LM w siatkówce. Kosztowna impreza, ale liczy się prestiż

Sześć polskich zespołów - trzy męskie i trzy żeńskie w piątek poznają rywali w fazie grupowej siatkarskiej Ligi Mistrzów. Dla klubów udział w tych rozgrywkach to przede wszystkim prestiż i promocja, ale również dodatkowe, niemałe wydatki.

W przeciwieństwie do piłkarskiej Champions League, w siatkówce do tej imprezy się dokłada. Prezes wicemistrzyń kraju Grot Budowlani Łódź Marcin Chudzik przyznał, że występy w tych rozgrywkach są kosztowne, ale warto w nich uczestniczyć, bo to najbardziej prestiżowa klubowa rywalizacja.

Reklama

"W zależności od losowania, występy w LM kosztują od 300 do 800 tys. zł. To dużo, ale przecież konfrontacja z najlepszymi europejskimi zespołami to też forma nagrody za medal mistrzostw Polski i duża szansa rozwoju. Traktujemy te rozgrywki prestiżowo, tym bardziej, że jako jedyny zespół będziemy reprezentowali Łódź na arenie międzynarodowej. Cieszę się, że w tym sezonie LM wystąpią aż trzy drużyny z Polski, bo to świadczy o sile naszej ligi" - powiedział.

Łodzianki po raz drugi wystąpią w LM. W swoim debiucie w 2010 roku nie udało im się wyjść z grupy. Szef Budowlanych nie ukrywa, że w piątkowym losowaniu chciałby uniknąć drużyn z Rosji i Turcji, czyli - jak tłumaczył - najsilniejszych ekip, a do tego najbardziej kosztownych wyjazdów.

"Wolelibyśmy trafić na kluby z Włoch, Francji, czy Szwajcarii" - wskazał.

Liga Mistrzów ponownie zawita do Rzeszowa, ale tym razem nie za sprawą Asseco Resovii (zagrają w Pucharze CEV), ale dzięki siatkarkom Developresu SkyRes, które są absolutnym debiutantem w tych rozgrywkach.

Brązowe medalistki ostatniego sezonu musiały przebrnąć przez dwie rundy, aby zameldować się w fazie grupowej. Wiceprezes klubu Wiesław Kozieł wskazał na walory marketingowe udziału w Lidze Mistrzyń.

"Dzięki transmisjom telewizyjnym na całą Europę, te rozgrywki są takim produktem, które nas dźwigają marketingowo do góry. No i przede wszystkim liczy się prestiż" - powiedział Kozieł, który ma jednak świadomość, że do tego "interesu" trzeba będzie dopłacić.

"Jesteśmy świadomi tych kosztów, wiemy z czym to się je. To nie jest piłka nożna, gdzie za awans do fazy grupowej otrzymuje się bajeczne pieniądze. Nie mnie to oceniać i zajmować się tą kwestią. Mamy swoich reprezentantów w CEV (Europejskiej Konfederacji Siatkówki - PAP) i zarówno nasi przedstawiciele, jak i ci z bogatszych lig muszą się nad tym zastanowić. To oni powinni się starać, żeby chociaż trochę zbliżyć się do piłki nożnej, by warto było grać o pieniądze, a nie tylko o prestiż" - podkreślił wiceprezes Developresu.

Pytany o to, na jakich rywali chciałby trafić w fazie grupowej, odpowiedział: "Są tu dwie szkoły. Pierwsza to taka, by wylosować jak najmocniejszych przeciwników, że ściągnąć do Rzeszowa zespoły, jakich Podkarpacie jeszcze nie widziało. Druga, to zagrać z takimi zespołami, do których nie trzeba latać samolotem. Ale pewnie tak się nie da".   

O pieniądze nie musi martwić się najbogatszy klub w Polsce Chemik, któremu jak co roku marzy się awans do Final Four. Mistrz kraju ma za to inny problem - po wyprowadzeniu się ze Szczecina do Polic, musi szukać obiektu, który spełniałby wymogi CEV. Nie wiadomo jeszcze, dokąd kibice Chemika będą musieli jeździć na mecze z najlepszymi ekipami Starego Kontynentu.

W fazie grupowej męskiej LM wystąpią ZAKSA Kędzierzyn Koźle, Skra Bełchatów oraz Jastrzębski Węgiel.

W najlepszej sytuacji wydaje się być mistrz kraju ZAKSA, który będzie losowany z pierwszego koszyka. To oznacza, że na pewno nie trafi na takich potentatów jak rosyjski Zenit Kazań, włoskie Cucine Lube Civitanova, czy turecki Halkbank Ankara. Po zeszłorocznym niepowodzeniu i braku awansu do Final Four w tym roku władze w klubie mają nadzieję, że nie tylko będą mieć więcej szczęścia w losowaniu, ale i znacznie bliższe podróże.

Prezes Zaksy Sebastian Świderski nie ukrywa, że chciałby trafić na dobry włoski zespół, który zachęciłby kibiców do przyjścia na halę, ale także na takich rywali, do których łatwo będzie dotrzeć. W zeszłym sezonie wyjazdy do Biełgorodu i Moskwy kosztowały majątek.

Z kolei Jastrzębski wraca na europejskie salony po trzyletniej przerwie. Zdaniem prezesa Adama Gorola udział w LM wiąże się z kosztami, ale klub powinien w niej uczestniczyć z szacunku dla swoich kibiców i sponsorów.

"Pierwszy cel, czyli awans do fazy grupowej, został osiągnięty. Teraz czekamy na wynik losowania. Oczywiście patrzymy na nie z punktu widzenia sportowego i logistycznego. Ten drugi związany jest z kosztami. Ale żadnych kalkulacji nie robimy, bo nie mamy wpływu na wybór rywali" - powiedział.

Podkreślił, że wyeliminowanie w ostatniej rundzie kwalifikacji Omonii Nikozja i powrót do tych elitarnych rozgrywek świadczy o tym, że ostatnie lata były tylko chwilowym przystankiem w rozwoju klubu.

Latem 2015 roku jastrzębska drużyna zrezygnowała z rywalizacji w Pucharze CEV z powodów finansowych. Rywalem w 1/16 finału miała być właśnie Omonia Nikozja, która awansowała walkowerem.

"Chcemy, aby nasz zespół ograł się w fazie grupowej, nabrał doświadczenia w rywalizacji z klasowymi rywalami. Włączenie się do walki o awans byłoby wartością dodaną" - stwierdził Gorol.

Doświadczenie w LM ma australijski szkoleniowiec śląskiej drużyny Mark Lebedew. Zanim 2,5 roku temu roku przyszedł do Jastrzębskiego Węgla pracował w niemieckim Berlin Recycling Volleys, z którym w ciągu pięciu lat trzykrotnie zdobył mistrzostwo, dwa razy wicemistrzostwo Niemiec. Wiosną 2015 berlińczycy zajęli trzecie miejsce w Lidze Mistrzów po wygranej ze Skrą Bełchatów.

Awans do fazy grupowej zbiegł się z konfliktem prezesa Gorola z klubem kibica. Podczas części rewanżowego meczu z Omonią hałaśliwa i żywiołowa zwykle grupa zaprzestała dopingu, doszło do rozmów z prezesem na widowni, a dzień później zarząd JW zakończył oficjalnie współpracę ze stowarzyszeniem kibiców. Jego członkowie zarzucili z kolei prezesowi brak woli współdziałania.

"Mam nadzieję, że sytuacja szybko się ustabilizuje, bo Liga Mistrzów, mecze, to mają być święta w hali. A to święto zostało nieco przygaszone" - zakończył Adam Gorol.

Losowanie grup odbędzie się w piątek w Moskwie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje