LM siatkarzy: Decydujący pojedynek w "polskich derbach" o Final Four

We wtorkowy wieczór w Rzeszowie wyjaśni się, która z polskich drużyn awansuje do Final Four Ligi Mistrzów siatkarzy. Bliżej szczęścia przed początkiem rewanżu (godz. 18) jest Jastrzębski Węgiel. W środę pokonał u siebie Asseco Resovię 3:0.

Kibice obu zespołów przyjaźnią się, ale we wtorek sentymenty zejdą na dalszy plan. Po pierwszym spotkaniu znacznie więcej powodów do radości mają fani brązowych medalistów poprzedniego sezonu krajowych rozgrywek. Podopieczni trenera Lorezno Bernardiego nadspodziewanie łatwo poradzili sobie z mistrzem Polski. Włoski szkoleniowiec tonował jednak radość tych, którzy uznali, że są pewni występu w turnieju finałowym.

Reklama

- Zrobiliśmy dopiero pierwszy krok w stronę awansu. Oba zespoły mają po 50 procent szans na grę w Ankarze. Musimy mieć gorące serca, chłodne głowy i twardo stąpać po ziemi - podkreślił.

Opiekun rzeszowian Andrzej Kowal zapewnił, że jego drużyna jest w stanie zaprezentować się znacznie lepiej we wtorek. Dodał jednak, że nie wie, czy to wystarczy do zwycięstwa. By awansować do Final Four ekipa z Podkarpacia musi najpierw wygrać 3:0 lub 3:1, a następnie pokonać rywali w rozgrywanym do 15 punktów złotym secie. Jeśli rewanż zakończy się innym wynikiem, w czołowej czwórce LM będą jastrzębianie.

- Co zrobić żeby wygrać? Z jednej strony to banalne pytanie, z drugiej bardzo trudne. Na pewno trzeba zagrać równo w każdym aspekcie, bo decydować nie będzie tylko jeden element. Choć w pierwszym meczu rywale rozstrzygali końcówki na swoją korzyść przede wszystkim dzięki zagrywce i dobrej grze blokiem - analizował po sobotnim meczu ligowym Kowal.

Jak zaznaczył wówczas, trudno przypuszczać, kiedy do składu powróci podstawowy libero mistrza kraju Krzysztof Ignaczak. - To nie jest prosta sprawa. Nie ma co liczyć jednak na jego szybki powrót - skwitował.

Po raz pierwszy w historii LM (pod tym szyldem rozgrywki funkcjonują od sezonu 2000/01) dwie polskie drużyny walczą między sobą o miejsce w Final Four. Jastrzębski Węgiel wystąpił w nim już w sezonie 2009/10, gdy uplasował się na czwartym miejscu. Resovia jeszcze nigdy się nie dotarła do tego etapu zmagań.

W turnieju finałowym tych rozgrywek wystąpiły jeszcze dwa inne męskie kluby siatkarskie. Skrze Bełchatów i zespołowi z Kędzierzyna-Koźla udało się to po trzy razy. Pierwsza ekipa znalazła się w tym gronie w 2008, 2010 i 2012 roku. Drugi z zespołów zaś w latach 2002-03 i ubiegłym sezonie.  

Turniej finałowy tegorocznej edycji zostanie rozegrany 22-23 marca w Ankarze. Gospodarzem będzie miejscowy Halkbank, który ma zapewniony udział w tej części zmagań.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje