Prezes PZPS Paweł Papke: Miejmy nadzieję, że historia sprzed 40 lat się powtórzy

- Miejmy nadzieję, że historia sprzed 40 lat się powtórzy, kiedy najpierw wywalczyliśmy złoto mistrzostw świata, a później olimpijskie - powiedział prezes PZPS Paweł Papke.

Na przełomie maja i czerwca kwalifikacje olimpijskie męskiej kadry siatkarzy. Ma pan wątpliwości, czy Polakom uda się awansować?

Reklama

Paweł Papke (prezes PZPS): Nie mam, ale to jest sport. Trzeba zdawać sobie sprawę, że w turnieju kwalifikacyjnym w Tokio jest osiem drużyn, w tym takie, jak Iran, Francja czy Japonia, a przecież wszystkie będą chciały wywalczyć awans. Ta impreza wcale nie będzie prosta. Ale zakwalifikują się trzy drużyny, nie licząc najlepszej azjatyckiej, co daje dosyć dużą nadzieję. Poza tym mamy dobrą drużynę, która potrafi grać takie turnieje i mobilizować się w najtrudniejszych momentach.

Ostatnio dużo mówi się o aferze dopingowej związanej ze specyfikiem meldonium. Okazało się, że był on także w organizmie siatkarza Aleksandra Markina, który wraz z Rosją w styczniu wywalczył awans do igrzysk. Pojawiły się głosy, że to może oznaczać, iż cała reprezentacja zostanie zdyskwalifikowana. Wierzy pan w to?

- Decyzja należy do międzynarodowych władz siatkarskich. Poczekajmy na nią. Sprawa jest na pewno skomplikowana. Trzeba pamiętać, że ten lek jest zakazany od 1 stycznia, a turniej w Berlinie, gdzie została pobrana od niego próbka, był właśnie na początku roku. Dyskusyjna w tym wypadku jest też odpowiedzialność zbiorowa. Każdy zawodnik odpowiada przecież za siebie.

W siatkówce bardzo rzadko zdarza się, by jakiś zawodnik był złapany na stosowaniu niedozwolonych środków. Czemu akurat ta dyscyplina jest jedną z "najczystszych"?

- Siatkówka jest bardzo specyficznym sportem. Nie liczy się tylko wytrzymałość i siła, ale przede wszystkim technika, precyzja. Wiele godzin, dni i nawet lat trzeba spędzić na boisku, by piłka przemieszczała się z punktu A do B po tej paraboli, po jakiej planujemy. Na szczęście nie ma środków wspomagających, które mogłyby połączyć te wszystkie elementy.

Trener Stephane Antiga, jak i sami zawodnicy, powtarzają cały czas, że łatwiej jest zdobyć medal olimpijski niż awansować na igrzyska. W Polsce apetyty są bardzo duże, zwłaszcza że dwa lata temu drużyna została mistrzem świata. To oznacza także podium w Rio?

- Spokojnie, na razie nie mamy jeszcze awansu. Ale trudno nie wymagać od naszego zespołu, aby nie bił się o medale. Miejmy nadzieję, że historia sprzed 40 lat się powtórzy, kiedy najpierw wywalczyliśmy złoto mistrzostw świata, a później olimpijskie.

Wszystko z wylotem i pobytem w Tokio jest już zaplanowane?

- Tak. Siatkarze polecą tuż po Memoriale Huberta Wagnera klasą biznes z Warszawy. Do Japonii specjalnie udadzą się tydzień wcześniej, by móc się odpowiednio zaaklimatyzować. Zadbaliśmy o wszystko. Tak samo zresztą będzie po ewentualnym awansie na igrzyska. Reprezentacja poleci wcześniej i w komfortowych warunkach. Dbamy cały czas o to, by nikomu niczego nie brakowało.

W siatkówce mistrzostwa świata odbywają się co cztery lata, tak samo jak igrzyska. Gdzie jest zatem większa presja?

- W igrzyskach. Dla każdego siatkarza na świecie medal olimpijski jest najważniejszy w karierze.

Czyli zamieniłby pan ten złoty medal mistrzostw świata, który Polacy zdobyli półtora roku temu, na np. brąz igrzysk?

- Trudne pytanie, ale chyba nie. Złoto to złoto, czyli bardziej wartościowy od mistrzostwa świata jest tylko złoty medal olimpijski.

Na początku czerwca są planowane wybory prezesa PZPS. Pan kandyduje?

- Na tę chwilę się zastanawiam. Nie wykluczam żadnej możliwości.

Najczęściej związki sportowe zjazd sprawozdawczo-wyborczy delegatów organizują po igrzyskach. Czemu w PZPS podjęliście decyzję, by zrobić to już w czerwcu, w środku reprezentacyjnego sezonu?

- Reguluje to statut związku. On jednoznacznie wskazuje, że wybory muszą się odbyć w trakcie Walnego Zgromadzenia. Mamy czas do 15 czerwca, bo do końca tego miesiąca trzeba rozliczyć z ministerstwem sportu wszystkie kwestie formalne. Dlatego zarząd podjął decyzję, że zjazd odbędzie się 7 i 8 czerwca. To niefortunny termin - rok igrzysk olimpijskich, wszystkie rozgrywki reprezentacyjne w toku, a wiadomo, że wybory powodują burzliwą dyskusję, nie zawsze merytoryczną, ale tego nie zmienimy.

W przyszłym roku odbędą się we wrześniu mistrzostwa Europy mężczyzn. Wiadomo już w jakich miastach?

- Na pewno w czterech miastach, w tym dwa będą gościły reprezentację Polski. To bardzo ważny turniej dla polskiej siatkówki, dlatego decyzję, jakie to będą lokalizacje podejmie nowo wybrany zarząd PZPS.

Duże jest zainteresowania miast?

- Oczywiście. Wszystkie miasta, gdzie są duże hale, zgłosiły chęć organizacji imprezy. Zwłaszcza że sukcesem zakończyły się mistrzostwa świata w 2014 roku.

Czy możliwe jest, by otwarcie mistrzostw Europy znowu odbyło się na Stadionie Narodowym w Warszawie, jak było to w przypadku MŚ?

- Nie, to nie wchodzi w grę.

Nie można nie wspomnieć o siatkówce plażowej. Ostatnio Bartosz Łosiak i Piotr Kantor wygrali zawody Grand Slam World Touru w Rio de Janeiro, a Kinga Kołosińska i Monika Brzostek zajęły drugie miejsce...

- Wielką sympatią darzę siatkówkę plażową, która ma bardzo mocną pozycję w naszym związku. Od wielu lat w nią inwestujemy. Rozwój jest widoczny gołym okiem i tym bardziej cieszy, że obserwujemy, jak nasze pary rozwijają się już od wieku juniora. Środki finansowe, wsparcie trenerów, wiedza merytoryczna powodują, że nasze pary odnoszą coraz większe sukcesy. Optymizm przed igrzyskami jest wielki. Teraz procentują wieloletnie inwestycje. `

Mówimy o szansach medalowych męskiej reprezentacji w hali, ale chyba tutaj też możemy liczyć na niespodziankę w igrzyskach?

- Poczekajmy, ale nasze pary na pewno stać na to, by powalczyć o najwyższe cele. Przecież Mariuszowi Prudlowi i Grzegorzowi Fijałkowi w Londynie niewiele zabrakło, by znaleźć się w strefie medalowej.

Trochę słabiej wygląda sytuacja w kobiecej siatkówce halowej. Macie jakieś pomysły, jak wrócić do dawnej świetności?

- Sukcesywnie staramy się poprawiać sytuację poprzez Siatkarskie Ośrodki Szkolne. Przenieśliśmy też SMS z Sosnowca do Szczyrku i mocno w to rozwiązanie inwestujemy. Wierzę, że trener Jacek Nawrocki wraz ze swoimi współpracownikami przemebluje reprezentację w taki sposób, że już niedługo będziemy cieszyć się też z sukcesów naszych pań. Właśnie myśląc o dziewczynach pozyskaliśmy prawo organizacji dwóch turniejów World Grand Prix, a także postanowiliśmy wystawić drugą reprezentację w Lidze Europejskiej.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama