WGP. Nawrocki: Turniej finałowy może nie mieć znaczenia

Polskie siatkarki przygotowują się do turnieju finałowego World Grand Prix drugiej dywizji, który w najbliższy weekend rozegrany zostanie w Ostrawie. Trener Jacek Nawrocki jest zadowolony z postawy z swoich podopiecznych w dotychczasowych meczach.

Dla "Biało-czerwonych" faza grupowa WGP była bardzo wyczerpująca. Najpierw udały się na krótkie zgrupowanie do Brazylii, a następnie do Argentyny na pierwszy turniej. Kolejny rozegrany został w Ostrowcu Świętokrzyskim, a ostatni w południowokoreańskim Suwonie. Dopiero we wtorek drużyna wróciła do Polski.

Reklama

- Władze międzynarodowej federacji nas nie rozpieszczały w tym roku. Ktoś policzył, że pokonaliśmy w ciągu niespełna miesiąca ok. 40 tysięcy kilometrów. Czyli okrążyliśmy kulę ziemską. Przez to ta rywalizacja sportowa była trochę na dalszym planie. Staramy się o tym nie mówić, ale zmiany stref czasowych to są pewne rzeczy fizjologiczne, których nie da się oszukać - powiedział szkoleniowiec.

Polki w fazie grupowej wygrały siedem z dziewięciu spotkań i zajęły trzecią lokatę w klasyfikacji rundy zasadniczej za Koreankami i Niemkami.

- Zaliczyliśmy niezłe występy. Cieszę się z pewnej stabilizacji zarówno składu, jak i gry. W wielu meczach popełnialiśmy znacznie mniej błędów własnych, niż to miało miejsce do tej pory - tłumaczył Nawrocki.

Szkoleniowiec od początku cyklu WGP konsekwentnie stawiał na jeden skład. W niektórych meczach niemal wcale albo sporadycznie korzystał ze zmienniczek.

- Te wyraźnie wygrywane sety to nie była tylko słabość przeciwnika, ale konsekwencja dobrej gry tego składu, na który postawiliśmy i małej ilości błędów popełnianych przez te dziewczyny, które były na boisku. Chcieliśmy do końca utrzymać koncentrację. Te mecze wyglądały na łatwe, ale wcale nie były. Argentyna czy Kolumbia potrafiły postraszyć dużo mocniejszych rywali - podkreślił.

Jak dodał, rezerwowe siatkarki też odgrywają w drużynie ważną rolę w zespole i gdy pojawiały się na parkiecie, zwykle potrafiły wykorzystać swoją szansę.

- Jeśli dziewczyny mają do mnie żal, że za mało grały, to w sumie powinienem się cieszyć. Bo to świadczy o ich ambicji. Były momenty, że zawodniczki z ławki wchodziły na boisko i pomagały wygrywać sety. To nie jest tak, że graliśmy wszystkie turnieje tylko jedną siódemką. Ta drużyna musi okrzepnąć, nabrać swojego charakteru, a te mecze w Grand Prix bardzo nam w tym pomogły - zaznaczył.

Polki zaliczyły tylko dwie porażki - obie z Koreankami. W Ostrowcu Św. przegrały 1:3, a w Suwonie w ostatnią niedzielę 0:3.

- Korea jest bardzo wymagającym przeciwnikiem, który ociera się o światową czołówkę i ma z nią częsty kontakt. Bardzo chcieliśmy wygrać w Ostrowcu przy polskiej publiczności, która nas dopingowała i stworzyła fajną atmosferę. Żałuję, że się nie udało - przyznał.

W Final Four Polki zagrają z gospodyniami turnieju Czeszkami, które zajęły czwartą lokatę. Jako organizator imprezy, miały zagwarantowany udział w turnieju finałowym bez względu na wyniki. Dwa miesiące temu w Warszawie Polska przegrała z Czechami 2:3 i straciła szansę na udział w barażu o awans do przyszłorocznych mistrzostw świata.

- Czeszki pokazały w World Grand Prix, że są solidnym zespołem, a przed swoją publicznością będą się chciały pokazać z jak najlepszej strony. Wiem, że w turnieju finałowym wystąpią w innym składzie niż rywalizowały w fazie grupowej. To może być nawet silniejszy zespół niż ten, który grał w Warszawie w turnieju kwalifikacyjnym. Trudno powiedzieć, czy będzie to rewanż za porażkę w maju, ale mam nadzieję, że ta zadra u dziewczyn pozostała - stwierdził.

Reprezentacja w czwartek po południu uda się, tym razem już w bardzo krótką, bo półtoragodzinną podróż do Ostrawy. "Biało-czerwone" już po raz czwarty z rzędu wystąpią w Final Four. W 2014 roku w Koszalinie zajęły czwarte miejsce, a rok później w Lublinie uległy w finale Holandii 0:3. Najbliżej awansu były w ubiegłym roku, kiedy to przegrały z Dominikaną 2:3, choć prowadziły w setach już 2:0.

Całkiem prawdopodobne, że finał w Czechach będzie ostatnim, bowiem władze Międzynarodowej Federacji Siatkówki (FIVB) zamierzają zmienić formułę WGP, a właściwie zlikwidować te rozgrywki i na wzór rywalizacji mężczyzn, stworzyć Ligę Światową Kobiet. Wystartowałoby w niej 16 reprezentacji, w tym również Polska.

- Z tego, co wiem, ten projekt jest mocno zaawansowany. Jeżeli nasza reprezentacja zostanie do niej zakwalifikowana, będzie to dla nas milowy krok w rozwoju. To oznacza, że będziemy mieć kontakt z najlepszymi drużynami na świecie. Dlatego wyniki tego turnieju finałowego mogą tu nie mieć znaczenia. Niemniej, bardzo poważnie traktujemy ten turniej, chcemy pokazać, że sportowo zasługujemy na grę w elicie - podsumował selekcjoner.

Program turnieju finałowego:

sobota

półfinały

Korea Płd. - Niemcy (16.10)

Czechy - Polska (19.10)

niedziela

mecz o 3. miejsce (15.10)

finał (18.10)

Marcin Pawlicki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje