Siatkarki Chemika Police pokonały Atom Trefl Sopot 3:1 w finale

Siatkarki Chemika Police po bardzo dobrym meczu pokonały Atom Trefl Sopot 3:1 (18:25, 25:12, 25:22, 25:19) i wyrównały stan rywalizacji (1-1) w finale mistrzostw Polski.

Kolejne dwa mecze odbędą się w Trójmieście.

Reklama

Podobnie, jak w półfinałowej rywalizacji Chemika z Impelem Wrocław, policzanki po porażce w pierwszym spotkaniu, w drugim doprowadziły do remisu, a triumf przypieczętowały na wyjeździe. Czy tak będzie także w finale? Atom Trefl zaprezentował jednak w Szczecinie wyższy poziom i o obronę tytułu zawodniczkom z Polic będzie bardzo trudno.

Sobotni mecz był odwróconą kopią piątkowego. Tym razem pierwszą partię wygrały sopocianki, a w kolejnych trzech górą były miejscowe. Przy czym drugi set zawodniczkom Atomu kompletnie nie wyszedł, a dwa ostatnie mogłyby być ozdobą każdej mistrzowskiej imprezy.

Początek meczu nie napawał optymizmem miejscowych kibiców. Szybko "posypało" się przyjęcie zagrywki w ekipie Chemika i Atom wyszedł na trzypunktowe prowadzenie 10:7. Trener Giuseppe Cuccarini ratował się czasem na życzenie. Poskutkowało odrobieniem dwóch "oczek". Policzanki przede wszystkim nie radziły sobie z atakami Katarzyny Zaroślińskiej na lewym skrzydle. Ustawiały blok głównie na prostą, a Izabela Bełcik zagrywała krótszą piłkę do ataku po skosie. Gdy po serii serwisów Zuzanny Efimienko miejscowe trzykrotnie popełniły szkolne błędy i zrobiło się 22:16 dla sopocianek, w Azoty Arenie ucichło. Nie dlatego, że pewne stało się przegranie tego seta, ale że rywalki grały o klasę lepiej od obrończyń tytułu.

Do drugiego seta Cuccarini wpuścił na parkiet Aleksandrę Jagieło w miejsce Anny Werblińskiej. Takiej zmiany bodaj nie dokonał w całym sezonie, ale w premierowej partii kapitan Chemika zagrała fatalnie w ataku, a na dodatek poprawy wymagało przyjęcie. Potem okazało się, że była to kluczowa decyzja meczu. Miejscowe przede wszystkim poprawiły obronę. Wprawdzie wyprowadzanie kontr szło im mozolnie, bo musiały kilka razy ponawiać ataki, ale dorzucając trzy punkty bezpośrednio z zagrywki szybko objęły sześciopunktową przewagę (11:5). Przez kilka następnych minut "Atomówki" wyglądały na kompletnie rozbite. Gdy Stefana Veljkovic kilkoma asami serwisowymi z rzędu dała Chemikowi prowadzenie 21:9, trener gości Lorenzo Micelli zdjął całą podstawową szóstkę i wprowadził zmienniczki.

Na trzecią partię wróciły podstawowe zawodniczki Atomu, ale nie minął zapał w grze obrończyń tytułu, które od stanu 4:4 zdobyły cztery punkty z rzędu, a największa w tym zasługa zagrywek Any Bjelicy. Do drugiej przerwy technicznej przyjezdne odrobiły połowę tych strat, ale pojedynek wreszcie zaczął przypominać rywalizację dwóch najlepszych drużyn ligi. Seryjne błędy zastąpiły kombinacyjne akcje i ofiarna gra w obronie po obu stronach siatki.

Remis (17:17) ponownie pojawił się na tablicy wyników, gdy atak Bjelicy z szóstej strefy powstrzymał potrójny blok sopocianek. O losach seta w dużej mierze zdecydowały dwa błędy Falyn Fonoimoany w końcówce partii, które ponownie dały miejscowym przewagę. Potem jeszcze sopocianki obroniły dwa setbole, ale za trzecim podejściem Velijkovic popisała się szybką krótką w środek boiska Atomu.

Jak już oba zespoły wskoczyły na wysoki poziom gry, tak zostały do końca meczu, a kibice oglądali emocjonujące widowisko, w którym drużyny grały punkt za punkt. Na drugą przerwę techniczną czwartej partii schodziły przy minimalnym prowadzeniu Chemika (16:14). To w dużej mierze zasługa skutecznych ataków Bjelicy. Gdy po powrocie na boisko skutecznie kontrę zakończyła Jagieło zwiększając przewagę do trzech punktów, to przy tak wyrównanej grze mogło oznaczać wystarczającą zaliczkę na końcówkę meczu. I wystarczyło, w dodatku w końcówce policzanki jeszcze powiększyły przewagę.

Po meczu powiedzieli:

Izabela Bełcik (kapitan Atomu): - Walczymy dalej, jest 1-1. Nie zagrałyśmy tak samo, jak wczoraj. Zresztą czułyśmy tamten mecz, może stąd gorsza gra. Zespół z Polic był dziś dużo lepszy. Teraz widzimy się w Sopocie i zapowiadamy walkę. Przed każdym meczem stawiamy sobie za cel zwycięstwo. Jesteśmy zadowoleni ze stanu rywalizacji w finale, ale nie w pełni, bo dziś przegraliśmy mecz.

Lorenzo Micelli (trener Atomu): - To był kolejny mecz na bardzo wysokim poziomie. Jestem zadowolony z postawy moich zawodniczek. Nie pamiętam, byśmy przegrali seta tak wysoko, jak dziś w drugiej partii (12:25), ale nie chodzi nawet o wynik. W tej części meczu zagraliśmy przede wszystkim tragicznie w każdym elemencie. Te dwa spotkania w Szczecinie udowodniły, że każdy mecz jest inny. Przed nami dalsza rywalizacja. Gramy teraz w Sopocie. To końcówka sezonu, więc wiele nie da się zmienić w grze zespołu, o efektach będą decydowały detale.

Anna Werblińska (kapitan Chemika): - Jestem dumna z mego zespołu. Życzymy sobie, by zakończyć rywalizację w Sopocie, ale wiemy, że będzie ciężko.

Giuseppe Cuccarini (trener Chemika): - Obie drużyny zagrały bardzo dobre spotkanie. To był lepszy mecz w naszym wykonaniu przede wszystkim pod względem mentalnym. Wczoraj, gdy mieliśmy problem, nie potrafiliśmy się podnieść, dziś było z tym zdecydowanie lepiej. Teraz jedziemy do Sopotu przy stanie 1-1. Nie będzie łatwo, ale wierzę, że będą to przede wszystkim dobre spotkania.

Drugi mecz finałowy:

Chemik Police - Atom Trefl Sopot 3:1 (18:25, 25:12, 25:22, 25:19)

Stan rywalizacji play off (do trzech zwycięstw) 1-1.

Chemik: Maja Ognjenovic, Stefana Veljkovic, Agnieszka Bednarek-Kasza, Anna Werblińska, Małgorzata Glinka-Mogentale, Ana Bjelica - Mariola Zenik (libero) - Aleksandra Krzos, Izabela Kowalińska, Aleksandra Jagieło.

Atom-Trefl: Izabela Bełcik, Brittnee Cooper, Zuzanna Efimienko, Charlotte Leys, Katarzyna Zaroślińska, Klaudia Kaczorowska - Agata Durajczyk (libero) - Maja Tokarska, Falyn Fonoimoana, Anna Miros, Anna Kaczmar, Deja McClendon.

Dowiedz się więcej na temat: chemik police | Atom Trefl Sopot | siatkówka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje