Enei PTPS Piła. Pasiński: Piąte miejsce wziąłbym w ciemno

Siatkarki Enei PTPS Piła zakończyły ligowy sezon na piątym miejscu, najlepszym od dziewięciu lat, kiedy to zdobyły brązowy medal mistrzostw Polski. Trener drużyny Jacek Pasiński nie ukrywa, że to znakomity wynik, który przed sezonem wziąłby w ciemno.

Zespół z Wielkopolski zaliczył udany sezon. Był nawet bliski zajęcia miejsca w czwórce, które pozwoliłoby na udział w półfinałach i walce o medale. Ostatecznie do Grotu Budowlanych Łódź zabrakło pilankom sześciu punktów.

Reklama

- Budowaliśmy drużynę, której celem miał być środek tabeli, grać jak najlepiej, jak najładniej dla kibiców, którzy licznie przychodzili na nasze mecze. Byliśmy momentami na czwartym miejscu w tabeli, zależało nam, by spróbować awansować do półfinału, bo chcieliśmy walczyć o jak najwyższe cele. Z drugiej strony, gdyby ktoś mi powiedział przed sezonem, że będziemy na piątym miejscu, to podpisałbym się pod tym obiema rękami i nogami. Proszę spojrzeć, że zostawiliśmy za sobą kluby kadrowo znacznie lepsze, także mocniejsze pod względem finansowym. Nasz budżet kształtował się w okolicach 9-10. miejsca - powiedział Pasiński.

Mając ograniczone możliwości finansowe, szkoleniowcowi udało się stworzyć solidny zespół. Bardzo dobry powrót na boisko po urlopie macierzyńskim zanotowała były reprezentantka Polski Karolina Różycka, która była jedną z liderek PTPS. Wybór zawodniczek z zagranicy okazał się również trafiony. Serbska atakująca Dajana Boszković zajęła czwarte miejsce w rankingu najlepiej punktujących zawodniczek.

- Mając ograniczony budżet, musiałem lawirować wśród dziewczyn, które mają duży potencjał i chcą mocno pracować. Pozyskaliśmy bardzo młode dziewczyny z zagranicy. Serbka Jelena Trnić ma dopiero 22 lata, po raz pierwszy wyjechała z kraju. Z kolei jej rodaczka Boszkovic studiowała w Stanach Zjednoczonych i to był jej pierwszy sezon w zawodowej lidze. Na pewno te transfery były obarczone dużym ryzykiem, ale też bardzo uważnie przyglądaliśmy się tym dziewczynom, zasięgaliśmy języka wszędzie, gdzie mogliśmy - tłumaczył.

Pasiński komplementował swoje podopieczne, które nawet po porażce w pierwszym spotkaniu o piątą lokatę z Treflem Proximą, jeszcze raz podjęły rękawicę i wygrały dwa kolejne pojedynki.

- Po pierwszym meczu w Pile zapytałem się każdej z dziewczyn, czy chcą jechać na rewanż, żeby zobaczyć Kraków nocą, czy wygrać mecz i wrócić do Piły. Wszystkie zawodniczki podjęły jedną decyzję. Chwała im za ten sezon, bo dały z siebie maksymalnie dużo. Ale też nie uniknęliśmy wpadek, taką była porażka w Dąbrowie Górniczej, gdzie prowadziliśmy już 2:0, a także przegrana w Krakowie. Jestem natomiast zadowolony z atmosfery, z ludzi, z którymi miałem okazję pracować. Ten sukces byłby niemożliwy bez osób, które były w moim sztabie - podkreślił opiekun pilanek.

PTPS zajmując piąte miejsce, wywalczył prawo startu w europejskich pucharach, ale wątpliwe by zgłosił się do rozgrywek. Polskie kluby od kilku lat poza Ligą Mistrzów, rzadko biorą udział w innych pucharach.

- Żeby grać w Europie, trzeba mieć zaplecze finansowe i potencjał sportowy. Niemal wszystkim moim zawodniczkom kończą się kontrakty. Teraz duża rola klubu, który musi myśleć już o przyszłości i skompletować drużynę na kolejny sezon - stwierdził.

On sam chętnie pokierowałby pilskim zespołem w kolejnym sezonie, ale jak zaznaczył, "nie wszystko od niego zależy".

- Piła to wspaniałe miejsce dla robienia siatkówki: duże tradycje, potencjał, oddani kibice, hala z zapleczem, wspaniali ludzie. Jako trener na pewno chciałbym dalej tu pracować, nie mniej, są pewne niedociągnięcia, których rozwiązanie będzie wyzwaniem dla władz klubu. Te sprawy determinują nie tylko moją decyzję, ale także siatkarek - podsumował.

Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje