Andrea Anastasi: Zagumny to ikona siatkówki i wciąż liczę na niego

Na liście siatkarzy powołanych do kadry na sezon 2013 przez trenera reprezentacji Polski Andreę Anastasiego zabrakło Pawła Zagumnego. Włoski szkoleniowiec zapewnia jednak, że wciąż liczy na rozgrywającego, którego uważa za ikonę tego sportu.

Ogłoszonym w czwartkowe popołudnie szerokim składem kadry potwierdził pan wcześniejsze spekulacje medialne, że Zagumnego zabraknie w tym sezonie na zgrupowaniu reprezentacji.

Reklama

Andrea Anastasi: - Chcę od razu podkreślić, że z Pawłem mam świetne relacje. Jeśli chcemy go oglądać w przyszłorocznych mistrzostwach świata, to trzeba dać mu trochę odpocząć. Gdybyśmy teraz kazali mu grać całe lato i jeszcze trenować, po tak intensywnym sezonie w klubie, to obawiam się, że efektem byłoby zakończenie przez niego kariery (śmiech). To byłoby dla niego za dużo. To, że "Gumy" nie będzie w tej chwili z nami, nie oznacza jednak, że jest już poza kadrą. On wciąż jest zawodnikiem drużyny narodowej, choć w tym momencie jest poza nią.

To on prosił pana o dłuższą przerwę?

- Przy naszych ustaleniach on nie powiedział prawie nic (śmiech). Gdy rozmawialiśmy, to powiedziałem mu, że mam pewien pomysł. "Potrzebujesz dłuższego odpoczynku" - zasugerowałem, a on na to: "Tak". Pamiętam jak spotkaliśmy się raz w zimie. Przywitałem się i spytałem, co u niego słychać. Każdy w takim wypadku odpowiada, że u niego ok, a Paweł: "Trenerze, jestem padnięty" (śmiech).

Czy gdyby była konieczność - np. kontuzje wśród powołanych rozgrywających - to jest możliwość, że skorzysta Pan jeszcze w tym sezonie z Zagumnego?

- Na pewno nie byłoby z tym problemu. Mam jednak nadzieję, że młodsi gracze będą się prezentować świetnie i nie będziemy teraz potrzebować pomocy "Gumy". Pozostaję z nim jednak w stałym kontakcie. "Guma" to ten typ zawodnika co Piotr Gruszka czy Sebastian Świderski. Mają ogromne serce dla reprezentacji, mimo problemów zdrowotnych zawsze są gotowi do gry. Mam dla Pawła dużo szacunku. Mógłbym postawić warunek: grasz lub wylatujesz, ale ja tak nie robię. To jedna z ikon polskiej siatkówki i wciąż na niego liczę.

Libero Krzysztof Ignaczak jest tylko rok młodszy od niego. Nie myślał pan, aby i jemu dać dłużej odpocząć?

- Grają na innych pozycjach, a ma to tu ogromne znaczenie. Ludziom się wydaje, że rozegranie jest mało męczące, że tylko wystawia się piłki, ale to nieprawda. Poza tym "Igła" jest ogromnie żywotny. Ma już prawie 35 lat, ale jest pełen energii niczym 20-latek. Nieraz powtarzam mu, że ja wyglądam na młodszego, a on jak dziecko.

Nie rozważał pan nawet przez chwilę, aby go pominąć tym razem?

- Nie było takiej opcji. Nawet jeśli przytrafiają mu się błędy, jak w pierwszym meczu finału PlusLigi. Jest częścią mojej drużyny.

Zgodnie z zapowiedzią na liście znalazło się wielu młodych siatkarzy.

- Przed nami wrześniowe mistrzostwa Europy, przyszłoroczne mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie w 2016 roku. Myślę o tym wszystkim. Może nie skorzystam ze wspomnianych zawodników teraz, ale to przyszłość. Niektórzy to jeszcze juniorzy, którzy poza treningami chodzą do szkoły. Część będzie miała okazję sprawdzić się w kadrze B podczas uniwersjady w Kazaniu. W pierwszej reprezentacji nie będziemy mieć zbyt wiele czasu na próby teraz, ale jak mówiłem, moim celem jest wprowadzenie po jednym nowym zawodniku na każda pozycję.

Zmiana formule rozgrywania turnieju finałowego Ligi Światowej, ograniczająca liczbę uczestników z ośmiu do sześciu, była dla pana dużym zaskoczeniem?

- Całkowitym. Takie rzeczy powinny być ustalone definitywnie wcześniej. Będzie to dla nas trudność, ale musimy się z tym pogodzić. Uspokaja mnie to, że w zespole mam wielu siatkarzy, z którymi pracowałem w ubiegłym sezonie.

Przygotowania do tej imprezy rozpoczną się od zgrupowania 22 kwietnia. Nie wszyscy gracze stawią się jednak tego dnia w Spale.

- Wtedy zacznę pracę głównie z tymi młodszymi zawodnikami. Wielu starszych wciąż jeszcze rywalizuje w klubach i w zależności od tego, jak to się dalej potoczy, to będą mieli tydzień lub dwa wolnego. Największy problem jest z występującymi w rosyjskiej ekstraklasie Bartoszem Kurkiem i Łukaszem Żygadłą. Pierwszy dołączy do nas prawdopodobnie na początku maja, a co do drugiego to niewiadoma, bo jego drużyna wciąż rywalizuje w Superlidze. Może być tak, że dołączy do nas tydzień przed pierwszym meczem Ligi Światowej. Wykorzystam ten czas na przyjrzenie się pozostałym rozgrywającym - będzie Fabian Drzyzga, Paweł Woicki i Grzegorz Łomacz. To będzie dla nich dodatkowa motywacja.

Jak przewiduje pan dalsze losy rywalizacji o mistrzostwo Polski? Spodziewa się pan, że rozstrzygnie się ona w piątym spotkaniu?

- Na ten moment nie umiem wskazać faworyta. Możliwe, że obejrzymy pięć pojedynków, bo Asseco Resovia Rzeszów i Zaksa Kędzierzyn-Koźle prezentują bardzo zbliżony poziom. Podobnie jest z walczącymi o brązowy medal Delectą Bydgoszcz i Jastrzębskim Węglem. Z mojego punktu widzenia lepiej byłoby, gdyby w obu przypadkach skończyło na czterech meczach (śmiech).

Rozmawiała: Agnieszka Niedziałek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama