ME siatkarek. Matlak: Zawodniczki zderzają się głowami

- Nie może być tak, że przez dwa sety nie ma zawodniczek na boisku albo zderzają się gdzieś głowami - były selekcjoner reprezentacji siatkarek Jerzy Matlak krytycznie ocenił dotychczasowe występy Polek, prowadzonych przez Jacka Nawrockiego, podczas mistrzostw Europy.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Reklama

Jego zdaniem, drużyna nie jest poukładana, a zmiany na pozycjach zawodniczek niczego dobrego nie przynoszą.  

Polki po porażkach z Włochami (1:3) i Holandią (1:3), pokonały Słowenię (3:0) i awansowały do rundy play off mistrzostw Europy rozgrywanych w Holandii i Belgii. W środę w Rotterdamie (początek, godz. 20.00) zagrają z Białorusią.

Matlak, który w 2009 roku doprowadził reprezentację do brązowego medalu mistrzostw Starego Kontynentu, bardzo krytycznie ocenił postawę "Biało-czerwonych" w fazie grupowej.

- Odnośnikiem naszej gry był nie mecz ze Słowenią, ale dwa pierwsze spotkania z Włochami i Holandią. Dzisiaj w tej hierarchii ci rywale są wyżej od nas i nikt też cudów nie oczekiwał. Ale nie może być tak, że przez dwa sety nie ma zawodniczek na boisku albo zderzają się gdzieś głowami. Takiej mizerii, jaka teraz panuje na boisku, dawno nie widziałem. Przegraliśmy sety do 11, 15 czy 16, z zespołami, które przecież nie grają jakiejś kosmicznej siatkówki. To nie jest wina Holenderek, że poszły tak do przodu, ale chyba z nami jest coś nie tak. Stoimy w miejscu, nie widać marszu do przodu i gry, która napawałaby optymizmem - powiedział trener.

Jego zdaniem reprezentacja Polski jest wciąż w budowie, co jest niedopuszczalne w trakcie takiego turnieju.

- Jestem bardzo rozczarowany, nie samymi wynikami, bo nawet przygotowani byliśmy, że przegramy dwa pierwsze mecze. Nie może być tak, że dopiero w trakcie turnieju dopiero buduje się drużynę. Nie wiadomo, kto gdzie ma grać i na jakiej pozycji. Nie ma czegoś takiego jak porządek na boisku. Miesiąc temu Kaśka Zaroślińska złapała kontuzję i było wiadomo, że w turnieju nie zagra. A teraz jak widzę to rzucanie zawodniczkami na pozycjach, to ja się z tym po prostu nie zgadzam. Za długo pracowałem w tym sporcie i wiem, co to oznacza też dla samych siatkarek - podkreślił.

Szkoleniowiec, który największe sukcesy klubowe odnosił z Naftą Piła, uważa, że popełniono błędy w trakcie okresu przygotowawczego. Nie rozumie on sytuacji, w której reprezentantkom daje się w trakcie letniej przerwy aż półtora miesiąca wolnego.

- Bardzo mnie dziwiło to, że przez ten cały okres drużyna jest podzielona. W tym sensie, że część zawodniczek gra na igrzyskach w Baku, dostaje potem półtora miesiąca wolnego, podczas, gdy inne dalej zasuwają, próbując budować ten zespół. Takie sytuacje mogą tylko wpływać destrukcyjnie na drużynę. Wydaje mi się, że reprezentacje, które się liczą i chcą coś osiągać, muszą poważniej traktować pewne sprawy. Nie może być coś takiego jak urlop od kadry, gdzie kilka zawodniczek przez półtora miesiąca ma wakacje, bo... są wakacje. Siatkówka, to nie piłka nożna, gdzie na boisku jest 11 zawodników. Tam brak dwóch, trzech nie jest tak widoczny. A w siatkówce to praktycznie połowa zespołu, zwłaszcza, jeżeli brakuje dziewczyn grających na newralgicznych pozycjach jak rozegranie czy przyjęcie - stwierdził.

Matlak uważa, że być może ten okres, w którym trenowała cała kadra, okazał się za krótki, by przygotować optymalnie zespół do mistrzostw Europy.

- Uważam, że Jacek Nawrocki jest dobrym trenerem, nie wątpię w jego kwalifikacje. Ale przyszedł z męskiej siatkówki i objął kadrę w trudnym momencie. Powinien mieć jak najwięcej czasu by poznać te dziewczyny, zobaczyć jak grają. Jeżeli szukamy przyczyn słabej gry to mamy dwie możliwości. Albo te dziewczyny nie potrafią grać inaczej, bo prezentują taki, a nie inny poziom. Albo też nie do końca wykonały pracę podczas zgrupowania. Wydaje mi się, że to jednak ta druga przyczyna jest wynikiem naszej gry - dodał.

W środę Polki zmierzą się z Białorusią i jeśli wygrają, w ćwierćfinale zmierzą się ponownie z gospodarzem turnieju - Holandią. W opinii Matlaka, "Biało-czerwone" powinny sobie poradzić z rywalkami.

- Nie przypominam sobie, żebyśmy w ostatnich latach przegrywali z Białorusią. One zawsze służyły nam jako sparingpartnerki, chętnie przyjeżdżały by z nami pograć. Umówmy się, że jednak nigdy to nie był rywal z jakieś "wyższej półki". Teraz się okazuje, że ten mecz urasta do rangi o być albo nie być polskiej siatkówki. Te słowa chyba są mocno przesadzone - podsumował szkoleniowiec.

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Matlak | Jacek Nawrocki | siatkówka | reprezentacja siatkarek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje