tym względem?

- Niestety, nie, i co mnie martwi, że z każdym rokiem jest coraz więcej zawodników przyłapanych na niedozwolonym wspomaganiu. Chociaż PZPN nie zleca prowadzenia badań, to zawsze i wszędzie członkowie Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie mogą wykonywać swą pracę.

Rozmawiał Janusz Kalinowski

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | Zbigniew Boniek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje