Siatkarska Liga Narodów. Polska - Argentyna 3:0

Ważne zwycięstwo odnieśli polscy siatkarze w australijskim Melbourne. Pokonali Argentynę 3:0 i przerwali serię trzech porażek z rzędu w Lidze Narodów. Po drugie, "Biało-Czerwoni" wykonali duży krok w kierunku awansu do Final Six.


Reklama

Dla Polaków to ostatni turniej fazy interkontynentalnej LN. Tydzień temu nie powiodło się podopiecznym Vitala Heynena w USA, gdzie przegrali trzy mecze po 0:3 kolejno z Iranem, gospodarzami zawodów i Serbią. Porażki sprawiły, że awans do Final Six stał się niepewny. Nasi zawodnicy, a także kibice liczyli, że "przełamanie" nastąpi w starciu z Argentyną, która w LN spisuje się słabo. "Biało-Czerwoni" odnieśli zwycięstwo, ale przyszło im to z dużym trudem. W tym pojedynku w ogóle nie widać było różnicy, jaka dzieli oba zespoły w tabeli.

Na początku meczu nasz zespół miał przede wszystkim problem ze skończeniem pierwszej akcji. Wynikało to głównie z bardzo dobrej i ofiarnej gry Argentyńczyków w obronie. Rywale "czytali" też grę Polaków często ustawiając podwójny, a nawet potrójny blok. Przekonał się o tym choćby Bartosz Kurek (2:3). My odpłaciliśmy się skutecznym blokiem zatrzymując Martina Ramosa (5:5). Po przerwie technicznej pojawiły się w polskim zespole kłopoty w przyjęciu zagrywki. To spowodowało, że Argentyńczycy zyskali wyraźną przewagę (13:9). Trener Heynen musiał zareagować. Wziął czas, a także dokonał zmiany - miejsce Bartosza Kwolka zajął Aleksander Śliwka. Przyniosło to skutek, ale tylko na chwilę. Grzegorz Łomacz, jak tylko miał okazję, to posyłał piłkę do środkowych Mateusza Bieńka i Jakuba Kochanowski, a oni nie zawodzili. Problem w tym, że tego samego nie można było powiedzieć o innych. Po nieudanym ataku Bartosza Bednorza rywale prowadzili 16:12. Niespełna 24-letni przyjmujący zrehabilitował się chwilę później asem serwisowym (14:16).

Nadal jednak szwankowało przyjęcie. Łomacz był zmuszony do rozgrywania czytelnych akcji, a na to tylko czekali rywale. Siatkarze Velasco z zimną krwią wykorzystywali kontry i zmierzali do zwycięstwa w inauguracyjnej partii. Sytuacja zmieniła się, kiedy pojedynczym blokiem popisał się Śliwka (22:23). Następnie z krótkiej pomylił się Sebastian Sole i mieliśmy remis 23:23. Najlepiej w naszej drużynie prezentowali się środkowi i to oni przechylili szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Decydujący punkt był dziełem Kochanowskiego (26:24).

W drugim secie gra "Biało-Czerwonych" wyglądała trochę lepiej. Błyszczeli zwłaszcza Bieniek i Kochanowski. Dzięki tej dwójce zdobywaliśmy dużo punktów w ataku, ale także w bloku. Oporu Argentyńczyków długo nie mogli nasi siatkarze "złamać". Dopiero w końcówce Polacy wypracowali bezpieczną przewagę. W krótkim odstępie czasu trener Argentyńczyków wykorzystał dwie przysługujące mu przerwy (20:17). Przeciwnicy już nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych Polaków. Łomacz w pojedynkę zatrzymał atak Cristiana Poglajena (23:19) i stało się jasne, że drugi set padnie łupem Orłów. Tak też się stało, a aktualni mistrzowie świata postawili kropkę nad "i" znakomitym blokiem (25:20).

Polacy złapali wiatr w żagle. Od początku trzeciej odsłony narzucili swój styl gry. Zagrywka odrzucili Argentyńczyków od siatki i przez to grało im się łatwiej. Na pierwszą przerwę techniczną nasi siatkarze schodzili z czterema "oczkami" przewagi (8:4). Potem było jeszcze lepiej. Wszystko funkcjonowało na odpowiednim poziomie. Polacy prowadzili już 13:7 i... stanęli. Seria własnych błędów, głównie w wykonaniu Kurka, sprawiła że rywale zdobyli trzy punkty z rzędu. Heynen ściągnął z boiska Kurka, a do boju posłał Macieja Muzaja. Niemoc Polaków przerwał Bednorz.

W kolejnych fragmentach "Biało-Czerwoni" kontrolowali wydarzenia na boisku. Niezawodni w ataku byli środkowi Bieniek i Kochanowski. Podobać się mogła gra także leworęcznego Śliwki. Wyglądało na to, że nic złego nie może się stać naszemu zespołowi. Tymczasem Argentyńczycy nie zamierzali składać broni i niespodziewanie doprowadzili do remisu 22:22. Na własne życzenie Polacy zafundowali sobie nerwową końcówkę, w której sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Meczbole mieli Polacy, ale Argentyńczycy również mieli swoje szanse, żeby przedłużyć to spotkanie. Bohaterem Orłów został rezerwowy Artur Szalpuk. To dzięki niemu nasz zespół wykorzystał trzecią piłkę meczową.

W sobotę Polacy zagrają z mistrzami olimpijskimi z Rio de Janeiro Brazylią (godz. 12.10), a dzień później z Australią (godz. 7.10).

Do turnieju finałowego, który odbędzie się w dniach 4-8 lipca na stadionie piłkarskim w Lille, zakwalifikuje się pięć czołowych drużyn fazy interkontynentalnej. Stawkę, jako gospodarze, uzupełnią Francuzi.

RK

Polska - Argentyna 3:0 (26:24, 25:20, 29:27)

Polska: Bartosz Kurek, Grzegorz Łomacz, Jakub Kochanowski, Bartosz Kwolek, Mateusz Bieniek, Bartosz Bednorz, Paweł Zatorski (libero) oraz Aleksander Śliwka, Marcin Janusz, Maciej Muzaj, Artur Szalpuk, Łukasz Kaczmarek

Argentyna: Maximiliano Cavanna, Cristian Poglajen, Agustin Loser, Sebastian Sole, Tomas Lopez, Martin Ramos, Santiago Dananni (libero), Franco Massimino (libero) oraz Matias Sanchez, Jan Martinez Franchi, Bruno Lima, Joaquin Gallego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje