Artur Szalpuk: Porażka w pierwszym secie podcięła nam skrzydła

- Pierwszy set był naprawdę przyzwoity w naszym wykonaniu. Mieliśmy swoje szanse, ale znów przyszła końcówka i przegraliśmy. To trochę podcięło nam skrzydła, później pogrążyły nas błędy własne. Na pewno ten mecz nie był dobry w naszym wykonaniu. Jesteśmy źli na siebie z tego powodu. Ale takie jest życie - mówił po odpadnięciu polskiej kadry z Siatkarskiej Ligi Narodów skrzydłowy Artur Szalpuk.


- Trzeba to wziąć na siebie i za trzy tygodnie wrócić i ciężko pracować. Mam nadzieję, że ten turniej będzie ważną lekcją w kontekście mistrzostw świata i takie mecze jak ten, nie będą nam się już w dalszej części sezonu reprezentacyjnego przydarzać. Trener zwraca bardzo dużą uwagę na obronę i blok. Musimy na pewno też lepiej grać na zagrywce, by te najlepsze drużyny odrzucać od siatki. To takie typowo polskie - najpierw się cieszyliśmy, że rotujemy składem i awansowaliśmy do Final Six, a teraz będzie, że się nie nadajemy... Źle to wyglądało, ale głęboko wierzę, że w niedalekiej przyszłości to zaprocentuje - Artur Szalpuk, przyjmujący reprezentacji Polski.

- Z Amerykanami zawsze się ciężko gra, to bardzo dobry zespół. Świetnie funkcjonuje u nich system blok-obrona. Na początku walczyliśmy, były fajne wymiany, a potem czegoś zabrakło. Nie wiem właściwie czego. Chyba skończenia piłek w ważnych momentach. Jestem zawodnikiem, dla którego ta LN to były pierwsze takie długie wyjazdy, to na pewno było odczuwalne. Czy jestem zmęczony? Na boisku się tego nie czuje, ale wieczorem czuję, że jestem zmęczony, ale nie zamieniłbym tego na nic innego - dodał Bartosz Kwolek, kolejny przyjmujący reprezentacji Polski.

Paweł Zatorski, nasz libero, podkreślał klasę Amerykanów. - Pierwszy set wlał w nasze serca trochę wiary. Wiedzieliśmy, że 3:0 w tym meczu daje nam praktycznie awans. Wiedzieliśmy, z kim gramy i chcieliśmy się zmierzyć z tą siłą i techniką, jaką mają Amerykanie. Ale to nie wystarczyło. Często gra jest nerwowa, gdy gra mniej doświadczona drużyna z bardziej doświadczoną. Tą pierwszą byliśmy w tym przypadku my. Pierwszy set odgrywa bardzo duża rolę i wiedzieliśmy, że jeżeli go przetrzymamy do końca, to Amerykanie będą czuli presję - ocenił siatkarz.

- Bo był ich pierwszy mecz w turnieju, w dużej mierze decydujący o awansie z grupy. Często tak jest, że jeżeli teoretycznie mocniejsza drużyna wytrzyma pierwszego seta, to gra im się łatwiej i ciśnienie schodzi. Tak też było dzisiaj. Szybkość gry rywali bardziej odczuli blokujący, ja widzę tę piłkę spomiędzy rąk w obronie. Myślę, że to duża zasługa Micaha Christensona, który od wielu lat udowadnia, że jest najlepszym rozgrywającym na świecie. +Wiąże+ przeciwników na boisku - mówił Zatorski.

- Wszyscy byśmy powiedzieli, że nareszcie koniec poligonu. Niby odmładzanie składu u nas trwa od kilku lat, ale Vital to pierwszy trener, który odważył się na takie ruchy. I wiadomo było, że będą porażki. Myślę, że mało kto spodziewał się, że awansujemy do Lille, widząc te rotacje. Dlatego cieszymy się z udziału. Nie jesteśmy zadowoleni z wyniku, bo będąc tutaj chcieliśmy zagrać w tych półfinałach. Ale chcemy to docenić, zaakceptować i wyciągnąć naukę. Sami byliśmy ciekawi, jakie plany będzie miał trener i czy do końca będzie mieszał składem, czy będzie stawiał na różnych zawodników. Jak widać miał na tyle jaj, by cały czas grać tym samym systemem. Nawet kiedy w Australii byliśmy pod ścianą jeśli chodzi o awans. Mieszał składem i jak widać udało się, musimy to też docenić, że jesteśmy w szóstce LN. Nie mieliśmy pojęcia, czy zagramy dwa razy w różnych zestawieniach. Trener cały czas chciał dać wszystkim poczuć boisko i to jest cenne - tłumaczył nasz mistrz świata.

Bartosz Bednorz, przyjmujący reprezentacji Polski, żałował straconej okazji na medal. - W pierwszym secie walczyliśmy jeszcze, pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie z nimi walczyć jak równy z równym, a później już reprezentanci USA przejęli inicjatywę i nie mieliśmy za dużo do powiedzenia. W końcówce tak naprawdę decyduje spokojna głowa i trochę więcej szczęścia, a to było po stronie Amerykanów. Trener na pewno coś miał na celu, rotując cały czas składem. Praktycznie co mecz była inna +szóstka+ i nie mnie to oceniać, to była jego decyzja. Czy ona była dobra? Ciężko mi na to odpowiedzieć. Nie do końca jestem zadowolony ogólnie ze swojej postawy w LN. To, jak trenowałem, było ok, ale co do gry zawsze może być lepiej - mówił siatkarz Biało-Czerwonych.

- Amerykanie przyjmowali naprawdę bardzo dobrze, nawet nasza mocna zagrywka nie sprawiała im problemu. Zagrali bardzo dobrze, dużo lepiej od nas. Szkoda, że to doświadczenie kończy się dla nas tak szybko, ale mam nadzieję, że czegoś nas nauczy, wyciągniemy wnioski i wrócimy silniejsi na mistrzostwa świata. Myślę, że pierwszy set był bardzo fajny, graliśmy na takim samym poziomie jak oni. Dwa asy w linię i jeden po siatce zdecydowały (o losach tej partii). Po tej pierwszej partii trochę spuściliśmy głowy. Nie wydaje mi się, żeby to była kwestia mentalności. Po prostu rywale są w tym momencie są na wyższym poziomie od nas. Na pewno w naszych głowach te dwie porażki nie zatrą dobrego wrażenia po awansie do Final Six. Wiemy, ile nas kosztowało, żeby się tutaj dostać. Wiemy, jak wyglądały te kwalifikacje w naszym wykonaniu. Myślę, że jesteśmy w tym miejscu, w którym chcieliśmy być. Trener dostał pełny obraz 22 zawodników, których przetestował. Zagraliśmy w turnieju finałowym. Szkoda, że nie udało się nic więcej wygrać, ale wydaje mi się, że na razie wszystko idzie zgodnie z planem. A plan jest taki, żeby na maksimum zagrać na mistrzostwach świata. Myślę, że wolne się teraz przyda. Trochę odpoczynku, żeby potem wykonać skok jakościowy przed mistrzostwami świata - zakończył Bartosz Kurek, atakujący i lider reprezentacji Polski.

Dowiedz się więcej na temat: siatkarska Liga Narodów | reprezentacja Polski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje