Sebastian Świderski: Ciężki, mozolny i bolący czas

Sebastian Świderski po kontuzji powoli wraca do zdrowia i nie jest zgłoszony do rozgrywek Ligi Światowej. Mimo to trener Andrea Anastasi chce, by uczestniczył wraz z drużyną w treningach i był na meczach. Sam zawodnik wie, że przed nim jeszcze długa droga.

Jest pan fizycznie przygotowany na walkę o miejsce w meczowej dwunastce?

Reklama

Sebastian Świderski: Za szybko chyba na takie pytanie. Fizycznie może tak, ale brakuje formy, ogrania. Osiem miesięcy to długi okres, więc na tę chwilę chyba nie.

Konkurencja robi się spora - Bartosz Kurek wyrasta na lidera reprezentacji. Michał Kubiak świetnie się w niej odnalazł, a Michał Ruciak równie dobrze sobie radzi.

- Bardzo z tego powodu się cieszę. Kiedyś był wielki problem z zawodnikami na wysokim poziomie. Teraz konkurencja może tylko sprawić, że będzie rywalizacja, która będzie powodowała podnoszenie indywidualnych umiejętności. Jeżeli przegram sportowo to nie będzie dla mnie problemu. W tej chwili walka dla mnie jest indywidualna, jeśli chodzi o zdrowie i powrót do formy. Na tym się skupiam i jeśli uda mi się uporać ze swoimi problemami, podejmę rękawicę i będę walczył o miejsce w składzie.

Do kadry na Ligę Światową nie jest pan zgłoszony, więc tutaj tematu nie ma, ale pozostają wrześniowe mistrzostwa Europy. Mówi pan, że brakuje grania, a przecież nie będzie gdzie.

- Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego każdy trening w takim towarzystwie będzie jak rozegranie jakiegoś spotkania. Każde zajęcia są dla mnie niezwykle ważne. Jeżeli dam radę, to na pewno będę chciał pojechać na mistrzostwa Europy. Przede mną jednak bardzo długa droga. Wstępnie rozmawiałem z trenerem Andreą Anastasim i on raczej patrzy trochę dalej. Widzi mnie na Puchar Świata, czy na następny sezon. Właśnie z tego się cieszę. Osiem miesięcy nie grałem, a szkoleniowiec chce mnie w tej reprezentacji jako zawodnika, a nie jako osoby do pomagania.

Który z momentów w ostatnich ośmiu miesiącach był najtrudniejszy?

- Trwa teraz. Kilka miesięcy temu chciałem szybko wrócić na parkiet. Niestety okazało się, że zaczynanie gry z poziomu literki "C" nie zawsze jest dobre. Opuszczenie "A" i "B", czyli tych podstaw, nie jest wskazane. Teraz musieliśmy do nich wrócić. Kolano musi być znowu całkowicie sprawne i dochodzenie do tego jest okresem bardzo trudnym. Wszystkie zrosty trzeba albo zerwać, albo porozciągać, żeby staw miał pełną ruchomość. Dopiero potem można budować siłę. To ciężki, mozolny i bolący czas. Sama kontuzja nie była na tyle straszna, co właśnie rehabilitacja.

W sparingowych meczach z Algierią w Spale zachowywał się pan jak młody zawodnik, który dopiero puka do kadry i przejmuje się każdą nieudaną piłką.

- Pomimo iż był to sparing bez kibiców, bez kamer i dziennikarzy, teoretycznie też bez emocji, ja to bardzo przeżywałem. Osiem ostatnich miesięcy tylko dochodziłem do zdrowia i nie grałem. Dlatego może w meczu z Algierią był przerost wartości nad treścią. Wszystkiego było "za" - za dużo, za szybko, za mocno, za wysoko, za bardzo. Niestety to nie zawsze szło z wynikiem. Z tego powodu człowiek jeszcze bardziej się denerwuje.

W zeszłym roku wrócił pan po siedmiu latach do Polski. Wybrał pan swój "stary" klub - Zaksę Kędzierzyn-Koźle. Odnalazł się pan w niej?

- Czuję się tam znakomicie, jak u siebie. Traktuję Zaksę jak zespół, który dał mi możliwość powrotu do Polski. Właśnie z tą drużyną zdobyłem największe trofea, jeśli chodzi o ligę polską i europejskie puchary. Był to dla mnie klub, do którego chciałem wrócić. Ludzie praktycznie się nie zmienili, panuje rodzinna atmosfera. Jest mi tam fenomenalnie i to do tego stopnia, że zamierzam się tam przenieść na stałe. Dzieci pójdą do gimnazjum i chciałbym właśnie z tym miastem związać swoją przyszłość. W tym roku boleśnie przekonałem się o tym, że kariera nie będzie trwać wiecznie i czas pomyśleć o tym co będzie dalej. Jeśli Bozia da zdrowie, chciałbym wywiązać się z kontraktu, a może nawet coś więcej...

Mówi się, że liga włoska jest najbardziej wymagająca, najbardziej profesjonalna i najsilniejsza. Spędził pan na Półwyspie Apenińskim siedem lat. Czy PlusLiga standardami zbliża się już do niej?

- Trzeba na to spojrzeć przez pryzmat poszczególnych aspektów. Jeśli chodzi o sportowy to na pewno jesteśmy dużo bliżej niż kilka lat temu, jeśli spojrzeć na finanse, to nam jeszcze do nich daleko. Należy też wziąć pod uwagę organizację klubów - do tych najlepszych drużyn brakuje nam dużo. Pozasportowo, czyli infrastruktura, drogi, hale, mecze, system rozgrywania jesteśmy daleko z tyłu. Bronią nas kibice, którzy przychodzą, bawią się, a we Włoszech z tym jest różnie.

Wróćmy do reprezentacji. Za nami osiem meczów Ligi Światowej - młody skład, nowy trener. Przed nami cztery spotkania w kraju - dwa z Portoryko w Płocku i dwa z mistrzami świata Brazylią w Katowicach. Potem turniej finałowy w Ergo Arenie. Jaka jest reprezentacja Polski?

- Na pewno zmieniona. Widać ciężką pracę jaką wykonali zawodnicy, to co chciał trener, zostało według mnie osiągnięte. Mamy odmłodzony skład, zawodnicy łapią doświadczenie i widać, że chcą grać. Mamy spory potencjał i ta reprezentacja będzie jeszcze w tym roku się liczyła w walce z najlepszymi. Już w meczach z Brazylią w Rio de Janeiro pokazaliśmy, że w tej kadrze drzemią duże możliwości. Brakuje jeszcze zimnej krwi w końcówkach, ale to przyjdzie z czasem.

Mamy atuty, mamy też słabe strony.

- Zgadza się. Czasem jest pod górkę. Nie zapominajmy jednak, że to młodzi zawodnicy, którzy potrzebują ogrania, doświadczenia. Zbyszek Bartman jest próbowany na pozycji atakującego, mimo że jest nominalnym przyjmującym. On się jeszcze uczy, więc nie należy oczekiwać cudów. Niestety właśnie tego ataku zabrakło w tych kluczowych momentach. Uważam, że akurat na tej pozycji możemy grać już tylko lepiej. Poza tym atak jest takim elementem gry, który ćwiczy się na każdym treningu. Ostatnie spotkania pokazały natomiast, że dobrze radzimy sobie w bloku i obronie.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje