Gert Vande Broek chwali polski zespół

Gert Vande Broek, selekcjoner Belgii, pierwszego rywala polskich siatkarek w cyklu World Grand Prix, liczy na awans do turnieju finałowego drugiej dywizji. Nie ukrywa, że dużym szacunkiem darzy drużynę Piotra Makowskiego.

Belgia, sklasyfikowana na 22. miejscu rankingu Międzynarodowej Federacji Siatkówki, debiutuje w tych rozgrywkach. Z drugiej strony, ze względu na ostatnie sukcesy, jest ona uważana za jednego z faworytów WGP drugiej dywizji. Podopieczne Vande Broeka na mistrzostwach Europy w Niemczech w 2013 roku wywalczyły brązowy medal. W styczniu w Łodzi w efektownym stylu awansowały do tegorocznych mistrzostw świata, eliminując po drodze polski zespół. Szkoleniowiec Belgijek chętnie wraca wspomnieniami to decydującego spotkania, wygranego przez jego drużynę 3:0.

Reklama

- Bez wątpienia tamten mecz był znacznie ważniejszy dla obu ekip niż ten, który nas czeka w piątek. Polki grały we własnej hali i towarzyszyła im ogromna presja. Ale my też byliśmy mocno zmotywowani, a chwilę wcześniej dowiedzieliśmy się, że nasza męska reprezentacja uzyskała awans na mundial. To nas jeszcze bardziej nakręciło. Przykro mi, że Polski zabraknie na mistrzostwach świata, bo oba zespoły zasłużyły na to, by w nich wystąpić - powiedział szkoleniowiec.

Polska reprezentacja mocno się zmieniła od nieudanych kwalifikacji w Łodzi. W kadrze jest wprawdzie siedem zawodniczek z tego turnieju, ale też dołączyła spora grupa młodych, jeszcze mało doświadczonych siatkarek. Szkoleniowiec Belgijek przyznał, że na bieżąco śledzi losy polskich siatkarek.

- Oglądałem na wideo ich kilka spotkań i naprawdę uważam, że ten zespół ma duży potencjał. Jest kilka nowych zawodniczek, których nie znałem wcześniej. Jeżeli ta drużyna przepracuje razem kolejny rok, to w niedalekiej przyszłości będzie naprawdę mocnym teamem. Na to potrzeba czasu, bowiem reprezentacji nie zbuduje się w dwa tygodnie - podkreślił szkoleniowiec.

Atutem Belgijek jest przede wszystkim zgranie - ta drużyna od kilku już lat gra w podobnym zestawieniu. Do Limy, gdzie rozegrany zostanie pierwszej turniej WGP, trener zabrał zespół w prawie niezmienionym składzie, w którym nie zabrakło siatkarek znanych z polskich parkietów - Frauke Dirickx, Helene Rousseaux czy Charlotty Leys.

- W porównaniu do turnieju w Łodzi, mamy w składzie tylko trzy zmiany. Jest nowa środkowa, atakująca i druga rozgrywająca. Ale są to zawodniczki rezerwowe, trzon drużyny się nie zmienił - podkreślił Vande Broek.

Nie ukrywa on, że celem jego zespołu jest awans do Final Four, który odbędzie się w Koszalinie. Polki, jako gospodarz, mają zapewniony w nim udział.

- Szczerze mówiąc, byłbym trochę rozczarowany, gdyby nam się nie udało awansować do turnieju finałowego. Ale też czeka nas niełatwe zadanie - dwukrotnie zmierzy się m.in. z Polską, Holandią czy także mocną Kanadą. Dlatego to pierwsze spotkanie z Polkami i wygrana bardzo by nam pomogła w awansie - podkreślił.

Mecz Polska - Belgia rozegrany zostanie w piątek (początek, o godz. 23.40 czasu warszawskiego).

Z Limy Marcin Pawlicki

Dowiedz się więcej na temat: siatkarska reprezentacja Polski kobiet

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje