Wilfredo Leon skradł serca polskich kibiców

To był jego turniej. Wilfredo Leon wreszcie sięgnął po upragniony złoty medal klubowych mistrzostw świata z Zenitem Kazań. Nie tylko świetną grą skradł serca polskich kibiców, ale też tym, że zaczyna udzielać wywiadów w naszym języku.

- Duże emocje i lepiej, jak będziemy rozmawiać po hiszpańsku lub angielsku - mówił dosyć płynną polszczyzną Wilfredo Leon tuż po zakończeniu finałowego spotkania z włoskim Lube Civitanova. Zenit wygrał 3:0, a Kubańczyk z polskim paszportem był najlepszy na boisku. Zresztą cały turniej w wykonaniu Leona był wyśmienity. Rosyjski gigant nie stracił ani jednego seta! A przecież rywali miał z najwyższej półki. - Mieliśmy po prostu trochę szczęścia - stwierdził z uśmiechem 24-letni przyjmujący.

Zenit od kilku lat dzieli i rządzi na krajowym podwórku, a także w Europie. Podopieczni Władimira Alekny kolekcjonują tytuły. W gablocie z trofeami brakowało tylko jednego - pucharu za triumf w klubowych mistrzostwach świata. Rosjanie byli bardzo blisko w dwóch poprzednich edycjach, ale w decydujących pojedynkach lepsza okazywała się brazylijska Sada Cruzeiro. W Polsce dopięli swego. - Tego medalu nam brakowało i wreszcie go mamy. Będziemy pracować, żeby spróbować wygrać znowu. Po tym sukcesie czuję się mocniejszy - podkreślił Leon.

Gwiazdor Zenitu jest siatkarzem kompletnym. Świadczą o tym statystyki. W każdym rankingu, od ataku przez blok, zagrywkę, przyjęcie i na obronie kończąc, lider ekipy z Kazania jest w ścisłej czołówce. O dziwo, prestiżowa nagroda dla najlepszego zawodnika turnieju nie przypadła jemu tylko Osmany Juantorenie z Lube Civitanova. - Po pierwsze gratuluję mu, że został MVP. Po drugie, nie grałem po to, żeby zdobyć tę nagrodę, tylko po to, żeby zdobyć złoty medal. Wykonałem swoją pracę i jestem z tego bardzo zadowolony. Także z postawy całego zespołu. To nasz pierwszy złoty medal w tych rozgrywkach. Nie potrzebuję tytułu MVP i tak jestem szczęśliwy - zaznaczył Leon, który i tak znalazł się w drużynie marzeń KMŚ jako jeden z dwóch najlepszych przyjmujących.

Reklama


W Polsce rosyjskie drużyny, delikatnie mówiąc, nie są darzone sympatią i kibice raczej wspierają ich przeciwników. W krakowskiej Tauron Arenie było inaczej i bez wątpienia jest to zasługa zawodnika, który od ponad dwóch lata posiada polskie obywatelstwo. Kubańska federacja wyraziła w końcu zgodę na zmianę barw narodowych przez Leona, ale karencja trwa dwa lata i dopiero w lipcu 2019 roku będziemy go mogli zobaczyć w biało-czerwonych barwach. Podczas finałowego spotkania z trybun co chwilę słychać było okrzyki: "Leon! Leon!". Siatkarza wspierali też najbliżsi - żona Małgorzata z córeczką, która przyszła na świat w maju, oraz rodzice. Wszyscy ubrani w koszulki z napisem "Team Leon".

- Jestem szczęśliwy, że kibice tak mnie wspierali, a także moich kolegów. Co mogę więcej powiedzieć. Dziękuję tym, którzy zasiedli się na trybunach, a także tym, którzy oglądali mecz w telewizji i internecie. Ten medal jest dla nich - stwierdził.

Leon zaskoczył wszystkich, także swoją żonę, kiedy zaczął udzielać wywiadów w języku polskim. - Rozmawiam trochę po polsku z żoną. Korzystam też z tłumacza na iPadzie. Słucham i dzięki temu płynniej wymawiam słowa po polsku - tłumaczył Leon. Tym na pewno ujął fanów i przekonał do siebie tych, którzy byli przeciwni jego grze w reprezentacji Polski.

Robert Kopeć

Dowiedz się więcej na temat: Wilfredo Leon | zenit kazań

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje