Katarzyna Skowrońska-Dolata zostaje w Brazylii na kolejny sezon

Siatkarka Katarzyna Skowrońska-Dolata nadal będzie grać w brazylijskim Volei Hinode Barueri. - Nie nagrałam się w poprzednim sezonie, a trener Ze Roberto poprosił mnie, bym jeszcze zagrała u niego kolejny rok - powiedziała dwukrotna mistrzyni Europy.

Była reprezentantka Polski rok temu trafiła do beniaminka brazylijskiej superligi po bardzo poważniej kontuzji. W styczniu 2017 roku podczas meczu ligi włoskiej Skowrońska-Dolata występująca w Volley Bergamo zerwała więzadła krzyżowe w prawym kolanie. Potem długo przechodziła rehabilitację w Warszawie, którą kontynuowała w Brazylii. Do klubu z przedmieść Sao Paulo ściągnął ją znakomity trener Ze Roberto, z którym pracowała wcześniej w Scavolini Pesaro i Fenerbahce Stambuł.

Reklama

Powrót na boisko zajął jej 11 miesięcy. W grudniu zadebiutowała w barwach nowego klubu w spotkaniu o Puchar Brazylii. Z każdym kolejnym meczem spędzała coraz więcej czasu na boisku.

- Nie nagrałam się wystarczająco w tamtym sezonie. Dużo czasu zajęłoby dojście do pełnej dyspozycji. Trener długo mnie trzymał na ławce, żebym była w formie. Niestety, po takiej kontuzji, jaką ja miałam, niełatwo wraca się do gry. Musiałam uważać, na to co robię na boisku, bo choć siatkówka nie jest grą kontaktową, to ten kontakt jest z innymi zawodniczkami twojej stronie boiska - mówiła 35-letnia siatkarka.

Jak dodała, pierwsze miesiące spędzone w Brazylii były dla niej prawdziwą lekcją cierpliwości.

- Czułam irytację, bo gdy już siedziałam na ławce, to chciałam grać więcej. Trener dozował mi ten czas spędzony na parkiecie, spokojnie wprowadzał na boisko i jestem mu za to wdzięczna. Ale wtedy, trochę jak mała dziewczynka, rwałam się gry. To była prawdziwa nauka cierpliwości, ale nie brakowało mi też zapału, żeby potem jeszcze mocniej pracować na treningach - dodała.

W trakcie sezonu, który jej drużyna zakończyła na piątym miejscu, zaczęła poważnie zastanawiać się nad dalszą grą. W jednym z wywiadów przyznała, że zamierza skończyć karierę.

- Po kontuzji bardzo chciałam wrócić do siatkówki, bo nie tak wyobrażałam sobie zakończenie tej przygody. Pewnie 10 lat temu z moją metryką to by mi się nie udało, ale medycyna poszła do przodu. To był trudny czas dla mnie, dużo poświęcenia, ale chciałam udowodnić przede wszystkim sobie, że jestem w stanie to zrobić. Bo ja już jestem spełnioną zawodniczką, zdobyłam wiele medali i trofeów. Ze Roberto poprosił mnie, żebym mu pomogłam w kolejnym sezonie, a ja mam w sobie jeszcze dużo chęci i tak znaleźliśmy kompromis - wyjaśniła.

Skowrońska-Dolata to prawdziwy obieżyświat, grała we Włoszech, Turcji, Chinach i Azerbejdżanie. Brazylia ją bardzo zauroczyła, co pomogło w podjęciu decyzji o pozostaniu w tym kraju.

- Pod względem czysto sportowym i organizacyjnym byłam bardzo zadowolona, bo poziom siatkówki jest tutaj na najwyższym w poziomie. Samo życie też mi się podobało, klimat, kuchnia, ludzie. Wciąż uczę się języka portugalskiego. W klubie tylko trener i Joaquline mówili po włosku, a tak wszyscy po portugalsku i nikt niczego mi nie tłumaczył. Z drugiej strony zostałam zmobilizowana do szybszej nauki języka, który w moim odczuciu jest dużo trudniejszy od włoskiego - tłumaczyła dwukrotna mistrzyni Europy.

Kobieca reprezentacja Brazylii od wielu lat są jedną z najlepszych reprezentacji na świecie. Dwukrotnie zdobywały mistrzostwo olimpijskie - w 2008 i 2012 roku. Była reprezentantka Polski przyznała, że "canarinhos" zawsze robiły na niej duże wrażenie.

- Brazylijki zawsze mi imponowały, podobał mi się ich styl. O Włoszkach zwykło się mówić, że są na wysokim poziomie technicznym, ale słabiej wyglądają fizycznie. Brazylijki pod tym względem są dla mnie kompletne, bo i wysoko skaczą, i mocno atakują. Poza tym są niezwykle mocno zdyscyplinowane w każdym elemencie siatkówki. Mecze ligowe były dla mnie naprawdę wymagające, niektóre zawodniczki potrafiły naprawdę mocno zaatakować - przyznała.

W Brazylii, która też niestety słynie z wysokiej przestępczości, czuła się też bezpiecznie. Nie spotkały ją żadne niemiłe przygody.

- Wszyscy widzieli, że jestem "gringa", czyli obca, ale nikt mnie nie zaczepiał, nie przytrafiła mi się jakaś niebezpieczna sytuacja. Z drugiej strony nie chodziłam po takich miejscach, w których lepiej się nie pojawiać. Dwa razy nawigacja mnie wyprowadziła w serce takiej dzielnicy, gdzie nie powinnam wjeżdżać, no i może wtedy trochę się obawiałam czy wrócę do domu - podsumowała.

Marcin Pawlicki

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Skowrońska-Dolata

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje