Philippe Blain: Świat może zazdrościć Polakom systemu szkolenia w siatkówce

Francuscy trenerzy reprezentacji mężczyzn Stephane Antiga i Philippe Blain są zachwyceni systemem siatkarskiego szkolenia młodzieży w Polsce. We wtorek wzięli udział w spotkaniu z ponad setką nauczycieli ośrodków szkolnych (S.O.S.) w tej dyscyplinie.

- Nigdy nie spotkałem się wcześniej z takim systemem na taką skalę. W innych krajach europejskich jest to niemożliwe ze względu na koszt, jaki program ze sobą niesie. To wspaniała idea i mam nadzieję, że będzie kontynuowana. Tylko w ten sposób można zachęcić dzieci do tego, by wybierały siatkówkę. Cały świat może pozazdrościć Polakom systemu szkolenia - powiedział Blain.

Reklama

Projekt powstał w 2011 roku z inicjatywy trzech byłych trenerów kadry: Waldemara Wspaniałego, Zbigniewa Krzyżanowskiego i Alojzego Świderka. Obecnie uczestniczy w nim 5236 dzieci.

- Jeden S.O.S składa się z trzech lub czterech gimnazjów i jednego liceum. To nasz polski pomysł. Nie ma czegoś takiego w Europie i na świecie. W Niemczech jest taka inicjatywa, ale w piłce nożnej. Skala jest też dużo większa - przyznał Wspaniały.

Dodał, ze zainteresowanie przerosło nawet jego oczekiwania. Obecnie już ponad 10 samorządów czeka z aplikacjami do kolejnego roku, ale nie ma środków, by zwiększyć obszar.

- Z roku na rok jest coraz więcej chętnych. Pojawiają się inicjatywy z samorządów, coraz więcej jest akcji w szkołach podstawowych. Rozgrywane są turnieje mini siatkówki. Gdy weźmiemy również to pod uwagę, mamy ponad 8 tys. dzieci biorących udział w tym projekcie - podkreślił były szkoleniowiec kadry narodowej.

Dziecko ma dzięki temu ciągłość w szkoleniu. Najpierw bierze udział w zawodach mini siatkówki. Potem trafia do S.O.S. Najbardziej uzdolnione osoby przechodzą do liceum, a wybitne jednostki zaczynają naukę w Szkołach Mistrzostwa Sportowego - w Spale (chłopcy) lub Szczyrku (dziewczęta).

- Tu nie ma żadnego przypadku. By osiągać wyniki i mieć jakąś w tym ciągłość, systematyczne szkolenie jest niezbędne. Wszystko musi być profesjonalnie zorganizowane. Nie może być to na zasadzie przypadku, że ktoś gdzieś znajdzie jakiś talent i dzięki temu trafia po kilku latach do kadry - uważa Wspaniały.

Pieniądze na projekt zostały wygospodarowane z rezerwy budżetowej. - Za co jesteśmy bardzo wdzięczni. S.O.S. rozwija się w szybkim tempie i zapotrzebowanie jest ogromne. Mieliśmy pomysł i wyniki od wielu lat, a teraz dzięki funduszom możemy to rozwijać - podkreślił.

Trener główny i koordynator w Zielonej Górze Tomasz Paluch zaznaczył, że siatkówka ma to szczęście, że jest popularna. Dzieci nie trzeba namawiać na jej uprawianie.

- W naborach i późniejszym szkoleniu patrzymy na wszystko. Staramy się wyszczególnić trzy, cztery cechy u młodzieży takie jak wzrost, parametry techniczne i psychikę. Pracujemy nad tym od początku. Uczymy wygrywać, radzić sobie z porażkami, mentalnego podejścia do tego, co się robi. Mamy całe zaplecze, więc tej młodzieży niczego nie brakuje - powiedział.

Dzień jest także od rana w pełni zaplanowany. Zajęcia w S.O.S zaczynają się o 7 rano. Krótki rozruch, szkoła, a od 15.30 trening. Później dopiero mają czas wolny dla siebie.

- Chcemy jednak, by nie tylko wybitne jednostki zostały w siatkówce. Staramy się zachęcać ich do ruchu. Zwłaszcza, że żyjemy w dobie komputerów, a my chcemy, by oni jak najwięcej czasu spędzali na modelowanie własnego ciała. To, że ktoś jest słabszy nie znaczy, że się nie odnajdzie. Może nie zrobi kariery na boisku, ale stanie się prezesem dużej korporacji i dzięki temu epizodowi w swoim życiu da pieniądze na dalszy rozwój siatkówki - wspomniał Wspaniały.

Inicjatywa S.O.S spodobała się także innym dyscyplinom sportowym. - Pomysły przekazaliśmy już lekkoatletyce, koszykówce i piłce ręcznej - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje